SMS z Południa: sjesta, maniana, strajk

Roman Przasnyski
opublikowano: 2012-02-08 00:00

Za chwilę, jutro, w ogóle: to hasła typowe dla greckiego społeczeństwa i polityków. A Europa boryka się z odpowiedzią na ten SMS od ponad dwóch lat. Koszty podatników i inwestorów sięgają setek miliardów euro.

Wzrostowy impuls, jaki mogliśmy obserwować na koniec poniedziałkowej sesji na warszawskiej giełdzie, nie miał długiego żywota. We wtorek byki nie były w stanie utrzymać głównych indeksów tak wysoko. Jedynie w pierwszych minutach handlu zdołały na moment wydźwignąć WIG20 powyżej 2400 punktów. Kontra podaży była zdecydowana i sprowadziła wskaźnik o 25 punktów w dół. Odrobienie tych strat okazało się niemożliwe. Wpływ na to miało zarówno psychologiczne znaczenie porażki w okolicach tej okrągłej bariery oraz obawa przed spadkową korektą, jak i kiepskie nastroje na głównych giełdach europejskich.

Do wczesnego popołudnia byki starały się nie dopuścić do większej przeceny. Za wygraną dały tuż po godzinie 13, gdy WIG20 spadł 1 proc. poniżej poniedziałkowego zamknięcia. Z pewnością nieprzypadkowo znalazł się w gronie najgorszych wskaźników na naszym kontynencie, w towarzystwie indeksów w Budapeszcie i Sofii, które traciły po ponad 1,5 proc. Nasz rynek oddalił się więc od głównych giełd kontynentu.

W pierwszej części sesji trudno było dostrzec jakiekolwiek prawidłowości w zachowaniu kursów akcji naszych blue chipów. O ponad 2 proc. w górę szły papiery Banku Handlowego, po kilka dziesiątych procent zwyżkowały walory BRE Banku i Pekao, a jednocześnie traciły na wartości akcje Getinu i PKO BP. Ponad 2 proc. zwyżką mogli się cieszyć posiadacze akcji PBG, zaś podobne straty liczyli właściciele walorów GTC. Akcje Lotosu zyskiwały 0,8-0,9 proc., a papiery PKN Orlen szły w dół chwilami o niemal 2 proc. Po południu, poza nielicznymi wyjątkami, dominowały spadki. Przewodziły w tym walory KGHM, tracące ponad 3 proc.

Na paradoks zakrawa fakt, że indeksy w Paryżu, Frankfurcie i Londynie zwyżkowały rano po 0,2-0,5 proc., a wskaźnik w Atenach rósł o ponad 3 proc. CAC40, DAX i FTSE wkrótce poszły zdecydowanie w dół, tracąc wczesnym popołudniem po 0,8-0,9 proc., a grecki indeks zyskiwał 0,2-0,3 proc. Trudno dziwić się tym dysproporcjom, skoro europejscy podatnicy i inwestorzy fundują Grekom 13. i 14. pensję, relikt, którego nie zna, nie pamięta i nie rozumie już większość mieszkańców krajów postkomunistycznych.

W pierwszych minutach handlu na Wall Street amerykańskie indeksy zniżkowały po 0,1-0,3 proc. Wskaźniki we Frankfurcie i Londynie traciły po 0,7-0,8 proc. CAC40 spadał o 0,3 proc. Nasz indeks największych spółek zdołał odrobić część strat i zakończył sesję spadając o 0,65 proc.