SSE: szansa na postęp w negocjacjach z UE
Komisja Europejska otrzyma analizy dotyczące inwestycji w polskich strefach
Za kilkanaście dni polscy negocjatorzy prześlą Brukseli dokumenty z analizą inwestycji w specjalnych strefach ekonomicznych. Spodziewają się, że umożliwi to postęp w rozmowach z Unią w obszarze: polityka konkurencji.
Jest szansa, że ruszą negocjacje z Brukselą w dziedzinie konkurencji, które ponad rok temu utknęły w martwym punkcie. Za kilkanaście dni Polska prześle do Brukseli analizy dotyczące inwestycji w specjalnych strefach ekonomicznych.
Światełko w tunelu
Najważniejszym problemem wstrzymującym rozmowy jest kwestia pomocy publicznej udzielonej przez Polskę przedsiębiorcom na terenie specjalnych stref ekonomicznych. Sprawa dotyczy inwestorów, którzy podpisali umowy jeszcze przed nowelizacją ustawy o SSE. Chroniąc tzw. prawa nabyte tych inwestorów Polska wystąpiła o okres przejściowy, który miałby trwać do 2017 r. Bruksela uważa, że już sama ustawa powołująca do życia SSE naruszyła zobowiązania Polski wynikające z umowy stowarzyszeniowej z UE. Dlatego też starając się o przyznanie okresu przejściowego Polska znowelizowała ustawę, wprowadzając nowe zasady korzystania z ulg podatkowych. Liczyła, że złagodzi to stanowisko Brukseli.
— KE chciała mieć pewność, że liczba przyznawanych koncesji nie będzie się powiększała. Nowa ustawa o strefach reguluje ten problem. Idziemy więc we właściwym kierunku — uważa Jarosław Pietras, podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej.
Jednak jakikolwiek postęp w negocjacjach jest wciąż niemożliwy. Polska nie przekazała KE dokumentów zawierających informacje na temat skali udzielonych zezwoleń, sprawozdań finansowych oraz wielkości produkcji podmiotów, które ulokowały się w strefach jeszcze na starych zasadach.
— To uniemożliwiło Brukseli oszacowanie skutków przyjęcia postulowanego przez Polskę okresu przejściowego — twierdzi Elżbieta Modzelewska-Wąchal, wiceprezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Trudny wybór
Trudno dziś przewidzieć, jaką decyzję podejmie KE. W grę wchodzi kilka możliwości. KE może nadal naciskać na polski rząd, aby wycofał się z ulg przyznanych inwestorom w SSE lub też skrócił okres ich obowiązywania. W obu przypadkach, zgodnie ze starą rzymską zasadą mówiącą o tym, że prawo nie działa wstecz, państwo musiałoby zrekompensować przedsiębiorcom poniesione straty.
— Kosztowałoby to budżet około 8 mld zł. Ponadto Polska mogłaby stracić wiarygodność na arenie międzynarodowej — mówi Mariusz Błędowski, dyrektor Mieleckiej SSE.
Jego zdaniem, polscy negocjatorzy muszą udowodnić, że obowiązująca od 1 stycznia ustawa o dopuszczalności pomocy państwa jest stosowana zgodnie z unijnymi zasadami.
— Tymczasem wypłacenie inwestorom odszkodowania z budżetu byłoby ewidentną formą pomocy publicznej, a więc stałoby w sprzeczności z prawem — podkreśla Mariusz Błędowski.
Przedstawiciele „piętnastki” nie ukrywają, że są skłonni przymknąć oko na niezgodność takiego rozwiązania z prawem europejskim, jeżeli zdecydujemy się na to przed przystąpieniem do UE.
Różne reakcje
Scenariusz reakcji inwestorów w przypadku cofnięcia ulg jest znany.
— Zmiana ustawy o podatku nieruchomości spowodowała lawinę protestów, również na szczeblu dyplomatycznym. Gdyby zdecydowano się na cofnięcie ulg, wojna rządu z inwestorami będzie niemal pewna — mówi Mariusz Błędowski.
Zdaniem Piotra Wojaczka, prezesa Katowickiej SSE, trudno oszacować wysokość zysku z tytułu posiadanego przywileju tak, by móc go ewentualnie zrównoważyć. Poza tym płacenie odszkodowania byłoby posunięciem najmniej rozsądnym, szczególnie w przypadku firm, które są potentatami na europejskim rynku.
Mariusz Błędowski uważa jednak, że część firm, szczególnie z branży motoryzacyjnej, w sytuacji spadającej koniunktury, może być zainteresowana otrzymaniem odszkodowania.