Jesteśmy różni
Mężczyzna mówi jaśniej. Kobieta lepiej zrozumie sytuację pracownika i słucha jego opinii.
Szefowa pewnej firmy, oceniając dostarczony jej raport, powiedziała autorowi: „W zasadzie nie jest źle. Nie ma większych błędów. Ale niech pan go jeszcze raz przeczyta. Zakreśliłam fragmenty wymagające uwagi”. Gdy mężczyzna wyszedł z gabinetu, asystentka szefowej powiedziała mu, by nie przejmował się krytyką.
— Przecież dobrze oceniła raport. Poprawki to kosmetyka — zdziwił się.
Czy rzeczywiście?
— Kobiety i mężczyźni różnią się w sposobie podejmowania decyzji, negocjowania i wydawania poleceń. Czym innym jest dla nich konflikt i rywalizacja — twierdzi Beata Kołodziejska, psycholog, trener firmy szkoleniowej Homo Creatore.
Tego można się nauczyć
Z tych różnic powinni zdawać sobie sprawę menedżerowie.
— Poznanie i zrozumienie języka drugiej płci zdecydowanie ułatwia i poprawia relacje w pracy i w domu — uważa Maciej Wydrychiewicz, wiceprezes firmy Vipper Print.
Korzystał ze szkoleń o różnicach w komunikowaniu się.
— Wcześniej nie miałem pojęcia, że kobiety starają się dodawać do krytyki element pozytywny. Dlatego odbieramy je często jako osoby niezdecydowane. Z kolei mężczyźni tak przekazują informacje zwrotne, że pracownica wychodzi z gabinetu na „miękkich nogach”. Odkąd mi to uświadomiono, uważam, co i jak komu komunikuję. Nie chcę też, by moje polecenia były odbierane jak rozkazy — mówi Maciej Wydrychiewicz.
Panie są bardziej emocjonalne i większe znaczenie przykładają do atmosfery w pracy. Dla mężczyzny ważny jest komunikat przekazywany podwładnemu, a nie jego forma. Kobieta zacznie rozmowę z podwładnym od tego, co on zrobił dobrze. Mężczyzna podkreśli wady wykonania pracy.
Nie mów po męsku
Psychologowie zwracają uwagę, że kiedy kierowniczka mówi: „Czy mógłbyś przynieść mi raport za 10 minut?”, to nie pyta, czy ten czas mu odpowiada. Po prostu oczekuje raportu w tym czasie. Mężczyzna raczej powie: „Proszę o raport za 10 minut” lub „Za 10 minut proszę być u mnie z raportem”.
— Kobiety częściej używają formy prośby do wydawania poleceń. W ich rozumieniu nie zmienia to intencji i oczekiwań wobec zadania. Sądzą, że przekaz komunikacyjny jest taki sam, niezależnie od formy, więc wynik powinien być taki sam —wyjaśnia Beata Kołodziejska z Homo Creatore.
Ale odbiór tego przekazu przez pracowników może być inny.
— Łatwiej zlekceważyć prośbę niż polecenie. Wiem coś o tym, bo w pracy mam do czynienia głównie z mężczyznami. Dla nich to coś, co można negocjować lub przedyskutować, a nie po prostu przyjąć do realizacji. Kiedyś starałam się „mówić po męsku”, ale to niesie ze sobą ryzyko nazwania szefowej żandarmem w spódnicy — zdradza Grażyna Błażejewska z firmy Eurodomy.
Także i ona zdecydowała się na trening, pokazujący, jak się zachować w określonych sytuacjach, zależnie od tego, czy szefem jest kobieta czy mężczyzna.
Inaczej obie płci zachowują się również podczas negocjacji. Kobiety nie atakują, obstają przy swoim. Mężczyzna raczej stara się zbić argumenty drugiej strony.
— Kobieta, która podczas negocjacji poczuje się atakowana, może na znak protestu zamilknąć i wycofać się. Mężczyźni mogą to potraktować jako zgodę, choć najczęściej jest to przejaw dezaprobaty — mówi Beata Kołodziejska.
Przestrzega jednak kobiety przed przejmowaniem męskich form komunikowania się. Trzeba mieć ich świadomość i umiejętnie z nich korzystać, nie tracąc swojej kobiecej tożsamości. Radzi szukać złotego środka.