Sprzedaż aut na świecie może dalej spadać
Statystyki niemieckie zaniżają średnią europejską
Mimo wielu premier na dorocznych targach motoryzacyjnych w amerykańskim Detroit, nastroje w branży pozostają minorowe.
Pewne oznaki kryzysu branży motoryzacyjnej były widoczne w 2000 roku nie tylko w Polsce. Liczba nowych rejestracji zarówno w Europie Zachodniej, jak i na rynku amerykańskim spadła w porównaniu z rokiem 1999. W wypowiedziach na temat przyszłości brakuje opinii jednoznacznych, nie są to jednak wyłącznie czarne wizje.
Brak zgody
Z jednej strony odnotowano w 2000 roku niewielki wzrost łącznej sprzedaży na świecie, z drugiej zaś może niepokoić sytuacja na strategicznie ważnych rynkach europejskich i północnoamerykańskich. Trudne do analizy pozostają także różnice w sprzedaży nawet na zbliżonych geograficznie rynkach — np. około 25-proc. spadek w Argentynie przy 15-proc. wzroście sprzedaży aut w Brazylii. Najczęściej rozwiązanie zagadki kryje się w różnych rozwiązaniach natury podatkowej i prawnej. Wystarczy tylko przytoczyć przykład akcyzy.
Wśród obserwatorów rynku przeważają jednak opinie przewidujące spadek sprzedaży aut w 2001 roku. Różnice pojawiają się w sposobie interpretacji tego faktu. Część analityków mówi o przejściowym dołku cyklu koniunkturalnego, inni zaś przestrzegają, że główne rynki zbytu powoli ulegają nasyceniu. Nie bez znaczenia są tu na pewno drastyczne podwyżki cen paliwa, które zwiększają ogólny koszt utrzymania samochodu. Wsłuchując się w ten informacyjny szum, łatwo dojść do wniosku, że prognozowanie rozwoju rynku motoryzacyjnego przypomina wróżenie z fusów.
Wstrząs w Eurolandzie
Po alarmistycznych wieściach płynących zza oceanu (ostatni kwartał 2000 roku był naprawdę kiepski), również dane dotyczące sprzedaży na rynkach Europy Zachodniej nie napawają optymizmem. Według najświeższych danych Stowarzyszenia Europejskich Producentów Samochodów (ACEA), w 2000 roku Europejczycy kupili 14,74 mln nowych aut. Liczba ta — chociaż stosunkowo wysoka — oznacza jednak 2,2-proc. spadek w porównaniu z rokiem 1999.
— To wciąż bardzo dobry rezultat — komentują analitycy z ACEA w swoim raporcie.
Dla porównania — szacunkowa sprzedaż nowych aut w USA sięgnęła w zeszłym roku 17,6 mln sztuk (około 3 proc. mniej niż w 1999 roku), a w Polsce — blisko 450 tys. sztuk (spadek o 25 proc.). Na gorsze wyniki europejskich producentów najsilniej wpłynął 11-proc. spadek sprzedaży na rynku niemieckim. W 2000 roku Niemcy kupili o ponad 420 tys. nowych samochodów mniej niż rok wcześniej. Według specjalistów, zawiniła tu głównie nadpodaż samochodów używanych. Na tym tle nadspodziewanie dobrze wypadła Irlandia — na Zielonej Wyspie sprzedano 230 tys. aut, czyli aż o 32,4 proc. więcej niż przed rokiem.
Prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego w strefie euro są jednak raczej pomyślne — eksperci szacują, że sięgnie on pułapu 3 proc. Trudno się więc doszukiwać fundamentalnych przesłanek dla dalszego spadku sprzedaży. Nie można jednak wykluczyć, że niekorzystne trendy utrzymają się — przynajmniej w pierwszym kwartale 2001 roku.
Za to z planów producentów można wyciągnąć diametralnie odmienne wnioski. Prognozy francuskiego Peugeota mówią, że europejski rynek powróci do rekordowego poziomu sprzedaży z roku 1999. Producent liczy także na wzrost produkcji własnej i zamierza sprzedać w tym roku około 3 mln aut.
American dream
Rynek motoryzacyjny w USA był w minionym roku sceną dość spektakularnych wydarzeń. Kłopoty finansowe Chryslera czy też sprawa wycofywania z rynku opon Firestone zamontowanych w autach Ford Explorer to tylko przykłady problemów amerykańskich producentów. Szacuje się, że sprzedaż krajowych samochodów osobowych w USA spadła w 2000 roku o 3 proc.
— Zwolniło się tempo konsolidacji branży, gdyż nie zostało już zbyt wiele możliwości dalszych fuzji. Sprzedaż w 2000 roku wyniosła około 17,6 mln sztuk samochodów, jednak w przyszłym roku może nastąpić nawet znaczny jej spadek — uważa Paul Taylor, główny ekonomista w NADA, organizacji zrzeszającej amerykańskich dealerów samochodowych.
Niepewne osobowe
Przesłanką dla tego stwierdzenia jest zwłaszcza spadek sprzedaży wielkiej trójki — czyli koncernów Forda, GM i Chryslera. Coraz częściej w motoryzacyjnym światku powtarzane są plotki o opuszczeniu przez wspomniane firmy amerykańskiego rynku. Za taką ewentualnością przemawia fakt zamykania kolejnych fabryk. Z drugiej strony słyszymy też informacje o rozbudowie istniejących zakładów. I tak DC chce zainwestować 500 mln USD (około 2,1 mld zł) w rozbudowę swojej fabryki w Tuscaloosa w Stanach Zjednoczonych, gdzie produkowany będzie głównie Mercedes klasy M. Dzięki tej inwestycji koncern będzie mógł zwiększyć produkcję tego modelu z 80 tys. do około 160 tys. sztuk samochodów rocznie.
Amerykanie podkreślają, że największa niepewność dotyczy rynku samochodów osobowych. Auta dostawcze i ciężarówki trzymają się bowiem całkiem nieźle. Jednak rozwój tego segmentu rynku wymierzany jest przede wszystkim przez puls gospodarczej koniunktury.
Krzysztof Maciejewski
k [email protected] tel. (22) 611-62-36