We wtorek w USA wpływ na sesję miały dwa wydarzenia: raport Challengera o planowanych cięciach zatrudnienia w amerykańskich spółkach i wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed. Po raporcie z rynku pracy, który pokazał, że w marcu może być dużo mniej zwolnień w amerykańskich firmach niż w styczniu i lutym, dolar zaczął się wzmacniać. To wzmocnienie doprowadziło do przełamania linii szyi podwójnego szczytu na wykresie EUR/USD, co z kolei uruchomiło falę technicznych zakupów. Wynikiem było blisko 2-proc. wzmocnienie dolara, co nie spodobało się Amerykanom.
Indeksy zaczęły się osuwać przed wystąpieniem Alana Greenspana. Szef Fed powiedział, że interwencjonizm Japonii na rynkach walutowych „nie będzie spełniał monetarnych potrzeb tego kraju”, a Chiny niedługo będą musiały zmniejszyć zakupy aktywów denominowanych w dolarach. Praktycznie powiedział, że Azjaci niedługo zmniejszą zakupy amerykańskich obligacji i akcji. Co prawda stwierdził, że wpływ takiej redukcji zakupów na rynki finansowe nie będzie duży, ale rentowność obligacji wzrosła, a ceny akcji zaczęły spadać. W ten sposób szef Fed wymazał wpływ dobrego raportu z rynku pracy. Brak kontynuacji wzrostów zaniepokoi inwestorów. Trzeba czekać na pokonanie przez S&P 500 1159 pkt (kupno) lub 1125 pkt (sprzedaż), ale poniedziałkowy wzrost został całkowicie zanegowany i niedźwiedzie dostały szansę na przejęcie kierownicy.
Dziś będzie sporo wydarzeń i każde może mieć wpływ na rynek. Będziemy czekali na to, co zrobi ECB. Naciski polityczne na obniżkę stóp były olbrzymie, inflacja jest mała, ale indeks surowców (CRB) rośnie coraz szybciej. To zapowiada, że jeśli ma trwać ożywienie gospodarcze, to okres bezinflacyjnego rozwoju musi się wkrótce skończyć. Bankierzy nie powinni obniżać stóp tylko po to, by osłabić euro. Zakładam, że tak nie zrobią, szczególnie, że w tym tygodniu euro osłabia się dzięki działaniu sił rynkowych. Obniżka stóp wywołałaby euforię na giełdach akcji. Brak obniżki jest w cenach — inwestorzy będą czekali na dane z USA. A tutaj mamy dane o tygodniowych zmianach na rynku pracy — mogą wywołać reakcję, ale tylko wtedy, gdyby znacznie odbiegały od prognoz. Nie oczekuję reakcji na kolejną weryfikację danych o wydajności pracy w czwartym kwartale, ale już raport o zamówieniach fabrycznych lekko na rynki wpłynie. Zapowiadany jest spadek, więc jest miejsce na pozytywną niespodziankę. Po sesji wydarzeniem (być może nawet najważniejszym w dniu dzisiejszym) będzie konferencja Intela na temat sytuacji w spółce. To, co zostanie powiedziane, ustawi nastroje na piątek, ale nie tak mocno, jak można się było spodziewać, bo w piątek są zbyt ważne dane makro. U nas Senat ma dzisiaj głosować nad ustawą o VAT. Media podawały niepokojące informacje o tym, jakie straty dla budżetu przyniosą kolejne poprawki do tej ustawy, więc wyczekiwanie może mieć lekko spadkowy wpływ na GPW (Sejm może wszystko zmienić).
Wczoraj polski rynek akcji kontynuował korektę, ale w dalszym ciągu nie było widać agresywnej podaży, a obrót był niewielki (zmniejszony dodatkowo przez godzinną przerwę w handlu z powodu awarii). Po prostu popyt odpoczywał, chociaż na niektórych spółkach (gwiazdą był Softbank) nadal nie próżnował.
W sytuacji, kiedy mamy gwałtowne zrywy indeksów, bardzo trudno jest prognozować wydarzenia z sesji na sesję. Trend wzrostowy trwa i akcji nie należy sprzedawać, ale kiedy nastąpi następne uderzenie popytu, tego przewidzieć się nie da. Najbardziej logiczne byłoby, by nastąpiło wtedy, kiedy mało kto się go będzie spodziewał. Fatalnie byłoby tylko w jednym przypadku — gdyby WIG20 zakończył sesję poniżej 1760 pkt. Stawiałoby to pod znakiem zapytania poniedziałkowe pokonanie tego poziomu i znacznie zwiększyłoby podaż, ale trudno oczekiwać takiego rozwiązania przed danymi z rynku pracy w USA, na które świat tak bardzo czeka.