Śniadek poprawia gospodarkę

Grzegorz Nawacki, Jacek Kowalczyk
opublikowano: 30-07-2008, 00:00

Hasło „Nie ma wolności bez Solidarności” związkowcy zamienili na „Nie ma rozwoju gospodarczego bez podwyżek”.

Solidarność: firmy zagrożeniem dla wzrostu PKB

Hasło „Nie ma wolności bez Solidarności” związkowcy zamienili na „Nie ma rozwoju gospodarczego bez podwyżek”.

29 sierpnia przez Warszawę ma przejść kilkudziesięciotysięczna demonstracja organizowana przez NSZZ Solidarność. W ten efekciarski sposób związkowcy chcą rozpocząć akcję „Godna praca — godna emerytura”. Pod szczytnym hasłem kryją się konkretne postulaty: podniesienia minimalnej płacy do 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia, systematycznego wzrostu płac wszystkich pracowników, uprawnienia do obniżonego wieku emerytalnego dla pracujących w szczególnych warunkach i przestrzegania prawa pracy. A to wszystko w trosce o gospodarkę i po to, by sprzeciwić się okrutnym pracodawcom.

— Brak inwestycji w ludzi jest największym zagrożeniem dla gospodarki. Pracodawcy, którzy tego nie robią, prowadzą gospodarkę rabunkową, która zawsze prowadzi do katastrofy — mówi Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ Solidarność.

Firmy zagrożeniem

Solidarność przekonuje, że bez podwyżek naszą gospodarkę czeka katastrofa.

— Od 2006 r. wzrost gospodarczy zależy wyłącznie od rynku krajowego. Saldo wymiany zagranicznej jest negatywne. Dochody gospodarstw domowych rosną jednak wolniej niż PKB i popyt krajowy. To powoduje, że maleją oszczędności i lawinowo rośnie zadłużenie pracujących. W konsekwencji popyt zmaleje, a to doprowadzi do zahamowania wzrostu gospodarczego. Podniesienie wynagrodzeń jest konieczne dla dalszego i trwałego wzrostu — przekonuje Sylwia Szczepańska, ekspert NSZZ Solidarność.

Eksperci na teorii i argumentach Solidarności nie zostawiają suchej nitki (patrz obok). Związkowy twierdzą, że dotychczas firmy poprawiały wyniki finansowe, a nie podnosiły wynagrodzeń. Przywołują dane o rosnącym rozwarstwieniu dochodów między zwykłymi pracownikami a menedżerami. Tymczasem, prezesi zarabiają na poziomie niemieckich szefów firm.

— Tak działa rynek: im ktoś ma większe kwalifikacje, tym więcej zarabia. Nie zmienia to faktu, że, jak pokazują wszystkie dane, pensje rosną i to szybciej niż wydajność — odpowiada Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

Przymusowi emeryci

Solidarność oskarża również pracodawców o to, że stawiając na młodych, wymuszają na starszych przechodzenie na emeryturę. Dowodem mają być dużo większe nakłady na szkolenie młodych niż starszych pracowników.

— To naturalne, że firmy wolą inwestować w pracownika, który będzie dla nich pracował przez 20 lat, a nie przez pięć. Nie jest jednak prawdą, że wypychają pracowników na wcześniejsze emerytury. Coraz więcej firm, np. sieci handlowe, tworzy specjalne programy, które mają przyciągnąć ich do pracy. Ale ludzie wybierają żywot młodego emeryta — w 2007 r. 90 proc. osób, które mogły przejść wcześniej na emeryturę, zrobiło to — mówi Jeremi Mordasewicz.

O tym, że to nie pracodawcy są winni lawinie młodych emerytów, świadczy też to, że jednym z postulatów Solidarności jest utrzymanie prawa do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę dla pracujących w szczególnych warunkach. Przewodniczący Śniadek wymijająco odpowiedział też na pytanie, czy Solidarność popiera podniesienie wieku emerytalnego.

