Smutek na budowach

Emil Górecki
opublikowano: 2013-05-22 00:00

Mniejsze portfele zamówień, mniej nowych zleceń i spadek wykorzystania siły roboczej — to obraz branży budowlanej.

Jest źle i na razie lepiej nie będzie — tak w skrócie można opisać odczucia szefów firm budowlanych w Polsce, przebadanych przez KPMG, CEEC Research i Norstat. Przedsiębiorcy spodziewają się, że w 2013 r. rynek skurczy się o 10,9 proc., najbardziej w budownictwie inżynieryjnym oraz małych i średnich firmach. Przed rokiem liczyli, że spadek wyniesie tylko 4,3 proc.

— Przyszły rok nie przyniesie odbicia, choć rok temu przedsiębiorcy się tego spodziewali. Firmy szacują, że rynek skurczy się jeszcze o 1 proc. Nowy budżet unijny i ogłaszane przetargi przyniosą poprawę dopiero w 2015 r.

— uważa Steven Baxted, partner oraz szef zespołu budownictwa i nieruchomości w KPMG. Jest jednak grupa 13 proc. badanych szefów firm budowlanych, która patrzy na świat przez różowe okulary i — mimo złych danych z gospodarki — spodziewa się wzrostu w budowlance już w tym roku. Wolno, ale rośnie grupa firm, których szefowie planują w kryzysie zwiększyć udział w rynku. Rok temu takie plany miało 33 proc. badanych, teraz jest to już 38 proc. Większe apetyty mają prezesi ze Słowacji, z Węgier i Czech.

Konkurencję chce tam wyprzedzić odpowiednio 46 proc., 51 proc. i 59 proc. zarządzających. Co najbardziej przeszkadza firmom? Od zeszłego roku grupa narzekających na niedostateczny popyt urosła z 60 do prawie 100 proc. Z drugiej strony, kryzys wymusił zwolnienia, więc firmom łatwiej o doświadczonych pracowników. Problem z ich pozyskaniem ma około 70 proc. badanych, rok temu — prawie 90 proc.

Według badania, polska budowlanka wykorzystuje dziś tylko 60 proc. mocy produkcyjnych, o 6 punktów procentowych mniej niż przed rokiem. Zmniejsza się też okres, na jaki spółki mają zapewnione kontrakty: z ośmiu do siedmiu miesięcy. — Mimo to walka o kontrakty jest zacięta. Aż 32 proc. przedsiębiorców deklaruje dziś, że podejmie się realizowania inwestycji z zerową lub ujemną marżą. Rok temu było to 30 proc. — mówi Steven Baxted.