Topnieją różnice w poziomie bezrobocia między województwami
W najbardziej uprzemysłowionych obszarach Polski bezrobocie eksplodowało. W biednych załamania prawie nie ma.
Kryzys oszczędza pracowników z biednych województw. Na rynkach pracy w regionach najlepiej rozwiniętych uderza natomiast ze zdwojoną siłą. Tym razem to bogatemu wiatr w oczy.
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w województwach uważanych za najuboższe, w których bezrobocie jest najwyższe, bezrobotnych przybywa bardzo powoli. Od początku roku do końca lipca w woj. świętokrzyskim grono bezrobotnych powiększyło się o 1 proc., a w woj. lubelskim o 4 proc. Tymczasem w silnych i mocno uprzemysłowionych regionach w ostatnich miesiącach można obserwować prawdziwą eksplozję bezrobocia. W Wielkopolsce liczba osób bez pracy zwiększyła się od początku roku o ponad jedną czwartą. Niewiele lepiej jest na Śląsku, Pomorzu czy w Małopolsce.
Dużo masz, dużo tracisz
Skąd tak duże różnice między poszczególnymi województwami? Przede wszystkim bogate regiony mają z czego "chudnąć", a ostatnio nabrały tłuszczu.
— W bogatych województwach koniunktura w ostatnich latach była bardzo silna. Tamtejsze firmy mocno zwiększały zatrudnienie, co zredukowało bezrobocie. Dlatego kiedy przyszedł kryzys, przedsiębiorcy byli w stanie szybciej i bardziej radykalnie ściąć koszty pracy, zwalniając pracowników — tłumaczy Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.
Biedne województwa mało skorzystały na okresie ożywienia, ale teraz mniej tracą na kryzysie.
— Tam, gdzie dzieje się najwięcej, gdzie firm jest wiele i siła przemysłu jest duża, odpowiedź na zjawiska kryzysowe musi być najbardziej wyraźna. W tych regionach zaś, które raczej zajmują się rolnictwem i biznes jest słabiej rozwinięty, echa światowego kryzysu dochodzą w znacznie słabszym natężeniu — twierdzi Monika Jasińska, ekspert z firmy doradztwa personalnego Manpower.
Jesienna depresja
Szybko spadające zapotrzebowanie na pracownika w bogatszych województwach sprawia, że topnieją różnice między regionami.
— W lutym 2009 r. różnica między najwyższym a najniższym bezrobociem wynosiła 11,2 pkt proc. W lipcu było to 10,1 pkt proc. — zaznacza Karolina Sędzimir-Domanowska.
Ale ta tendencja raczej nie potrwa długo. Na jesieni bezrobocie przyspieszy też w biedniejszych województwach.
— Regiony, w których udział rolnictwa jest większy, są bardziej wrażliwe na czynniki sezonowe. Po lecie w firmach zajmujących się np. przetwórstwem warzyw czy owoców — a tych jest bardzo dużo w uboższych regionach — zapotrzebowanie na pracowników spada. Dlatego należy spodziewać się, że bezrobotnych będzie tam przybywać i różnice między regionami znowu zaczną się powiększać — ostrzega Monika Jasińska.
Według ekspertów, w biedniejszych województwach bezrobocie będzie rosło szybciej niż w całej Polsce. A przecież prognozy dla krajowego bezrobocia też mówią o dużym wzroście.
— W najbliższych miesiącach firmy będą dalej ciąć etaty. W dodatku rząd zapowiada szerokie zwolnienia w administracji publicznej. Na koniec tego roku spodziewam się stopy bezrobocia na poziomie 12,6 proc. (w lipcu wyniosło 10,8 proc.), a na koniec przyszłego — 13,9 proc. — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.
Jeśli jego prognoza się sprawdzi, do końca 2009 r. pracę straci jeszcze niespełna 300 tys. osób.
Jacek
Kowalczyk