Grzegorz Nawacki

Jacek Kowalczyk

Ekonomia według Solidarności:

To popyt wewnętrzny jest motorem polskiej gospodarki. Tymczasem, dochody gospodarstw domowych rosną wolniej niż PKB i popyt krajowy (w 2007 r. popyt gospodarstw domowych wzrósł o 5,2 proc., a dochody o 3,5 proc.). To powoduje, że maleją oszczędności i rośnie zadłużenie. Konsekwencją będzie zahamowanie popytu, a to doprowadzi do załamania gospodarki.

Zatrzymać firmy:

Mówimy stop rabunkowej gospodarce pracodawców, którzy nie podwyższają pensji, co doprowadzi do zahamowania wzrostu gospodarki — mówi Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ Solidarność.

okiem ekonomisty

Jan Winiecki

doradca ekonomiczny West LB Bank Polska

Teoria wygłoszona przez Janusza Śniadka to ekonomiczny nonsens. Sprowadza się do tego, że im więcej pieniędzy mają ludzie, tym lepiej dla gospodarki, bo więcej konsumują. Takie myślenie było bardzo popularne pół wieku temu i zostało kompletnie skompromitowane. Historia Stanów Zjednoczonych pokazała, że nakręcanie popytu w taki sposób prowadzi do recesji i ogromnego bezrobocia. Wysokie podwyżki płac nie są dla firm zbawieniem, jak zdaje się sugerować Solidarność, lecz potężnym obciążeniem. Jeśli pensje rosną szybciej niż wydajność pracy, a tak jest obecnie w Polsce, to podwyżki dotkliwie zwiększają koszty prowadzenia działalności, a to hamuje rozwój firmy. Postulaty przewodniczącego Śniadka są więc najlepszą drogą do spowolnienia gospodarczego i zwolnień z pracy.

Wynagrodzenia nie rosną, bo udział kosztów płacowych w przemyśle w łącznej sumie kosztów przedsiębiorstw spadł z 11,4 proc. w 2004 r. do 10,9 proc. w 2007.

Wynagrodzenia członków zarządów dużych prywatnych firm są porównywalne z poziomem płac w Niemczech. Tymczasem, ponad 65 proc. Polaków otrzymuje wynagrodzenie nieprzekraczające średniej krajowej, a 16,5 proc. zarabia poniżej minimum socjalnego. 16,6 proc. pracowników otrzymało w ciągu roku podwyżkę poniżej 50 zł brutto.

okiem ekonomisty

Wiesław Szczuka

główny ekonomista BRE Banku

Teza wygłoszona przez przewodniczącego Solidarności, według której płace w Polsce nie rosną, jest niemożliwa do udowodnienia, ponieważ jest po prostu fałszywa. Dane GUS jednoznacznie pokazują, że roczna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wyniosła w czerwcu 12 proc. To bardzo dużo, znacznie więcej niż w ciągu kilku ostatnich lat. Fakt, że spada udział kosztów płacowych w całości kosztów świadczy tylko o tym, że jeszcze szybciej rosną inne koszty — konkretnie ceny surowców. Żadnym argumentem nie jest też to, że większość zarabia poniżej przeciętnego wynagrodzenia. To czysta arytmetyka. Prawdą jest, że część pracowników nie dostała żadnej podwyżki lub dostała niewielką — nie wszystkie firmy są w tak dobrej sytuacji, żeby pozwolić sobie na wzrost płac. Ale w przeciętnym przedsiębiorstwie płace rosną szybko.

