Giełda To był gorący koniec tygodnia dla KGHM. Przedstawiciele Solidarności obrazili się na władze spółki, a miedź taniała w szybkim tempie.
Miedziowa Solidarność nie podjęła w piątek rozmów w ramach wszczętego tydzień temu sporu zbiorowego z zarządem KGHM. Związek miał negocjować z zarządem wzrost wynagrodzeń (obecna średnia płaca w koncernie wynosi 7842 zł). Związkowcy ostentacyjnie opuścili jednak biuro zarządu po tym, jak na rozmowy nie stawił się nikt ze ścisłego zarządu spółki. Przedstawicieli Solidarności oburzył fakt, że do przeprowadzenia rokowań wysłano tylko dyrektorów biura zarządu. Do tej pory na negocjacje "karnie" stawiali się członkowie zarządu.
— Pierwszy raz spotykamy się z taką obrazą. Żądamy, aby traktowano nas poważnie. Chcemy negocjować z jednym z członków zarządu. Dajemy im czas na spotkanie do 12 września. Jeśli znów przyjdą dyrektorzy, możemy nawet wykorzystać prawo do zorganizowania strajku ostrzegawczego — informuje Bogusław Szarek z miedziowej Solidarności.
— Do rozmów ze strony firmy zostali wyznaczeni Janusz Żołyński, dyrektor naczelny ds. pracowniczych, Zdzisław Lopko, dyrektor departamentu polityki płacowej i socjalnej, oraz radca prawny Marek Korczyński. Zarząd podjął uchwałę, na mocy której właśnie te osoby reprezentują zarząd w rokowaniach. Nie rozumiemy tej postawy związkowców — rozkłada ręce Monika Kowalska, rzeczniczka KGHM.
Organizacja weszła w spór zbiorowy po tym, jak prezesi giełdowego koncernu nie zgodzili się na 200-złotowe podwyżki dla 17,5 tys. pracowników. Według szacunków zarządu, budżetu nie stać na wzrost kosztów pracowniczych. Spełnienie postulatu kosztowałoby firmę 150 mln zł rocznie. To byłaby niedobra wiadomość dla akcjonariuszy, zwłaszcza w kontekście spadających cen miedzi. W piątek tona metalu taniała i przebiła próg 7 tys. USD za tonę. W konsekwencji KGHM dotknęła dramatyczna przecena. Na zamknięciu za akcję spółki płacono 67,10 zł po 8,65-procentowym spadku.