Władze GPW
dowiedziały się już, co emitenci sądzą o liście alertów SEG po konsultacji ze spółkami giełdowymi,domaga się zmian w kontrowersyjnej uchwale GPW. Giełda broni idei,ale zmian nie wyklucza.
Uchwała zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w sprawie listy alertów wywołała burzę w środowisku spółek. Lista ostrzega inwestorów o podwyższonym ryzyku. Mają tam trafić spółki spekulacyjne, o niskiej kapitalizacji i zagrożone upadłością. Pod koniec czerwca dołączyć do nich mają spółki o niskiej płynności akcji. To budzi największe kontrowersje, bo problem dotyczy nawet ponad 100 emitentów. Większość zagrożonych to zdrowe firmy. Denerwuje je, że na liście mogą się znaleźć obok upadającej Toory.
Czasu nie ma wiele, więc Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych (SEG) próbuje przekonać władze GPW do zmian w zapisach spornej uchwały. Ale przede wszystkim SEG domaga się, by zarząd GPW konsultował ze spółkami regulacje, które ich bezpośrednio dotyczą.
Alertowa ankieta…
W I połowie kwietnia Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych rozesłało do wszystkich spółek notowanych na głównym parkiecie GPW ankietę dotyczącą listy alertów.
— W tydzień odpowiedziało na nią 85 firm, głównie tych, które mogą się znaleźć na cenzurowanym z powodu płynności walorów — mówi Beata Stelmach, prezes SEG.
Pismo stowarzyszenia, sugerujące zmianę uchwały, oraz wyniki ankiety trafiły już na biurko Ludwika Sobolewskiego, prezesa GPW.
Spółki domagają się uchylenia kryterium płynnościowego. Obecne kryteria zakładają, że mediana obrotów na sesję od 25 marca w kolejnych trzech miesiącach ma być wyższa niż 50 tys. zł, a liczba transakcji nie niższa niż 10 na sesję (także mediana).
— Dobrym rozwiązaniem byłoby skonstruowanie mechanizmu liczenia płynności, uwzględniającego np. kapitalizację spółki, liczbę akcji w wolnym obrocie czy ogólne obroty na GPW — uważa Beata Stelmach.
Sporne jest też kryterium kapitalizacji (5 mln euro).
— Nie jest w porządku wpisywanie na jedną listę firm upadających oraz tych z małą kapitalizacją, które mają dobre perspektywy i szybko się rozwijają — dodaje prezes SEG.
…i szybka odpowiedź
Giełda z kolei podkreśla, że niska płynność akcji spółek sprzyja przypadkowości wycen i sprawia, że duzi gracze interesują się wyłącznie polskimi gigantami.
— To nie uchwała GPW jest problemem, ale niska płynność niektórych spółek. Zawsze bierzemy pod uwagę głos rynku, ale w tym wypadku dużo bardziej interesuje nas wzrost obrotów. Firma notowana na GPW musi analizować swoją kondycję i wyciągać z tego wnioski. Jest to w interesie wszystkich uczestników rynku — mówi Ludwik Sobolewski, prezes GPW.
Ludwik Sobolewski powiedział „PB”, że giełda pracuje nad rozwiązaniem, które pomoże rozwiązać problem niskiej płynności.
— Za wcześnie, by mówić o szczegółach, ale jestem pewien, że nasze rozwiązanie spotka się z bardzo dobrym przyjęciem przez te spółki giełdowe, które charakteryzują się niską płynnością. Zostanie ono wprowadzone do uchwały o liście alertów w połowie maja — zapewnia prezes GPW.
Beata Stelmach: Wierzę w mądrość zarządu giełdy
1Początkowo uważała pani, że lista alertów może być pożyteczna. Zmieniła pani zdanie?
Nadal uważam, że niska płynność jest jednym z największych problemów rynku kapitałowego. Ale to problem nie tylko polski, zwłaszcza przy trudnej sytuacji na wszystkich rynkach. Emitenci też to rozumieją. Podzielam jednak opinię większości spółek, że forma działań podjętych przez giełdę, jak również brak konsultacji z rynkiem oraz niezmiernie krótki czas od podjęcia uchwały do wejścia jej w życie, są trudne do zaakceptowania.
2Jak ocenia pani szanse na zniesienie czy zmodyfikowanie spornej uchwały zarządu GPW?
Jestem przekonana, że GPW podejdzie bardzo poważnie do problemu i uchwała zostanie zmodyfikowana. Niskie obroty to nie tylko wina spółek. To także efekt trudnej sytuacji na rynkach finansowych. Ważne są fundamenty, właściwie realizowana strategia zarządów — tego oczekują inwestorzy. Wpisanie spółki na listę alertów tylko dlatego, że obroty są niskie, byłoby niezwykle krzywdzące i dla spółki, i dla jej inwestorów.
3Jakie działania zamierza podjąć stowarzyszenie, jeśli GPW nie zmieni zapisów dotyczących wpisywania firm na listę alertów?
Nie wierzę w taki scenariusz. Giełdzie zależy na dobrej kondycji i ofercie inwestycyjnej ze strony spółek giełdowych tak, jak nam. W skrajnym przypadku podjęlibyśmy radykalne działania, ale nie ma co o nich teraz mówić. Wierzę w mądrość zarządu GPW, która skłoni go do przynajmniej znacznego zmodyfikowania uchwały o liście alertów.
prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych
Wybrane pytania i komentarze z ankiety SEG
zy należy uchylić uchwałę o liście alertów w całości?
- Idea nie jest zła, ale jej realizacja, a szczególnie uznaniowość, jest niesprawiedliwa i pozostawia pole do nadużyć czy spekulacji.
Być może dla równowagi warto wprowadzić jakąś pozytywną listę dla najlepszych spółek?
-Całkowite usunięcie uchwały nie jest dobre, bo warto zaznaczyć spółki będące w złej kondycji finansowej.
Czy należy uchylić kryterium płynnościowe?
- Kryterium płynności zakłada, że zależy ona wyłącznie od spółki. Czy rzeczywiście?
- Wprowadzenie kryterium płynnościowego to nadmierne regulacje. O ile można ostrzegać przed sytuacją upadłości, o tyle płynność papierów jest inwestorom znana.
Czy należy uchylić kryterium kapitalizacji?
- Mała kapitalizacja to nie wszystko, bo ważny jest np. free float, który również może stać się powodem wpisania na listę.
- Giełda powinna zająć się zapewnieniem równości traktowania wszystkich uczestników obrotu, zamiast tworzyć sztuczne regulacje i segmenty. Takie pozorowane działania mają odwrócić uwagę inwestorów od faktycznych problemów, jak np. wysokość kosztów transakcyjnych.
Czy należy pozostawić uchwały GPW bez zmian?
-To nie do zaakceptowania.
Czy trzeba konsultować regulacje dotyczące emitentów przed ich uchwaleniem?
-Absolutnie. Odbieramy uchwałę o liście alertów jako wymierzoną przeciwko emitentom z niejasnymi korzyściami dla inwestorów.
-Tak, zwłaszcza w przypadku tego typu systemowo-nowatorskich i ekspresowo wprowadzanych uregulowań.
Adrian Boczkowski