Spokojnie, to tylko dyrektywa

Marta sieliwierstow
opublikowano: 2011-09-26 00:00

Od 9 lipca 2013 r. każdy nowy budynek będzie musiał spełniać normy dotyczące minimalnej charakterystyki energetycznej określone w dyrektywie UE.

Władze Unii Europejskiej przyjęły dyrektywę 2010/31/UE wprowadzającą duże zmiany na rynku budowlanym. Głównym celem jest obniżenie o 20 procent zużycia energii w sektorze budowlanym w całej Unii oraz budowanie budynków o niemal zerowym zapotrzebowaniu na energię. Czy deweloperzy i producenci materiałów budowlanych są na to przygotowani? Co zyskają kupujący nieruchomości wybudowane zgodnie z nowymi standardami?

Unia chce być eko

Do 9 lipca 2012 r. wszystkie państwa członkowskie UE mają zmienić krajowe regulacje dotyczące charakterystyki energetycznej budynków. Każdy obiekt wybudowany od 9 lipca 2013 r. będzie musiał spełniać określone w dyrektywie normy dotyczące minimalnej charakterystyki energetycznej. Oznacza to, że obecnie planowane projekty budowlane powinny uwzględniać m.in. alternatywne systemy dostaw energii. Ten sam obowiązek będzie dotyczył właścicieli wcześniej wzniesionych budynków, którzy planują tzw. ważniejsze renowacje. Zgodnie z dyrektywą od stycznia 2021 r. wszystkie nowe obiekty będą musiały wykazywać się niemal zerowym zużyciem energii, zaś energia niezbędna do eksploatacji budynków powinna pochodzić w znacznym stopniu ze źródeł odnawialnych. — Od lipca 2013 r. powinny wejść w życie przepisy wykonawcze, które będą określały normy budowlane, jakie powinny być stosowane w budownictwie w celu spełnienia kryteriów dotyczących charakterystyki energetycznej budynków. Od lipca 2013 r. do stycznia 2021 r. będzie trwał tzw. etap przejściowy, w czasie którego mają zostać wprowadzone technologie umożliwiające budowanie od 1 stycznia 2021 r. budynków o niemal zerowym zużyciu energii. W stosunku do nowych budynków zajmowanych przez władze publiczne i będących ich własnością ten termin został skrócony do 1 stycznia 2019 r. — wyjaśnia mecenas Wojciech Wachacki z kancelarii Squire Sanders Święcicki Krześniak.Zmiany dotyczą wszystkich budynków mieszkalnych, komercyjnych i użyteczności publicznej, takich jak kina czy biblioteki. Państwa członkowskie będą jednak mogły zadecydować o niestosowaniu tych wymagań w stosunku do niektórych budynków, m.in. chronionych z powodu szczególnych wartości architektonicznych lub historycznych, gdyby zgodność z minimalnymi wymaganiami dotyczącymi charakterystyki energetycznej zmieniła w sposób niedopuszczalny ich charakter lub wygląd, a także budynków używanych jako miejsca kultu i działalności religijnej.

Na czas

Deweloperzy budujący domy, mieszkania, biura i centra handlowe, a także producenci materiałów budowlanych już powinni rozpocząć przygotowania do zmian. — W Polsce wciąż brakuje przepisów wykonawczych, które ułatwiałyby realizację projektów nastawionych na pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych. Obowiązujące przepisy, na przykład regulacje ustawy Prawo Energetyczne, nie stanowią zaś wystarczającego wsparcia dla rozwoju odnawialnych źródeł energii — ocenia Wojciech Wachacki. By spełnić nowe wymagania prawne, firmy już muszą zainwestować w rozwiązania pozwalające wykorzystywać energię wiatru, promieniowania słonecznego czy pozyskiwać ją z biomasy, wysypisk i oczyszczalni ścieków. — Pozostało wystarczająco czasu, by wszystkie firmy zdążyły dostosować się do nowych regulacji. Nie wykluczam, że mniejsze i słabsze przedsiębiorstwa mogą sobie nie poradzić i wycofać się z rynku, ale będą to raczej pojedyncze przypadki — uspokaja Janusz Zaleski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Wprowadzenie każdej tego typu dyrektywy wiąże się z konsekwencjami finansowymi. Deweloperzy będą musieli korzystać z droższych i wciąż jeszcze mało popularnych w Polsce materiałów energooszczędnych, a także zmieniać technologie budowlane. Dodatkowe koszty, które będą ponosili, najpewniej wpłyną na wzrost cen nieruchomości. — Z jednej strony oczywistym się wydaje, że wprowadzana dyrektywa podniesie ceny mieszkań. Ale z drugiej strony, polski rynek nieruchomości jest w takiej sytuacji, że za bardzo nie ma na nim miejsca na dalsze windowanie cen. Jedno jest pewne: przyszli klienci z pewnością zyskają na nowoczesnych i energooszczędnych rozwiązaniach technologicznych — sumuje Janusz Zaleski.

l