Smartfunds stawia na zachodnie standardy

Szymon Maj
opublikowano: 12-11-2019, 22:00

Nowa strona do zbiórek udziałowych postanowiła wzorować się m.in. na brytyjskim Seedrs. Na koncie jest już pierwsza kampania

Smartfunds to szósta platforma do crowdfundingu udziałowego w Polsce. Swój model wzoruje na rozwiązaniach spotykanych za granicą.

— Platformama ma dać inwestorom możliwość rozsądnego podejmowania ryzyka przez crowdfunding. Po pierwsze mają to być projekty o charakterze biznesowym, a nie emocjonalne czy sentymentalne. Chociaż uważam, że taki rodzaj crowdfundingu też jest potrzebny, to wiem, że nie jest to model, który chcemy prowadzić. Propagujemy długoterminowe inwestowanie. Stawiamy na firmy w formie prawnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, mające zalążki działającego modelu przedsiębiorstwalub takie, które już takimi przedsiębiorstwami są i poszukują kapitału na rozwój — mówi Janusz Maruszewski, prezes Smartfunds.

Standardem dla platform jest częściowa weryfikacja spółek. Sprawdzenie możliwości generowania zarobków przez firmę zależy od wielu czynników.

— Wycena pre-money powinna być rozsądna, poparta faktami. Oznacza to, że projekt, który pokazuje się na platformie, ma dysponować możliwie dużą bazą informacji. Wymogi, które stawiamy, to m.in. przedstawienie celu zbiórki i zdefiniowanie planu minimum — wyjaśnia Janusz Maruszewski.

Smartfunds odróżnia się od rodzimych konkurentów prowadzeniem prekampanii. Dzięki temu inwestorzy wchodzą w projekt, który już spotkał się z zainteresowaniem. Jest to rozwiązanie stosowanegłównie na Zachodzie, np. na brytyjskiej platformie Seedrs.

— Przed dopuszczeniem spółki na platformę przeprowadzamy wstępne due diligence i weryfikujemy plan biznesowy. Celem jest wykrycie czerwonych flag, a więc potencjalnych sytuacji, które sprawiłyby, że w przyszłości mogą pojawić się jakieś problemy. Dopiero wtedy przystępujemy do prekampanii. W przypadku pierwszego projektu — Drago Entertainment — mieliśmy cel, by uzyskać w prekampanii minimum 15 proc. docelowego kapitału, i to się udało. Stosowanie tej formy ma swoje uzasadnienie w badaniachm.in. z Kickstartera. Okazało się, że te emisje, które uzyskały w krótkim czasie 15-20 proc., później w 80 proc. przypadków odnosiły sukces. Poza tym mamy mocno selektywne podejście. Zależy nam na spółkach, które w ciągu 3 do 5 lat będą w stanie umożliwić wyjście inwestorom poprzez np. debiut na NewConnect, wejście dużej korporacji lub funduszu — mówi Janusz Maruszewski.

Jego zdaniem prekampania to także test dla spółki, która przy okazji otrzymuje informację zwrotną z rynku.

— Firma otrzymuje wiele informacji z rynku i ma szansę zbudować dobry model komunikacyjny— dodaje Janusz Maruszewski.

Szef Smartfunds uważa, że zaufanie to ludzka waluta, na której trzeba oprzeć model funkcjonownia platformy.

— Bez inwestorów w długim terminie nasze działanie nie będzie możliwe. Jeśli zbierzemy grupę np. 1 tys. osób, które będą z nas zadowolone, to zapewne będą się one angażować w kolejne projekty. Dlatego selekcja spółek jest taka ważna, a inwestor jest w centrum naszej uwagi. Uznaliśmy, że trzeba prezentować inwestorom pojawiające się spółki w taki sposób, by mogli nakreślić pewne scenariusze. Na podstawie dostępnych danych będą mogli przewidzieć, co może się wydarzać z wyłożonymi pieniędzmi i projektem za rok lub dwa. Zależy nam na tym, by właśnie na tej podstawie podejmowane były decyzje o inwestycji, a nie pod wpływem emocji — mówi Janusz Maruszewski.

6 Tyle na polskim rynku jest platform, które prowadzą zbiórki udziałowe.

840 tys. zł Taką kwotę chce pozyskać pierwsza spółka emitująca udziały na Smartfunds.

Sprawdź program "Venture Capital Forum", 10 grudnia 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szymon Maj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu