Kongres USA odmówił pieniędzy na budowę tarczy w Polsce. Pentagon jednak nie rezygnuje. Chce, by Boeing planował inwestycję.
W piątek „Puls Biznesu” informował, że Amerykanie, nie czekając na oficjalną zgodę Polski, podpisali kontrakt z Boeingiem na 80 mln USD. Koncern miał za te pieniądze rozpocząć budowę globalnej obrony przeciwrakietowej w Polsce i Czechach.
Wiadomo, że tarcza nieprędko przyleci Boeingiem do Polski. Jak podała Informacyjna Agencja Radiowa, komisja sił zbrojnych Izby Reprezentantów 26 lipca wykreśliła z budżetu Pentagonu 139 mln USD na ten cel. Kongres zabrał pieniądze na rozpoczęcie budowy bazy pocisków przechwytujących w Polsce. Pozostawił za to fundusze na wstępne prace przy tworzeniu stacji radarowej w Czechach.
— Decyzja Kongresu potwierdza to, co mówiłem od początku rozmów o umieszczeniu elementów tarczy antyrakietowej w Polsce: że istotniejszy jest dla tego systemu radar. Silosy można zainstalować wszędzie. Kongres zachował się po prostu racjonalnie. Również polska strona powinna w tych negocjacjach zachować powściągliwość — mówi Janusz Zemke, były wiceminister obrony, poseł SLD.
Decyzję Kongresu z pewnością podyktowały nie tylko względy ekonomiczne, ale także polityczne a ściślej — zbliżające się wybory. Demokraci nie kryją swojej niechęci do planów umieszczenia bazy w Europie. Może się więc niedługo okazać, że plany jej budowy pozostaną jedynie wspomnieniem.
— W związku ze zbliżającymi się wyborami rozmieszczenie elementów tarczy w Europie stało się dla amerykańskich polityków bardzo kontrowersyjne. Nie jest tak, że rakiety balistyczne można umieścić wszędzie w Europie. W Polsce da się to zrobić za dużo mniejsze pieniądze niż np. w Wielkiej Brytanii, gdzie takich rakiet trzeba by zainstalować więcej — twierdzi Bronisław Komorowski, były minister obrony narodowej, poseł PO.
Pentagon mocno upiera się przy swoim. Zdaniem Ricka Lehnera, rzecznika amerykańskiej Agencji Obrony Rakietowej, Boeing może już rozpocząć planowanie inwestycji w Polsce i Czechach.