Spółki nie doceniają inwestorów indywidualnych

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-04-23 00:00

Z drobnymi graczami giełdowymi trudniej się komunikować. Nie są jednak tak mali, na jakich pozornie wyglądają

Reprezentanci inwestorów instytucjonalnych mają zdecydowanie większe możliwości bezpośredniego spotykania się z przedstawicielami spółek — aż 76,1 proc. emitentów deklaruje samodzielne organizowanie takich spotkań w formule jeden na jednego. Do tego dochodzą spotkania organizowane przez biura maklerskie i banki inwestycyjne oraz spotkania grupowe. Drobni akcjonariusze i obligatariusze są traktowani zdecydowanie gorzej. Na spotkania grupowe mogą liczyć w 46,5 proc. spółek, a indywidualne — w 42,6 proc. — wynika z raportu „Relacje inwestorskie w praktyce”, przygotowane dla resortu skarbu. Do tego, zorganizowanie dla nich jakiegokolwiek spotkania w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie zadeklarowało jeszcze mniej uczestników ankiety, a regularne podejmowanie jakichkolwiek działań z zakresu RI z inwestorami indywidualnymi jest udziałem tylko 9,1 proc. emitentów. Trudno się przy tym oprzeć wrażeniu, że po części jest to konsekwencja aktywności samych drobnych inwestorów. Liczba pytań zadawanych przez nich telefonicznie w ciągu kwartału nie przekracza pięciu w 66,1 proc. spółek, a e-mailem — w 61,7 proc.

W 2007 r. kolejki ustawiały się po akcje PKO BP (Fot: Grzegorz Kawecki,
W 2007 r. kolejki ustawiały się po akcje PKO BP (Fot: Grzegorz Kawecki, "Puls Biznesu")
None
None

Z pogłębionych wywiadów z niektórymi uczestnikami ankiety wynika zaś, że spółki „kalkulują” swoją aktywność i sprawdzają, jakim inwestorom warto poświęcać czas. Taki stan rzeczy sprawia, że koncentrują się na instytucjach, bo zarówno stoi za nimi większy kapitał, jak i ich przedstawiciele są lepiej przygotowani do rozmowy o spółce. Nie chcą wiele robić i wydawać pieniędzy na organizacje spotkań, jeśli okaże się, że nieliczni inwestorzy indywidualni są zainteresowani, a może i żaden. Piotr Biernacki, prezes Nobili Partners, waża jednak, że tylko część tych opinii jest słuszna. Specjalista przyznaje, że wśród drobnych akcjonariuszy są tacy, którzy nie mają dużej wiedzy o biznesie spółki lub nie analizują głęboko sprawozdań finansowych, ale zwraca uwagę, że są i stare giełdowe wygi, które potrafią zadawać tak trudne pytania, jak najbardziej drobiazgowi analitycy biur maklerskich. Do tego wiele spółek nie wie, jaki jest profil inwestorów indywidualnych jako grupy: gdzie mieszkają, z jakich mediów korzystają, na jakiej podstawie podejmują decyzje inwestycyjne.

— Specjalista do spraw relacji inwestorskich, który nie zaczął się z tą grupą komunikować, właściwe jej nie zna. Skoro jej nie zna, to nie wie jakimi narzędziami do niej dotrzeć. Inwestorzy instytucjonalni to zaś nie więcej niż sto kilkadziesiąt osób, w większości z Warszawy. Łatwiej do nich dotrzeć, wielu spółkom pomagają w tym domy maklerskie lub profesjonalni doradcy. Choćby z tego powodu łatwiej obsłużyć ich komunikacyjnie — mówi Piotr Biernacki.

— Przydałaby się większa aktywność inwestorów indywidualnych, ale zwalanie na nich winy za traktowanie ich gorzej niż instytucji to stawianie sprawy na głowie. To emitent przychodzi po kapitał i to on ma zabiegać o inwestorów, a nie na odwrót. Poza tym mamy taką, a nie inną giełdę i taką, a nie inną wielkość spółek. Ze względu na płynność, inwestycje w wiele nawet dobrze postrzeganych spółek są problematyczne dla instytucji — komentuje Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. W ofertach publicznych transza dla inwestorów indywidualnych to zwykle 15-30 proc. i nierzadko dochodzi do nadsubskrypcji. Z drugiej strony, udział inwestorów indywidualnych w obrotach to około 15 proc., a np. instytucji zagranicznych prawie 50 proc. Trzeba jednak pamiętać, że te ostatnie nie zainteresują się spółką o kapitalizacji 50, 70 czy nawet 100 mln zł. Wydaje się więc, że znaczenie inwestorów indywidualnych jest dla spółek większe niż to na pierwszy rzut oka wygląda.