Sprzedaż notebooków nie przekracza 100 tys. sztuk

Kamil Kosiński
opublikowano: 2002-04-10 00:00

W roku 2001 ceny najtańszych note- booków spadły poniżej 3 tys. zł netto. Mimo to maszyny te ciągle kupują głównie duże firmy. Odbiorcy z sektora małych i średnich firm nie mają ku temu poważnej motywacji. Z reguły bowiem ich pracownicy nie są tak mobilni, aby potrzebowali notebooka, a komputery stacjonarne o podobnych parametrach nadal są znacznie tańsze.

Według wstępnych szacunków firmy badawczej International Data Corporation (IDC), w 2001 r. sprzedano w Polsce około 95 tys. notebooków. Jest to o 21 proc. więcej niż w roku 2000. Tradycyjnie już liderem rynku pozostała Toshiba, reprezentowana w Polsce przez Techmex. Jej udział w rynku spadł jednak z prawie 40 do niewiele ponad 36 proc. Wyraźnie zmniejsza się też jej przewaga nad bezpośrednimi konkurentami. O ile w 1999 r. lokowała na rynku blisko cztery razy więcej komputerów przenośnych niż drugi w tym rankingu dostawca, o tyle w 2000 r. było to już tylko trzy razy więcej, a w 2001 r., niespełna dwa i pół razy więcej. Zmienił się przy tym główny konkurent Toshiby.

O ile w latach 1999-2000 o drugie miejsce pod względem sprzedaży komputerów przenośnych rywalizowały Dell i Compaq, z tym że rzutem na taśmę wygrywał Dell, o tyle w roku 2001 drugie miejsce zdecydowanie przejął Compaq. Odnotowując 51-procentowy wzrost sprzedaży, polski oddział tej firmy ulokował na rynku 14,5 tys. komputerów przenośnych. To dwa razy więcej od Della, któremu sprzedaż notebooków spadła w stosunku do roku 2000 o jedną czwartą, co było zresztą najgorszym wynikiem w branży. Ujemną dynamikę sprzedaży zanotował jeszcze IBM, który w roku 2001 ulokował na rynku o blisko 20 proc. notebooków mniej niż w roku 2000. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazała się za to oferta Hewlett-Packard. W 2001 r. koncern sprzedał w Polsce blisko cztery razy więcej przenośnych pecetów niż w roku 2000 i tym samym przesunął się z 7-8 na 4 pozycję w rankingu dostawców tego typu sprzętu.

W 1999 r. marże na notebooki spadły z 20- -25 do 13-14 proc. Niektóre modele oferowano zaś z marżami poniżej 10 proc. Doprowadziło to do spadku cen najtańszych modeli poniżej symbolicznej granicy 5 tys. zł netto. W roku 2000 padła kolejna granica. Poniżej 5 tys. zł netto spadły ceny modeli z aktywnymi matrycami. Nowe maszyny z pasywnymi matrycami oferowano zaś użytkownikom końcowym już poniżej 4 tys. zł netto. Najniższa cena, jaką trzeba było zapłacić za komputer przenośny, wyniosła przy tym 3,6 tys. zł netto. Znamienny jest przy tym przykład Compaqa N100. W maju 2000 r. jego wersję z pasywną matrycą sprzedawano w cenie 5,5 tys. zł netto. Pod koniec roku spadła ona do 3999 zł.

Rok 2001 nie różnił się pod tym względem od lat ubiegłych. Komputery przenośne nadal taniały. W kwietniu-maju 2001 r. HP Omni-book XE3 kosztował 9460 zł netto. Obecnie ten sam komputer, tyle że z dyskiem twardym o pojemności 10, a nie 20 GB, kosztuje 5599 zł netto, czyli 3,8 tys. zł mniej. Na początku 2002 r. ceny najtańszych modeli spadły zresztą poniżej 3 tys. zł netto. Oferty tego typu są jednak naprawdę rzadkie. Zazwyczaj prostsze modele kosztują około 3,3 tys. zł netto, czyli 3999 zł brutto. W obniżaniu cen przodują przedstawiciele mało znanych krajowych i dalekowschodnich marek, ale tego typu praktyki nie są obce i potentatom rynku. Od maja do sierpnia 2001 r. Techmex sprzedawał jeden z modeli Toshiby poniżej 4 tys. zł brutto. Przedstawiciele branży twierdzą jednak, że na dalsze obniżki cen nie ma co liczyć. Drożeją bowiem pamięci i wyświetlacze ciekłokrystaliczne wykorzystywane w komputerach przenośnych.

