Przychody firm PR w rok urosły średnio o 14 proc.
Branża public relations na fali. Ekstrazyski dadzą serwisy społecznościowe i firmy energetyczne.
Niemal 80 proc. z czołowych 30 firm PR w Polsce uważa, że ich branża rośnie. Jak wynika z badań Związku Firm Public Relations (ZFPR), tylko co piąta ocenia sytuację rynkową jako stabilną. Tendencji spadkowej nie zauważa żadna z ankietowanych organizacji. Na czym ta hossa?
— Pieniądze płyną z różnych nowych źródeł, takich jak projekty finansowane przez Unię Europejską. No i panuje przekonanie, że PR jest skuteczny i ma sens — ocenia Paweł Trochimiuk, właściciel największej w Polsce agencji Partner of Promotion i zarazem prezes ZFPR.
Ćwierkające zyski
Zdaniem branży, to właśnie wzrost świadomości w środowiskach biznesowych i politycznych jest głównym motorem wzrostu branży. Przychody firm zrzeszonych w ZFPR w rok urosły o średnio 14 proc., również dzięki temu, że żyjemy na zielonej wyspie (przynajmniej z punktu widzenia PR). 20 proc. wskazań na źródła poprawy dotyczy dobrej koniunktury w gospodarce i wzrostu inwestycji zagranicznych. Niektórzy notowali nawet trzycyfrowe zwyżki, także dzięki rosnącemu znaczeniu internetu i promocji wizerunku w mediach społecznościowych (11 proc. wskazań ankietowanych). W tych ostatnich wyspecjalizowana jest m.in. agencja Euro RSCG Sensors, której obroty wzrosły o jedną czwartą.
— W dużym stopniu to zasługa rozwijania usług związanych z Facebookiem czy Twitterem — przekonuje Katarzyna Przewuska, kierująca Euro RSCG Sensors.
Dyskontowe zwyczaje
Jednak żeby nie przesłodzić, branża PR przyznaje, że zagrożeń dla jej dobrobytu nie brakuje. Jednym z najważniejszych są… same agencje. A ściślej te, które w walce o klienta szermują obietnicami bez pokrycia lub narzucają mikroskopijne marże rodem z dyskontów.
— Walcząc o zlecenia, mniejsze agencje potrafią zaproponować dumpingowe ceny, a do tego zawalić robotę na całej linii, zniechęcając klientów do tej formy dbałości o wizerunek — przekonują szefowie czołówki branży PR (22 proc. wskazań).
W badaniach ZFPR dostaje się też dziennikarzom i politykom — za to, że konsekwentnie i skutecznie budują zły wizerunek branży, szastając terminem "czarny PR". Zagrożenia związane z pogorszeniem sytuacji gospodarczej to jedynie 8 proc. wskazań. Wniosek? Branża jest przekonana, że większość firm nie będzie ciąć budżetów na wizerunek w pierwszej kolejności, bo i w kryzysie public relations jest przydatnym narzędziem biznesowym.
Skąd więc teraz płyną pieniądze do PR? Głównym dobrodziejem jest branża FMCG i finansowa. Za nią plasują się farmacja i energetyka, której wydatki na PR w ostatnich latach wzrosły kilkukrotnie. Dowodem na nowe źródła przychodów jest też fakt, że w tym rankingu administracja publiczna wyprzedziła m.in. informatykę i budowlankę. Public relations obszedłby się przy tym bez giełdy, bo relacje inwestorskie to istotne źródło przychodu dla ledwie kilku procent firm z branży.
okiem eksperta
PR na Facebooku raczkuje
Łukasz Misiukanis, prezes Socializer, agencji obsługującej klientów w social media
Nie czujemy na plecach oddechu agencji public relations. Gdyby klasyczne firmy PR chciały stworzyć kompleksową usługę działań wizerunkowych w mediach społecznościowych, musiałyby zbudować zespół liczący co najmniej 20 osób. A takich zespołów na razie nie widzę, więc my rośniemy w tempie kilkudziesięciu procent miesięcznie i nie nadążamy z obsługą zleceń. Poza tym mam wrażenie, że klasyczne agencje public relations nie zawsze wiedzą, jak się zabrać do sprawy i jak być skutecznym.
Zarządzający firmami PR widzą, jak pęcznieją budżety na media społecznościowe i będą chcieli jak najwięcej z nich uszczknąć. Na razie jednak nie są dla nas konkurencją.