Spłatę kredytu można odroczyć

Paweł Zielewski
opublikowano: 2000-03-10 00:00

Spłatę kredytu można odroczyć

W bankach rośnie wartość nie spłaconych długów

Wszystko się może zdarzyć — pracodawca może mieć dość obecności pracownika, można znaleźć się na liście tych, o których firma zredukuje zatrudnienie. Losowe przypadki odbierają możliwość zarabiania. Nieszczęście. Zwłaszcza kiedy w banku leży nie spłacony kredyt. Co wtedy?

W 1999 roku łączny portfel kredytów zagrożonych, wątpliwych lub straconych stanowił 8-9 proc. całego portfela kredytowego polskich banków. To średnia z opublikowanych raportów instytucji finansowych. W rzeczywistości procent złych kredytów może być większy, ponieważ gros banków nie podało jeszcze swoich wyników finansowych i informacji na temat jakości portfeli kredytowych. W dodatku część instytucji finansowych, które nie są spółkami giełdowymi nie ma obowiązków informacyjnych i zarząd z prowadzonej działalności — również kredytowej — rozlicza się tylko przed właścicielami banku.

Zdaniem bankowców, przyjęte w Polsce metody bank-scoringu i credit-scoringu, czyli oceniania wiarygodności kredytowej klienta, pozwoliły w ostatnich latach na ograniczenie liczby typowych wyłudzeń pieniędzy z banków. Miało to często miejsce jeszcze kilka lat temu, kiedy to pomiędzy instytucjami finansowymi nie było żadnego przepływu informacji i nie miały też one metod oceny wiarygodności kredytowej klienta. Jednak nadal problem polega na tym, że nie zmniejszyła się liczba tych klientów, którzy w trakcie spłacania zobowiązania tracą nagle zdolność do kontynuowania spłat.

Bez wyjścia

Bankowcy też są ludźmi, przynajmniej tak sami twierdzą. Należy jednak pamiętać, że przede wszystkim liczy się dla nich dobro banku. Dlatego też — kiedy już kredyt zostanie klientowi udzielony, trzeba pamiętać, że kredytobiorca staje się automatycznie osobą pod specjalnym nadzorem.

Zwykle nawet kilkudniowe, przypadkowe opóźnienia w spłacaniu kolejnych rat powodują reakcję instytucji, która pieniądze pożyczyła. Zwłaszcza kiedy są to kredyty z grupy ratalnych, gdzie nie jest konieczne organizowanie dodatkowego zabezpieczenia. Te kredyty z natury rzeczy zaliczane są do grupy podwyższonego ryzyka, chociaż ich uzyskanie jest o wiele łatwiejsze niż standardowych pożyczek konsumpcyjnych.

Przypadki chodzą jednak po ludziach — odsetek klientów banków, którzy tracą nagle źródło utrzymania, a tym samym stają się niewypłacalni — nie zmniejsza się.

— Przy ocenianiu wiarygodności klienta trzeba teraz dodatkowo wziąć pod uwagę, w jakiej firmie czy branży pracuje. Mniej przychylnie będziemy patrzeć na potencjalnego kredytobiorcę, który zarabia pieniądze w małej firmie albo pracuje w sektorze, o którym wiadomo, że jest mało rozwojowy, czy w firmie, gdzie oficjalnie zapowiedziano ostre redukcje zatrudnienia. Dlatego też pracownik instytucji finansowej odpowiadający za bank — i credit-scoring — musi być na bieżąco z wiadomościami makroekonomicznymi — twierdzi bankowiec z jednego z największych polskich banków komercyjnych.

Droga przez mękę

— Praca w dziale windykacji wcale nie należy do najłatwiejszych. Pomijam już nawet fakt, że nikt pracowników działu nie lubi — szczególnie klienci-kredytobiorcy. Gorzej, że gros czasu zajmuje wypełnianie wniosków, ponagleń itp. Jedynie w ekstremalnych przypadkach kierujemy sprawę do sądu. Tylko wtedy, kiedy inne formy egzekucji należności nie są skuteczne — tłumaczy pracownica działu windykacji niewielkiego banku.

Jej zdaniem, nie ma wielkiego nieszczęścia, kiedy kredytobiorca traci źródło utrzymania. Wszystko jet możliwe — również dogadanie się z bankiem.

Koło ratunkowe

Same instytucje nie uprzedzają klientów biorących pożyczki, że istnieje możliwość zawieszenia spłat rat kredytu. Nie ma potrzeby, przyznają sami bankowcy, po cichu dodając, że wynika to z obawy masowego wykorzystywania tego prawa. Jednak w przypadku, kiedy rzeczywiście kredytobiorca stanie pod ścianą i nie ma jak pokryć kolejnej raty — bank proponuje to właśnie rozwiązanie.

— To naturalne. Tym samym dbamy zarówno o własne interesy, jak i o klienta. Zakładamy, że trudna sytuacja to chwilowy dołek. Zawsze przecież jest szansa, że zła passa się odwróci i klient zostanie nagle obsypany pieniędzmi, albo dostanie pracę, która pod względem zarobków zakwalifikuje go do grupy VIP-ów. Dla banku byłaby to strata — utracić takiego klienta — pół żartem, pół serio mówi bankowiec.

Aby jednak uzyskać pomoc banku w trudniej sytuacji, konieczna jest otwartość, ostrzegają bankowcy. Otwartość, czyli przede wszystkim niezwlekanie z powiadomieniem kredytodawcy, że stało się coś złego, albo że coś niepokojącego wisi w powietrzu. Wówczas bankowcom o wiele łatwiej jest podjąć odpowiednie decyzja. Jeżeli mimo wszystko kredytobiorca zwleka z rozpoczęciem negocjacji, nie reaguje na wezwania, nie odbiera poleconych od listonosza, naraża się na poważne kłopoty.

Wymaganie spłat od żyrantów to najmniejszy z kłopotów — klient banku traci jedynie twarz w swoim środowisku. O wiele poważniejsza jest egzekucja komornicza. Sąd to ostateczność. W wyjątkowych przypadkach sprawa taka może być rozpatrywana jako celowe wyłudzenie kredytu.

Paweł Zielewski

------

------