Wybierając po sześć wiodących myśli z piątkowych wystąpień sejmowych prezesa NBP Leszka Balcerowicza oraz wicepremiera i ministra finansów Marka Belki starałem się tak je zestawić, aby były tematycznie w miarę porównywalne. Okazało się to jednak trudne, ponieważ obaj panowie profesorowie zupełnie inaczej rozłożyli akcenty i wygłosili dwa wykłady raczej mało kompatybilne.
Nakręcająca się spirala konfliktu Rady Ministrów z Radą Polityki Pieniężnej stawia w niezręcznej sytuacji prezydenta, który przyczynił się do obsadzenia na kluczowych stanowiskach obu profesorów B. Za prezesa NBP ponosi bezpośrednią odpowiedzialność konstytucyjną, jako że dokonał selekcji i przedstawił Sejmowi kandydaturę właśnie Leszka Balcerowicza. Natomiast wstawienie własnego doradcy ekonomicznego Marka Belki do rządu Leszka Millera było nieformalnym reaktywowaniem przez Aleksandra Kwaśniewskiego tzw. resortu prezydenckiego.
Unikając ustosunkowania się do projektu uchwały Sejmu dyscyplinującej RPP, głowa państwa dała obu stronom radę: postarajcie się choć na krótko psychologicznie zamienić się miejscami. Niechby rząd spróbował spojrzeć na inflację oczami banku centralnego, natomiast członkowie RPP mogliby pójść pomiędzy bezrobotnych.
Z punktu widzenia świata biznesu decydujące znaczenie mają oczywiście stosunki między dwoma ośrodkami finansowej władzy, zlokalizowanymi po obu stronach ulicy Świętokrzyskiej. Trudno jednak nie odnieść się choćby zdaniem do erupcji chamstwa niektórych posłów, którego świadkami byliśmy w czasie dwudniowej debaty nad polityką pieniężną. Niby wiadomo, jaki elektorat wybrał tę poselską hołotę, ale jednak obrzydzenie bierze na myśl, iż ona też współtworzy prawa Rzeczypospolitej.
Stabilność, ministrze!
- Polityczne naciski nie były i nie będą traktowane przez NBP jako argument przy podejmowaniu decyzji o polityce pieniężnej. Są szkodliwe, gdyż podsycają spekulacyjny napływ kapitału, liczący na obniżki stóp procentowych, a przez to przyczyniają się do nadmiernych wahań kursu waluty, co szkodzi działalności gospodarczej.
- Rozwój gospodarczy należy rozpatrywać w perspektywie długofalowej. Inne podejście byłoby przejawem nieodpowiedzialnej krótkowzroczności. Jakże łatwo osiągnąć przyspieszenie wzrostu poprzez nadmierne powiększanie deficytu finansów państwa kosztem późniejszego gwałtownego załamania rozwoju gospodarczego.
- Inflacja szkodzi ludziom, bo oni nie chcą drożyzny. Przez doprowadzenie do stabilności cen RPP wspierała, wspiera i będzie wspierać każdy rząd, któremu na sercu leży zdrowy, systematyczny, nieprzerwany rozwój kraju, a nie chwilowe, chorobliwe przyspieszenie.
- U podstaw konwersji obligacji NBP na obligacje o oprocentowaniu rynkowym leżała chęć wyrównywania warunków konkurencji w sektorze bankowym oraz zmniejszania nadmiernej marży między oprocentowaniem depozytów i kredytów.
- Nie można gospodarki napełniać jak gąbkę pieniądzem. Trzeba mozolnie budować do niego zaufanie. Nikt nie przegrał na mocnym pieniądzu, natomiast zawsze się przegrywa na inflacji.
- Nie da się mówić o dostępności kredytu dla przedsiębiorstw, o tworzeniu miejsc pracy i o zmniejszaniu bezrobocia bez uwzględniania zadłużania się sektora finansów publicznych, rozmiarów deficytu budżetowego oraz sposobów jego finansowania.
Profesor Leszek Balcerowicz (Szkoła Główna Handlowa)
Ożywienie, prezesie!
- Zagłębiając się w drobiazgowych analizach dynamiki stóp procentowych, gubimy rzecz najważniejszą — ogólną ocenę sytuacji kraju. A ta różni NBP i rząd zasadniczo. Nie chodzi o to, czy stopy obniżyć akurat w tym miesiącu i o ile punktów bazowych. Rzeczą najważniejszą jest sytuacja, w jakiej znajduje się cała polska gospodarka.
- Eksplozja inflacji i długu publicznego, wreszcie wielki deficyt na rachunku obrotów bieżących wcześniej czy później hamuje wzrost i prowadzi do załamania — tylko że na tym stwierdzeniu zwykliśmy kończyć naszą analizę gospodarczą. Tymczasem zależność między wzrostem a równowagą jest dwukierunkowa.
- Nie patrząc na dyscyplinę finansów publicznych, rzeczywiście możemy doprowadzić do chorobliwego, chwilowego ożywienia gospodarki. Ale jeżeli jej nie ożywimy, to wpadamy w chorobliwe, strukturalne bezrobocie, eksplozję zadłużenia i długą klęskę gospodarczą.
- Skoro budżet straci na obniżce stóp rezerw obowiązkowych dla banków, to niechże zyska na obniżce stóp procentowych, która zmniejszy koszty obsługi długu publicznego. Konwersja portfela obligacji NBP nie może destabilizować polityki emisyjnej MF.
- W ostatnich miesiącach mamy do czynienia niemal z cotygodniową rewizją prognoz inflacyjnych. Rozumiemy, że NBP w istocie widzi przestrzeń dla pewnego rozluźnienia polityki pieniężnej.
- Restrykcyjna polityka pieniężna nawet w ocenie NBP doszła do ściany. Nie tylko powoduje wypychanie produkcji na eksport, ale także poprzez siłę złotego, a może i ogólną stagnację, hamuje ten eksport. Staje się zatem wewnętrznie sprzeczna i kontrproduktywna.
Profesor Marek Belka (Uniwersytet Łódzki)