Po wtorkowym rajdzie i trzyletnim maksimum indeksów, środowa sesja w USA przyniosła realizację zysków. Do sprzedaży zachęciły dane z rynku paliw i nieruchomości.
Departament Energii poinformował, że zapasy destylatów spadły o 800 tys. baryłek. W takim samym stopniu zmniejszyły się zapasy ropy. Spadek rezerw zaowocował wzrostem cen surowca. Za kontrakt na baryłkę ropy z dostawą w lutym trzeba było zapłacić powyżej 43,7 USD. Impulsem do wzrostu okazał się także zamach terrorystyczny w Arabii Saudyjskiej. Podaż zdominowała rynek nieruchomości w USA. Sprzedaż domów na rynku wtórnym wyniosła 6,94 mln i była największa od listopada 2003 r. W średniej Dow Jones słabo wypadł Boeing. Kurs drugiego na świecie producenta samolotów zniżkował ponad 2 proc. po informacji, że chińskie władze zablokowały zakupy nowych samolotów w 2005 r. Jednym z niewielu blue chipów, jakie nie poddały się korekcie, był potentat rynku farmaceutycznego Pfizer. Skala zwyżki przekraczała 1 proc. Podobnie rosła na Nasdaq wycena konkurencyjnego Genzyme. Na tle spadającego rynku dobrze zaprezentowały się też papiery General Motors.
Największe europejskie parkiety zamknęły dzień na plusie (oprócz rynku niemieckiego). Przebieg notowań nie był jednak optymistyczny, a indeksy wyszły nad kreskę dopiero na finiszu. Do gry, po dwudniowej labie powróciła wreszcie londyńska giełda. Korektę spadkową kontynuowały papiery spółek z branży turystycznej i ubezpieczeniowej. Taniały m.in. walory francuskiego Club Med, największego europejskiego operatora kurortów, oraz niemieckiego TUI, największego biura podróży. Inwestorzy pozbywali się też akcji firm ubezpieczeniowych, choć specjaliści zapewniają, iż nie są one narażone na wielkie straty po azjatyckim kataklizmie.