Według niego, poważnym problemem jest edukacja inwestorów, którzy często zbyt nerwowo reagują na wahania indeksów i za bardzo wierzą w magię parkietu i reklamy.
1. Czy optymistyczne prognozy analityków dla gospodarki USA mogą
oznaczać koniec spadków indeksów również u nas? Jest szansa na
odbicie?
Podtrzymuję to, o czym wiele razy mówiłem. Znaczne wahania giełd naszego
regionu nie odzwierciedlają sytuacji ekonomicznej tych gospodarek, a zwłaszcza
polskiej. Ani teraźniejszej, ani przyszłej. Ten „barometr” trochę zwariował,
zwłaszcza w styczniu tego roku. Uwydatnia się tu problem edukacji
inwestorskiej.
2. Ale ten „barometr” wariuje również przy nienaturalnie wysokich
wzrostach. Czy tym również zamierza zająć się GPW?
Oczywiście że tak. Dla mnie problem ten nie skończy się wraz z końcem
obecnej huśtawki nastrojów. Chodzi przecież o to, byśmy wszyscy byli uzbrojeni w
rozsądek i w wiedzę. Jeśli giełda nie zajmie się tym, to wciąż będziemy
obserwować dramaty, histerię oraz akty popisywania się, za które płacą głównie
nieprofesjonalni uczestnicy rynku.
3. Co zrobi GPW, by zmienić tę sytuację?
Zamierzamy zwiększyć poziom wiedzy Polaków o giełdzie, by ludzie nie
dawali się bałamucić publicznymi głosami na temat sytuacji na rynku czy
reklamami, które robią z rynku giełdowego demona. W tym celu powstanie
zapowiedziana Rada Edukacji i Ładu Informacyjnego oraz wystartujemy z kampanią
reklamy quasi-społecznej. Jej przekazem ma być informacja o tym, czym jest
giełda. Wydaje mi się, że ze zrozumieniem tego wciąż jest słabo. Ewidentnie
potwierdziły to ostatnie turbulencje notowań i nasza, większa niż na wielu
innych rynkach, wrażliwość na komentarze i informacje. Do tej pory przez lata
skupialiśmy się głównie na upowszechnianiu technicznych aspektów inwestowania
(wiedza o instrumentach czy sposobach zawierania transakcji). Za mało jest
jednak rozumienia tego, jaka jest istota i specyfika giełdy, a tylko to daje
szansę na zachowywanie zimnej krwi wtedy, kiedy jest ona bardzo potrzebna.
Rozmawiał: Adrian Boczkowski