Amerykańska firma oficjalnie zaprzecza, że jej marka sklepów może wejść do Polski. Są jednak nowe sygnały, że tak się stanie.
Przejęcie Żabki przez fundusz inwestycyjny Penta, a także przygotowania wielkich zachodnich sieci handlowych (Tesco, Carrefour) do otwierania małych sklepów osiedlowych w Polsce to oznaki zbliżającej się wojny w nieco zaniedbywanym dotąd segmencie mniejszych sklepów. Temperaturę może rozgrzać do czerwoności wprowadzenie na polski rynek 7-Eleven, jednej z najsilniejszych globalnych marek w tym segmencie handlu.
Sprzeczne sygnały
Pogłoski o możliwym wejściu do Polski 7-Eleven pojawiły się ostatnio w kontekście sprzedaży Żabki przez Mariusza Świtalskiego i fundusze AIG. W branży mówiło się, że poznański biznesmen po sprzedaży Żabki spróbuje wprowadzić na polski rynek nową sieć handlową, a konkretnie 7-Eleven.
— To nieprawda — stanowczo zaprzecza Konrad Napierała, rzecznik Żabki.
Zaprzecza także rzecznik prasowy 7-Eleven.
— Nie mamy planów wprowadzenia naszej marki do Polski — przekonuje Margaret Chabris, rzeczniczka 7-Eleven.
Tymczasem pojawiły się nowe sygnały wskazujące, że coś jednak w tym jest.
— Uzyskaliśmy w Stanach Zjednoczonych wiarygodne informacje o tym, że toczą się rozmowy o sprzedaży licencji na używanie znaku 7-Eleven w Polsce — mówi Adam Wroczyński, dyrektor do spraw projektów badawczych w firmie Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych.
Dodaje, że nie udało się ustalić, kto z Polski negocjuje z 7-Eleven. Wiadomo tylko, że rozmowy dotyczą licencji na używanie znaku, a nie pełnej franczyzy, oraz że są na razie na wstępnym etapie.
Tysiąc w trzy lata
Eksperci są zdania, że nowe marki mają w segmencie małych sklepów szanse na sukces.
— Na polskim rynku jest miejsce dla nowych graczy w segmencie mniejszych sklepów, w przeciwieństwie do segmentu dużych sklepów, w którym panuje ogromna konkurencja — zauważa Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.
— W Polsce jest miejsce dla rozwoju nowoczesnych sklepów typu convenience, które zaoferują wygodne i szybkie zakupy oraz asortyment dostosowany do lokalnych potrzeb klientów — mówi Adam Wroczyński.
Według niego otwarcie około tysiąca takich sklepów w ciągu trzech lat byłoby dużym wyzwaniem, ale jest możliwe.
Podkreśla, że takie sklepy będą silną konkurencją dla wielu działających dziś tradycyjnych sklepów, w których asortyment jest źle dobrany, a standardy obsługi zbyt niskie.