Stalexport, katowicki dystrybutor wyrobów stalowych, próbuje dorównać giełdowym gigantom. Podczas dwóch ostatnich sesji spółka przewodziła notowaniom GPW przy rekordowych obrotach. Tylko wczoraj właściciela zmieniło aż 6,1 mln akcji. Przy wzroście ceny o 5,7 proc. wartość handlu podsumowano na 47,98 mln zł. W tym roku na walorach spółki można było zarobić ponad 110 proc.
Popyt na akcje śląskiego przedsiębiorstwa to efekt dwóch czynników. Pierwszy to sytuacja na rynku stali. Wzrost cen tego surowca (o ponad 100 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy) automatycznie przekłada się na wyniki Stalexportu, głównie na marże. Inwestorzy starają się wyprzedzić publikację danych kwartalnych kupując duże pakiety akcji. Drugi to ogólna poprawa standingu spółki, która jeszcze niedawno stała na krawędzi bankructwa (w 2003 r. grupa kapitałowa zarobiła netto 94,5 mln zł wobec blisko 262 mln straty rok wcześniej). Układ z wierzycielami, realizowany do 2008 r., przewiduje spłatę jeszcze około 250 mln zł, z tego na rok bieżący przypada 80 mln zł.
Zdolność do realizacji zobowiązań to tylko jedna strona medalu. Z uwagi na ogromne kwoty wypływające z firmy w związku z obsługą zadłużenia, brakuje jej ewidentnie kapitału obrotowego. Ogranicza to spółce pole manewru, która mimo sprzyjającej koniunktury nie jest w stanie znacząco zwiększyć wielkości przychodów.
Coraz głośniej rozważa się więc ewentualne podwyższeniu kapitału spółki, w drodze publicznej emisji akcji. O ile jeszcze kilka miesięcy temu istniało ryzyko braku jakichkolwiek chętnych na akcje Stalexportu, to obecnie można już się nawet zastanawiać, jaka byłaby skala redukcji zleceń.
Zastanawiające jest to, że chociaż na poszczególnych sesjach właściciela zmieniają akcje stanowiące nawet 3-5 proc. kapitału, żaden z inwestorów nie informuje o przekroczeniu określonych w ustawie progów zaangażowania. Wartość obrotów sugeruje przy tym jednoznacznie, że akcje kupują duzi inwestorzy instytucjonalni. Wśród nich największym pakietem głosów (16,72 proc.) dysponuje NFOŚiGW.