SSE PRZYCIĄGAJĄ ZACHODNI KAPITAŁ
Po wiosennym kryzysie pierwsze firmy zawitały do strefy w Żarnowcu
Specjalne strefy ekonomiczne zaczęły powoli wracać do łask inwestorów. Po czerwcowych zawirowaniach związanych z planowanym zniesieniem ulg inwestycyjnych okazało się, że wielu krajowych i zagranicznych producentów chce jednak zaryzykować i zostawić w strefach swoje pieniądze.
Inwestorzy nie wystraszyli się groźby likwidacji przywilejów w specjalnych strefach ekonomicznych. Po letnim kryzysie zarządy piętnastu stref już zauważyły niewielki wzrost zainteresowania inwestycjami w uprzywilejowanych regionach.
Gość długo oczekiwany
Pierwszych czterech inwestorów udało się wreszcie zwerbować do strefy w Żarnowcu. Dwie nowe firmy chcą wybudować fabryki w rejonie Tczewa.
— Inwestorzy, którzy dostali zezwolenie na inwestowanie w Tczewie i Żarnowcu, prowadzili z nami zaawansowane negocjacje już kilka miesięcy wcześniej. Wierzą, że gwarancje utrzymania przywilejów po 2001 roku zostaną utrzymane — tłumaczy Witold Wacławik-Narbutt, dyrektor marketingu SSE Żarnowiec-Tczew.
W Żarnowcu trwają negocjacje z dziesięcioma inwestorami, którzy łącznie deklarują zainwestowanie w tej strefie 66 mln euro (288,4 mln zł).
Za kilka dni zezwolenia na inwestycje dostaną dwie firmy starające się o wejście do Warmińsko-Mazurskiej SSE.
— Tylko w ciągu ostatniego tygodnia zgłosiło się do nas pięć zainteresowanych firm. Widocznie inwestorzy uznali, że warto wykorzystać okazję — cieszy się Janusz Strasiński, nowy prezes Warmińsko-Mazurskiej SSE.
Zarząd legnickiej strefy oczekuje, że za trzy tygodnie uda się zakończyć rozmowy z czterema nowymi przedsiębiorcami.
— Inwestorzy zmobilizowali się, bo zostało im mało czasu na uruchomienie swoich projektów — mówi Ryszarda Jagodzińska z działu marketingu w Legnickiej specjalnej strefie.
U innych nie uregulowana sytuacja wzbudziła skrajnie różne reakcje. Pewien niemiecki inwestor wprost oświadczył, że rezygnuje z budowy fabryki w jednej ze stref, ponieważ znudził się czekaniem na pisemne gwarancje rządu, dotyczące utrzymania przywilejów po wejściu Polski do UE.
Ustawa w poczekalni
Przedstawiciele stref równie niecierpliwie jak inwestorzy czekają na nowelizację ustawy o SSE, która zagwarantuje utrzymanie ulg.
— Dopuszczenie inwestora do strefy trwa długo. Może się okazać, że do końca 2001 roku nie uda się w pełni zagospodarować obszarów stref — martwi się Marek Indyk, dyrektor strefy tarnobrzeskiej.
Lepsze dni
Od sierpnia pozwolenie na inwestycje w siedmiu obszarach objętych preferencjami podatkowymi dostało około 20 inwestorów. W sumie w 15 SSE działa ponad 220 przedsiębiorstw, które korzystają z przywilejów. Zarządy SSE liczą, że w ciągu dwóch miesięcy uda się podpisać kilkanaście nowych zezwoleń. Kulminacyjnym punktem w wielu negocjacjach z inwestorami będzie listopad — pozwolenie na inwestycje dostaną inwestorzy w regionie wałbrzyskim, słupskim, legnickim i starachowickim. Jeszcze w październiku dwóch inwestorów zyska Kamiennogórska SSE. Do końca roku będzie ich 6 lub 8. Pięć firm przybędzie również do strefy kostrzyńsko — słubickiej.
Wskazany pośpiech
Zaczynają się więc sprawdzać wcześniejsze prognozy zarządów SSE. Już wcześniej przewidywały one, że groźba likwidacji stref zwiększy zainteresowanie i liczbę potencjalnych inwestorów w SSE.
Firmy muszą się śpieszyć, bo jak podkreśla Janusz Steinhoff, minister gospodarki, spółki mogą jedynie do końca przyszłego roku korzystać z ulg. W 2001 roku przywileje utrzymają jedynie obszary o najwyższej stopie bezrobocia, a w roku kolejnym w SSE zainwestują tylko te firmy, które otrzymają specjalne zezwolenie resortów gospodarki i finansów. Przedstawiciele SSE są przekonani, że ze względu na zagrożenie bezrobociem to właśnie ich regiony zachowają prawo wydawania zezwoleń po 2000 roku.