Początek poniedziałkowej sesji na globalnych rynkach finansowych upływa pod znakiem podwyższonej awersji do ryzyka za sprawą niepokojących doniesień o rozprzestrzenianiu się koronawirusa w krajach azjatyckich, jak również w Europie. Tym razem w centrum uwagi znalazła się Wielka Brytania, gdzie pojawiła się bardziej zaraźliwa mutacja koronawirusa, co z kolei poskutkowało prawie natychmiastowymi restrykcjami ze strony innych państw, dotyczącymi podróżowania do i z Wielkiej Brytanii.
Na fali pesymizmu inwestorów zyskują bezpieczne przystanie, w tym amerykański dolar. Umocnienie USD przekłada się natomiast na presję podażową na rynkach wielu surowców, w tym ropy naftowej.
Sprzedającym na rynku ropy sprzyjała również sobotnia wypowiedź rosyjskiego ministra energii, Aleksandra Nowaka – przypomniał on bowiem, że globalny popyt na ropę naftową nadal jest o 6-7 mln baryłek dziennie mniejszy niż przed pandemią.
Dla przypomnienia: zanim w globalny rynek uderzył koronawirus, światowy popyt na ropę oscylował w okolicach 100 mln baryłek dziennie. Pierwsze, wiosenne restrykcje doprowadziły do jego chwilowego obniżenia nawet o około 20%, jednak w późniejszych miesiącach popyt na ropę zaczął się stopniowo odradzać. Niemniej, powrót do normalności będzie trwał długo. Chociaż wprowadzenie szczepionki dało szansę na opanowanie wirusa, to już obecnie wiadomo, że najbliższe miesiące prawdopodobnie przyniosą rosnącą liczbę zakażeń i utrzymanie wielu restrykcji, a nawet wprowadzenie kolejnych ograniczeń.