Słabnący po spotkaniu G-7 dolar fatalnie odbił się na poniedziałkowym zachowaniu światowych giełd. Najbogatsze państwa świata zrzeszone w grupie G-7 zaapelowały podczas weekendu o większą elastyczność w kształtowaniu kursów walutowych, co spowodowało gwałtowny spadek kursu dolara. Słabszy dolar oznacza dla zagranicznych inwestorów spadek wartości portfela amerykańskich akcji. Wzrosły tez obawy, że może to wywołać wyprzedaż i zmniejszenie dopływu zagranicznych inwestycji na Wall Street.
Przecena zaczęła się od giełd azjatyckich, gdzie narastały obawy o spadek konkurencyjności azjatyckich firm, które lwią część przychodów osiągają na rynku USA. Następnie przecena przeniosła się do Europy i na parkiety Wall Street. Na zamknięciu Nasdaq stracił 1,64 proc., Dow Jones potaniał o 1,13 proc., a Standard & Poor's 500 spadł o 1,3 proc.
Aż 27 spośród 30 największych spółek wchodzących w skład indeksu Dow Jones zanotowało w poniedziałek straty. Wyprzedaż objęła prawie wszystkich producentów spółek komputerowych i producentów oprogramowania. W dół poszły m.in. papiery dominującego na rynku oprogramowania Microsoftu, producenta chipów Intela, oraz największych producentów pecetów - Della i Hewlett-Packarda
Jednym z nielicznych wyjątków, który zakończył sesję na plusie były akcje Motoroli. Największy amerykański producent telefonów komórkowych zyskał 9 proc. gdyż firma podała, że jej prezes, Christopher Galvin odejdzie na emeryturę. Odejście Galvina, skłóconego z radą nadzorczą o strategię koncernu, oznacza koniec trwającej od trzech pokoleń kontroli tej rodziny nad drugim co do wielkości producentem telefonów komórkowych na świecie. Teraz inwestorzy oczekują, że nowy prezes ożywi proces naprawy koncernu.
Przed stratami obronił się też operator telekomunikacyjny AT&T. Koncern zyskał ponad 1,5 proc. dzięki planom wykupienia obligacji za 1,1 mld USD, co może poprawić bilans spółki.
Paweł Kubisiak