Już szósty miesiąc z rzędu nasza inflacja trzyma się w granicach dopuszczalnych przez UE. Ale nasze szczęście wkrótce się skończy.
Choć rząd nie podjął jeszcze decyzji o terminie przyjęcia euro, Polska prowadzi w wyścigu do Eurolandu. Wyprzedziła wszystkich kandydatów. Przynajmniej „na odcinku” stabilności cen. Według Eurostatu, oprócz Słowacji, która 1 stycznia przyjmie euro, tylko my spełniamy kryterium inflacyjne.
Jak na Zachodzie
W wypełnianiu cenowego warunku Polska ma prawdziwe szczęście. Lipiec był szóstym miesiącem z kolei, kiedy byliśmy dokładnie na granicy kryterium. Chociaż średnioroczna inflacja w kraju rośnie, to w tym samym tempie od pół roku idzie w górę poziom referencyjny — przeciętna inflacja z trzech krajów o największej stabilności cen powiększona o 1,5 pkt proc. W lutym było to 3,1 proc., w kwietniu 3,4 proc., a w lipcu już 3,9 proc.
— Tempo wzrostu cen jest u nas bardzo podobne do tego ze strefy euro, bo w obu przypadkach przyczyna jest ta sama: rosnące ceny żywności i paliw. Kryteria są tak skonstruowane, by nie karać za nieswoje winy krajów starających się o przyjęcie euro — tłumaczy Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.
Według metodologii Eurostatu, tej samej dla całej UE, inflacja w Polsce w lipcu wyniosła 4,5 proc. rok do roku. Zdaniem ekonomistów, to całkiem dobry rezultat na tle innych krajów wspólnoty.
— Takim wynikiem możemy się chwalić. Nasza inflacja pozytywnie wyróżnia się w regionie, zajmujemy też całkiem przyzwoite miejsce w środku stawki wśród 27 krajów Unii — mówi Dariusz Winek.
Ceny rosną szybciej m.in. w Grecji, Hiszpanii, Belgii i Luksemburgu. Na przystąpienie do strefy euro dziś nie miałaby szans też Słowenia, w której płaci się w euro od 1 stycznia. Średnioroczna inflacja wynosi tam 5,8 proc., a więc o 1,9 pkt proc. powyżej maksymalnej dopuszczalnej granicy.
Poza margines
Może się okazać, że dobra passa wkrótce się skończy.
— Zarówno polska, jak i unijna inflacja będzie w najbliższych miesiącach spadać, bo ceny ropy i żywności ostatnio wyhamowały. Jednak w Polsce inflacja będzie słabnąć wolniej niż w reszcie UE. W górę pójdą ceny energii, w dodatku u nas szybciej rosną wynagrodzenia, a to wzmacnia presję inflacyjną — mówi Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Banku.
Dlatego już w najbliższym miesiącu Polska może wypaść z unijnego kryterium.
— W sierpniu nasza inflacja przekroczy dopuszczalny poziom i będzie poza nim przez kilka miesięcy. Do wymaganego przez Unię przedziału wrócimy dopiero w drugim kwartale przyszłego roku — uważa Dariusz Winek.