Ale już stawiam tezę, że z przyszłej kampanii sejmowej jeden wątek na pewno ubędzie. W poprzednich latach kandydaci równie gorliwie co kłamliwie deklarowali wykreślenie z Kodeksu karnego słynnego art. 212, przewidującego nawet rok więzienia za pomówienie w środkach przekazu. Teraz władza już nawet nie ukrywa, że musi utrzymać taki bat na dziennikarzy. W cywilizowanych państwach podobne sprawy idą ścieżką cywilną, media płacą grube miliony odszkodowań — ale nikomu nie przychodzi do głowy wsadzanie za słowa do pudła…

Kagańcowy artykuł ma na końcu bardzo ważny zapis — otóż ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego. Po prostu składa się do sądu pismo mające wagę prokuratorskiego aktu oskarżenia. Czasami jednak prokuratura może z urzędu wszczynać śledztwa w sprawach prywatnych, gdy przemawia za tym interes społeczny. Tak nietypowo rozwija się właśnie sprawa spoliczkowania europosła Michała Boniego przez europosła Janusza Korwin-Mikkego. Jest to ścigane z art. 217, skonstruowanego analogicznie do art. 212. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła jednak śledztwo z urzędu, co dla samego wodza Kongresu Nowej Prawicy powoduje różnicę kolosalną. Otóż jeśli wpłynie oskarżenie publiczne i po uchyleniu immunitetu przez Parlament Europejski (z czym nie będzie żadnego problemu) Janusz Korwin-Mikke dostanie chociażby symboliczny miesiąc odsiadki w zawieszeniu — to po uprawomocnieniu się wyroku straci z automatu euromandat oraz na kilka lat prawo kandydowania gdziekolwiek! Jeśli zaś prokuratura nic nie wniesie i z art. 217 prywatnie oskarży Michał Boni — identyczny wyrok karny nie będzie miał dla policzkującego żadnych następstw wyborczych.
W podobną proceduralnie rozgrywkę zaangażowany jest minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Chodzi o starą sprawę antysemickich wpisów wrzucanych z zewnątrz na portale kilku gazet, w tym również „Pulsu Biznesu”. Prokuratura nie dopatrzyła się odpowiedzialności po stronie prowadzących fora internetowe za niedopilnowanie natychmiastowego usuwania idiotycznych wpisów. Ministra przeprosiliśmy, potem zawarta została cywilna ugoda, generalnie dla nas to już stara sprawa. Ale szef MSZ nadal ściga ustalonych autorów wpisów. I właśnie sporna jest interpretacja wspomnianego art. 212. Prokuratura nie widzi szkodliwości społecznej i umywa ręce, zalecając prywatny akt oskarżenia, z czym absolutnie nie godzi się pełnomocnik ministra — Roman Giertych, słynny adwokat władzy, niegdyś krótko wicepremier. Żąda zaangażowania się państwowej prokuratury, chociaż sam jest w stanie napisać znakomity akt oskarżenia.
Trudno pojąć sens tego uporu, wszak autorów wpisów w ogóle nie dotyczą jakieś ewentualne następstwa wyborcze. Nagłośnienie działań mecenasa akurat w okresie, gdy minister Radosław Sikorski uczestniczy w skomplikowanej rozgrywce o fotele w Komisji Europejskiej, to natomiast wizerunkowy kamyczek ciągnący jego szanse w dół.