Specjaliści radzą: pracy szukaj sam
Byli pracownicy Ingram Micro, wspólnie pukając do różnych drzwi, wierzą, że to w zespole tkwi ich wartość. Telefony z propozycjami jednak nie dzwonią.
Piotr
Wielgomas
prezes firmy Bigram Personnel Consulting
- Większe grupy poszukujące wspólnie pracy pojawiły się trzy lata temu, kiedy tworzył się rynek funduszy emerytalnych. Wówczas dyrektorzy regionalni przechodzili do firm konkurencyjnych z grupą osób zajmujących się sprzedażą. Dziś firmy nie są tak chętne, by zatrudniać od razu duże zespoły. Dlatego znalezienie pracy dla 50 osób wydaje się mało realne. Taka oferta mogłaby zainteresować firmę wchodzącą na polski rynek. Ale i ta z pewnością nie podjęłaby się zatrudnienia wszystkich. Zazwyczaj odbywa się to sukcesywnie. Niekiedy z grupy wybiera się dyrektora generalnego, który dobiera kilku kluczowych pracowników. Moja rada dla zespołu? Samodzielne poszukiwania. Rozbicie się na mniejsze grupy lub założenie własnej działalności gospodarczej. Kiedyś podobną inicjatywę poszukiwania pracy podjęli dziennikarze Radia Zet. Planowali założyć grupę producencką. Skończyło się na zapowiedziach. Trwanie w zespole daje poczucie bezpieczeństwa, ale co będzie po kilku miesiącach wspólnych poszukiwań bez rezultatów? Proponuję raczej stworzenie klubu byłych pracowników — nieformalnej grupy wsparcia — która podzieli się informacjami o indywidualnych poszukiwaniach. Na pewno warto poszukać pracy poza Warszawą, choć stolica to nadal najchłonniejszy rynek, a i płace wciąż są tu wyższe niż w innych regionach.
Andrzej
Maciejewski
dyrektor w firmie Kienbaum Executive Consultants
- Wspólne szukanie pracy wydaje się dobrym pomysłem. Jeśli zespół trafi pod właściwy adres, a jego cele zostaną dopasowane do strategii firmy, jest to ogromna oszczędność czasu. I kosztów. To propozycja dla firm, które — zdobywając rynek — szukają kontaktów, którymi ten zespół dysponuje. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że pracownicy przejmowanego zespołu przy bliższym poznaniu mogą się nie sprawdzić — choćby dlatego, że nie spełnią międzynarodowych wymagań korporacyjnych. Rynek pracy jest dzisiaj trudny i dotyczy to również — a może przede wszystkim — rynku IT. Nadzieję niesie pewne ożywienie w poszukiwaniu przez pracodawców kandydatów na stanowiska kierownicze. Taką tendencję było widać już w ostatnim kwartale 2002 r.
Maurice
Delbar
prezes Creyf’s Polska
- Prostego rozwiązania dla zespołu z Ingram Micro nie ma. Kilka lat temu przejęcia dużych grup pracowników się zdarzały, ale teraz — nie ma żadnej szansy... Z przejęciem łączą się bowiem nie tylko koszty osobowe, ale także finansowanie konkretnego projektu, który ten zespół będzie realizował. Sytuacja ekonomiczna dla sektora IT nie jest sprzyjająca. Na nowe inwestycje w tej branży przyjdzie jeszcze poczekać. Teraz jest czas na konsolidacje i redukcje kosztów. W tym celu firmy albo eliminują koszty osobowe — najczęściej stanowiska nie związane bezpośrednio z produkcją, albo inwestują w jednostki, przyczyniające się do powiększenia sprzedaży lub lepszego zarządzania kosztami.
Z drugiego rozwiązania korzystają wyłącznie przedsiębiorstwa posiadające kompleksowy produkt i znajdujące się w dobrej kondycji finansowej. Te właśnie firmy są szansą dla byłych pracowników Ingram Micro. Pomysłowość nie wymaga jednak sztabu ludzi... Moja rada: kontynuować poszukiwania jako zespół, bo to dobre posunięcie marketingowe. Sukces tkwi jednak w samodzielnych poczynaniach.