Spółki spożywcze nie wierzą w przedświąteczny popyt

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2001-12-11 00:00

Z miesiąca na miesiąc spadają wydatki konsumenckie, w tym na produkty żywnościowe. I choć okres świąt tradycyjnie charakteryzował się w przypadku branży spożywczej zdecydowanym wzrostem popytu, przedstawiciele sektora są w tym roku ostrożni w wyrażaniu swoich nadziei. Zdaniem specjalistów, wyniki mogą poprawić jedynie pojedyncze spółki, a nie cały sektor.

Dane makroekonomicznie jednoznacznie wskazują, że zbliżające się święta nie będą okresem żniw dla branży spożywczej. Istnieje jednak niewielkie grono giełdowych firm spożywczych, które skutecznie radzą sobie z dekoniunkturą, a na dodatek potrafią wykorzystać świąteczny popyt.

Spośród firm sektora spożywczego najkorzystniej prezentują się obecnie producenci słodyczy.

— Wyraźnie wyczuwalny jest wzrost sprzedaży wyrobów przed świętami. Rośnie przy tym nasza produkcja eksportowa. Jesteśmy pewni, że nasze wyniki będą dużo lepsze niż w ubiegłym roku. Nie powinniśmy mieć problemów z realizacją tegorocznych prognoz. Z kolei negocjacje, jakie prowadzimy obecnie z partnerami biznesowymi, pozwalają twierdzić, że kolejne lata będą jeszcze lepsze, a akcjonariusze nie powinni zawieść się na inwestycji w akcje spółki — podkreśla Tomasz Gajdziński, prezes raciborskiego Mieszka.

Jeśli wierzyć przedstawicielom firmy, to warto poważnie zastanowić się nad zainwestowaniem w papiery emitenta. Szef spółki podtrzymał prognozę tegorocznych wyników, zakładających osiągnięcie 7 mln zł zysku netto przy 130 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Mimo dobrych perspektyw Mieszko nie posiada inwestora branżowego. Firma zdołała natomiast podpisać list intencyjny z funduszem Dresdner Kleinwort Benson Emerging Europe, który ma zostać inwestorem finansowym.

Równie dobrze bez pomocy inwestora branżowego radzi sobie Jutrzenka. Po dziewięciu miesiącach sprzedaż spółki wyniosła 114 mln zł, zaś zysk netto niemal 3,2 mln zł.

Nieco mniej korzystne, choć godne podkreślenia, są wyniki Wawelu.

Dużo mniej powodów do zadowolenia mają spółki mięsne. Pozytywnym przykładem jest Indykpol.

— Wzrost popytu na nasze produkty notujemy od kilku miesięcy, ale dopiero październik i listopad przyniósł zdecydowaną poprawę. Spółka prawdopodobnie osiągnie w 2001 r. najlepsze wyniki w całej swojej historii. Przychody ze sprzedaży powinny wzrosnąć blisko o 20 proc. w stosunku do ubiegłorocznych. Jeszcze dynamiczniej mogą zwiększyć się zyski — ocenia Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.

Silne pozycje w branży mięsnej mają Morliny i Sokołów.

— Nasz zakład nie ma powodów do narzekań. Z uwagi na zbliżające się święta zauważalny jest wzrost sprzedaży. Jednak trudno porównać to ze skalą popytu z lat ubiegłych — przyznaje Przemysław Chabowski, prezes Morlin.

Również Sokołów powinien liczyć się ze wzrostem popytu. W ostatniej rekomendacji specjaliści AmerBrokers wycenili walory spółki na 2,8 zł, co o 35 proc. przewyższa cenę giełdową.

Wiele spółek co prawda też jest w stanie zwiększyć sprzedaż, niemniej nie znajduje to odzwierciedlenia w zyskach. Konkurencja na rynku podnosi z jednej strony koszty sprzedaży, z drugiej zaś skutecznie redukuje marże. Na kurczącym się rynku (spadająca dynamika popytu) sukcesy osiągają głównie podmioty zrestrukturyzowane, posiadające nowoczesne technologie. Ogromne znacznie odgrywa też obecność na zagranicznych rynkach, a te z uwagi na ostre normy UE są dla większości polskich firm zamknięte.