WIG20 tracił wczoraj nawet 2,1 proc., a WIG 2 proc. Pod koniec sesji indeksy odrobiły część strat. Analitycy twierdzą, że to tylko korekta.
Pogorszenie nastrojów na rynkach światowych i narastająca niepewność polityczna doprowadziły do przeceny na wczorajszej sesji. Od maksimum z 9 stycznia WIG20 stracił już blisko 4 proc. Analitycy uważają, że to tylko zasłużona korekta — realizacja zysków po dynamicznych wzrostach. Zakupy akcji nie zaczęły się przecież na początku obecnego roku, ale trwały nieprzerwanie już od niemal trzech miesięcy. Zdaniem specjalistów to nie koniec hossy, ale raczej dogodna okazja do akumulacji.
Azjatycka iskra
Pogorszenie nastrojów przyszło wczoraj z giełdy tokijskiej, gdzie doszło do małej paniki. Tamtejszy indeks Nikkei zanotował 3-procentową stratę, a sesja zakończyła się przed czasem w związku z zablokowaniem systemu transakcyjnego.
— To Japonia wywołała spadki na światowych giełdach akcji. Jednak warto zwrócić uwagę, że zniżki na GPW odbyły się przy dość niewielkim obrocie. Nie było chętnych do wyprzedaży. Inwestorzy zagraniczni byli mało aktywni. Dla polskich funduszy obecna sytuacja jest korzystna, ponieważ mogą wreszcie spokojnie podejmować decyzje, a nie kupować na wyścigi, do czego zmusiła ich spirala wzrostów w pierwszej połowie stycznia — mówi Marek Świętoń, zarządzający ING Investment Management.
Marcin Czerwonka, makler BM BPH, zaznacza że na rynku nie było widać paniki. Wśród funduszy inwestycyjnych przeważa wiara w korektę, więc wstrzymują się z zakupami, ale nie ma wyprzedaży akcji.
— Są chęci do realizacji zysków po długotrwałych wzrostach. Ale w przypadku PKN Orlen, który ostatnio zachowywał się słabiej od rynku, widać już akumulację, czemu sprzyja wzrost cen ropy. WIG20 jest obecnie w strefie 2780 pkt, gdzie przebiega linia trendu wzrostowego. Jeśli tu nie nastąpi wyhamowanie spadków, to myślę, że maksymalny zasięg spadków to 2650 pkt — dodaje makler BM BPH.
Kapitał płynie
Zdaniem analityków, narastająca niepewność polityczna bardziej wpływa na rynek walut i długu niż na giełdę.
— Nie jest to koniec hossy. Nie należy lekceważyć czynników politycznych, ale sytuacja może się ustabilizować, gdy będzie jasne, czy dojdzie do głosowania nad budżetem, czy do wyborów. Później korekta powinna się zakończyć — ocenia Tomasz Tołwiński, analityk banku inwestycyjnego Trigon Capital.
Marcin Czerwonka dodaje, że wciąż napływają środki do funduszy, a dobre dane makro uzasadniają hossę na giełdzie.
— Po zwyżkach na początku roku zachęta do realizacji zysków była bardzo duża. Wystarczył impuls czy to z rynków zachodnich, czy z polityki. Uważam, że sytuacja na giełdzie będzie uzależniona od koniunktury światowej. Pieniędzy nie brakuje. Fundusze inwestujące na rynkach wschodzących dysponują ogromnymi środkami. Jeśli nic złego na świecie się nie wydarzy, to uważam, że jeszcze w pierwszym kwar- tale WIG20 może sięgnąć nawet 3,3 tys. pkt — ocenia Wojciech Szymon Kowalski, niezależny analityk.