Właściciele stacji twierdzą, że polityka cenowa PKN doprowadzi ich do ruiny. Pierwsza tura rozmów nie przyniosła konsensusu.
Konflikt między stacjami patronackimi PKN Orlen a zarządem spółki przybrał znów na sile. Przedstawiciele związku reprezentującego te placówki wysłali niedawno do władz koncernu list, w którym protestują przeciwko niesprawiedliwej — ich zdaniem — polityce cenowej koncernu.
— Ceny, po których musimy kupować paliwa w Orlenie, są wyższe niż ceny detaliczne na licznych stacjach płockiej spółki. Różnice są przeważnie kilkugroszowe, ale zdarza się, że sięgają nawet 15 groszy. Sytuacja dotyczy 2/3 obszaru Polski — informuje jeden z uczestników burzliwej debaty, w której 8 lutego wzięli udział właściciele stacji patronackich i zarząd płockiej spółki.
Dlaczego Orlen prowadzi taką politykę? Zdaniem naszego rozmówcy, firma twierdzi, że nie ma wyjścia. Ostre obniżanie cen ma być sposobem na walkę z konkurencją i z postępującą utratą rynku detalicznego. Orlen twierdzi jednak, że sprawa wygląda inaczej.
— Stacje paliw nie kupują po oficjalnej cenie hurtowej, ale korzystają z upustów. Tę sporną sprawę rozwiązuje zresztą system zaproponowany przez nas w nowych umowach franczyzowych — mówi Dawid Piekarz, rzecznik PKN Orlen.
Czas odejść
Dla przedstawicieli związku polityka cenowa koncernu to kolejny dowód na to, że przyszedł czas, by stacje patronackie odeszły spod skrzydeł płockiej spółki. Szczególnie te, które w ramach przeprowadzanej przez koncern reformy sieci nie trafią ani do segmentu premium, ani do ekonomicznej sieci „Bliska”. Od kilku miesięcy zarząd związku domaga się, by Orlen zgodził się na przedterminowe rozwiązanie umów. Wtedy właściciele tych stacji mogliby poszukać nowych partnerów, zwracając się np. do Lotosu, BP czy Shella. W połowie marca miały odbyć się rozmowy na ten temat.
— W środę Orlen przedstawił nowe umowy franczyzowe dla obu segmentów. Zarząd spółki poinformował nas także, że zgodnie z planami do „Bliskiej” zakwalifikowano 204 stacje, do barw Orlenu ma dołączyć 108 placówek, a dla 98 stacji działających obecnie w niebieskich barwach Petrochemii Płock nie ma żadnych propozycji. Niestety, wbrew wcześniejszym zapowiedziom przedstawiciele koncernu usztywnili swoje stanowisko i ogłosili, że nie zgodzą się na przedterminowe rozwiązanie umów z tymi ostatnimi — dodaje nasz rozmówca.
Punkt widzenia
Przedstawcie stacji patronackich od wielu miesięcy powtarzają, że Orlen po restrukturyzacji sieci przestanie się zajmować stacjami „niebieskimi”. Nie dostaną bowiem wsparcia marketingowego ani nie zostaną dopuszczeni do udziału w programach lojalnościowych. Podkreślają, że koncern już od kilku lat nic nie robi dla „sieci niebieskiej” (nie przestrzegając tym samym umowy), a wielu właścicieli musi dokładać do interesu.
Orlen twierdzi z kolei, że nie może zgodzić się na żądania związku, bo obawia się gwałtownego spadku sprzedaży w wyniku wcześniejszego rozwiązania umów, które mają obowiązywać do 2009 r. Zapewnia jednak, że jest skłonny do rozmów.
— Sprawa dalszych losów stacji, których nie obejmie żadna z umów franczyzowych, będzie przedmiotem rozmów w tym tygodniu — informuje enigmatycznie Dawid Piekarz.