— Na dalsze obniżki cen nie ma już raczej co liczyć. Za te same pieniądze otrzymuje się jednak coraz lepsze maszyny. W 2001 r. zniknął podział na komputery z pasywnymi i aktywnymi matrycami. Ceny tych ostatnich spadły bowiem do tego stopnia, że producenci komputerów przestali zamawiać matryce pasywne. Obecnie znikają z rynku maszyny z napędami CD. Wypiera je DVD, a w niektórych modelach stosuje się nawet nagrywarki DVD — zauważa Dominik Sumowski, product manager odpowiedzialny za notebooki w polskim oddziale Compaq Computer.

Mimo znacznego spadku cen, notebooki ciągle kupują głównie firmy zatrudniające ponad 100 osób. Zamówienia od największych z nich mogą przy tym znacząco wpływać na pozycję poszczególnych producentów. Dell utraciłby drugie miejsce na rzecz Compaqa już w 2000 r., gdyby nie realizacja kontraktu na dostawę kilku tysięcy komputerów dla agentów Nationale-Nederlanden. Podobne umowy pomogły zapewne w tym roku Compaqowi i HP. Dostawcy sprzętu nie chcą się wypowiadać na temat takich kontraktów, jednak wedle informacji krążących po rynku, Compaq podpisał umowę na dostawę 1,2-2 tys. notebooków do Commercial Union, a HP zobowiązał się dostarczyć 2 tys. komputerów przenośnych do TP SA. Zazwyczaj jednak nawet duże przedsiębiorstwa kupują jednorazowo kilkanaście do kilkudziesięciu sztuk przenośnych pecetów. Kontrakt na 100-200 maszyn jest już pokaźną zdobyczą.

O tym, że większe ilości komputerów przenośnych trafiają do użytkowników indywidualnych, przekonany jest tylko jeden przedstawiciel branży — Compaq.

— Rok 2001 podzieliłbym na dwie części. W pierwszej dominowały zakupy dokonywane przez firmy zatrudniające nawet nie 100, ale 500 i więcej osób. W drugiej części wyraźnie ożywił się jednak rynek użytkowników indywidualnych. Wolne zawody i firmy zaliczane do grup SOHO i SMB generowały wtedy 65-70 proc. sprzedaży ilościowej — twierdzi Dominik Sumowski.

Inni znaczący dostawcy notebooków, nawet w ujęciu ilościowym nie uważają jednak klientów indywidualnych za dużą grupę nabywców tego typu sprzętu.

— Sytuacja z lat ubiegłych nie uległa zmianie. Notebooki kupują głównie duże firmy. Pewne wzrosty odnotowuje się w sprzedaży do tzw. średniego biznesu. Odbiorcy z sektora małych firm nie mają zaś uzasadnienia ekonomicznego dla zakupu notebooka. Z reguły bowiem nie są tak mobilni, aby potrzebować notebooka, a komputer stacjonarny o podobnych parametrach jest po prostu tańszy — zaznacza Roman Durka, dyrektor generalny Dell Computer Poland.

— Jeżeli chodzi o klientów indywidualnych to nie przesadzałbym z optymizmem. Notebook jest jednak zdecydowanie droższy od komputera stacjonarnego o podobnych parametrach. Nawet w sieciach marketów, komputerów przenośnych nie kupują raczej typowi klienci indywidualni, a pracownicy dużych firm, którym przydzielono określony budżet oraz wytyczne dotyczące marki i kazano zaopatrzyć się w notebooka. Przyznaję jednak, że notebookami zainteresowały się mocniej firmy zatrudniające mniej niż 100 osób. Najbardziej obiecującą grupą klientów są obecnie przedsiębiorstwa zatrudniające 20-50 osób. Tyle tylko, że tak naprawdę są to po prostu duże korporacje, które w Polsce nie mają zbyt rozbudowanych struktur — tłumaczy Andrzej Kuźniak, dyrektor działu zarządzania produktami w spółce Techmex, będącej dystrybutorem Toshiby.

O tym, że notebooki nie trafiają w Polsce do klientów z sektora SOHO mocno przekonany jest też Hewlett-Packard, czyli firma, która odnotowała w 2001 r. największą dynamikę sprzedaży komputerów przenośnych.

— W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych i niektórych krajów Europy Zachodniej, HP w Polsce w ogóle nie działa na rynku komputerów dla domu. Dla tego segmentu mamy specjalną linię notebooków o nazwie Pavilion. Komputery tej serii nie są jednak w Polsce dostępne — podkreśla Dominika Krzyżanowska z Hewlett-Packard Polska.