W 2007 r. za 46 proc. inflacji w Polsce były odpowiedzialne produkty żywnościowe, alkohol i wyroby tytoniowe, a za 24 proc. energia. Inflacja w Polsce w zdecydowanej części wynika z cen surowców na rynkach światowych oraz polityki podatkowej państwa (podniesienia akcyzy). Nie wynika ze wzrostu kosztów pracy ani z popytu wywołanego podwyżkami.

okiem ekonomisty

Pan Janusz Śniadek miesza dwie różne sprawy — to, co było, i to, co niedługo się wydarzy. Dotychczasowa inflacja rzeczywiście była wywołana głównie wzrostem cen energii i żywności, w mniejszym stopniu podwyżkami płac. Ale trzeba pamiętać, że inflacyjne skutki wzrostu wynagrodzeń ujawniają się z dużym, czasem nawet kilkuletnim opóźnieniem. Prędzej czy później obecne szybkie tempo podwyżek odbije się więc na inflacji. Jak to działa? Główny kanał biegnie dwutorowo. Po pierwsze, wzrost wynagrodzeń podnosi jednostkowe koszty pracy, a to prowadzi do osłabienia konkurencyjności naszej gospodarki na świecie. Po drugie, podwyżki prowadzą do wzrostu popytu, co zwiększa import, a to pogłębia nasz deficyt w obrotach handlowych z zagranicą. Oba zjawiska nieuchronnie prowadzą do osłabienia waluty, a to bezpośrednio wpływa na wzrost inflacji. Zależność wzrostu płac i inflacji jest więc bardzo silna, co widać w historii Polski w ostatnich 20 latach.

SPECJALNIE DLA PULSU

Co by było, gdyby teorie Solidarności wprowadzić w życie?

Byłoby cudownie. Tak jak za Rakowskiego. Płace rosły wtedy bardzo szybko, dzięki czemu popyt był ogromny. Tak duży, że staliśmy w kolejkach pod sklepem po dwa tygodnie, żeby kupić pralkę. To pierwszy element rzeczywistości, do której chce doprowadzić NSZZ Solidarność.

Poza tym: jeszcze wyższe niż obecne podwyżki płac spowodowałyby, że ceny też rosłyby jeszcze szybciej niż dziś. Jeśli szybko idą do góry koszty pracy, to wielu przedsiębiorców, żeby wyjść na swoje, zmuszonych jest podnosić też ceny. A podaż pieniądza rosłaby w znacznie szybszym tempie niż podaż towarów, które można za nie kupić — a to też prosta droga do wysokiej inflacji. W dłuższej perspektywie Polacy wcale nie staliby się więc bogatsi — za swoje wyższe nominalne pensje wcale nie mogliby w sklepie zrobić większych zakupów. Jeżeli Janusz Śniadek chce, by przeciętny Kowalski rzeczywiście zaczął się bogacić, musi iść krok naprzód — do postulatu o wzroście płac powinien dołączyć zakaz podnoszenia przez przedsiębiorców cen swoich towarów. Wówczas zapanowałaby prawdziwa idylla.

Prawa ekonomii są nieubłagane i warto, aby przedstawiciele związków zawodowych i politycy również je poznali.

sonda Pulsu

Firmy odpowiadają Solidarności

Dajemy podwyżki i nie wypychamy starszych pracowników na emeryturę — przekonują pracodawcy.

Dariusz Mańko

prezes grupy Kęty

Wprowadziliśmy wartościowanie stanowisk pracy. Pracownicy dostają informację, ile wynosi pensja na danym stanowisku w regionie, a ile zarabia u nas. Zależy nam, by ludzie nie odchodzili z firmy. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że w niektórych przypadkach podwyżki są za małe, by zrekompensować wzrost cen.

Wojciech Ciurzyński

prezes Polnordu

W mojej firmie rosną pensje wszystkich pracowników, tym bardziej że zatrudniam samych fachowców. Teza o tym, że firmy wymuszają przechodzenie na wcześniejsze emerytury, jest kompletnie nietrafiona! U nas pracują nawet osoby po 65. roku życia. Jedyne co się liczy — to fachowość.

Jarosław Cybulski

prezes firmy Soraya

Presja płacowa jest od zawsze. W naszej firmie rosną wszystkie pensje. Teraz firmy walczą o dobrych pracowników i pensje rosną. Nie faworyzujemy młodych pracowników kosztem starszych. Mnóstwo osób pracuje u nas do emerytury i bardzo sobie to chwalimy. Wiele lat temu firmy wolały stawiać na młodych, ale to się już dawno temu zmieniło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki, Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu