Huta — to jedno z pierwszych skojarzeń, jakie nasuwają się na hasło Stalowa Wola. Historia zakładu sięga czasów przedwojennych, kiedy działał jeszcze jako Zakłady Południowe i to wokół niego rozwijało się miasto. Był jednym z obiektów Centralnego Okręgu Przemysłowego (COP), którego powstanie zainicjował w 1937 r. Eugeniusz Kwiatkowski. Huta wpisała się na dobre w gospodarczy krajobraz miasta.

— W 80-lecie COP-u chcemy dalej rozwijać tę ideę, ale już w obecnych warunkach — mówi Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, jeden z najmłodszych włodarzy wybranych w ostatnich wyborach samorządowych.
Przywracanie terenu miastu
Pierwszego dnia marca 2017 r. oficjalnie otwarto zamknięte od lat bramy starej Huty Stalowa Wola. Miasto przejęło jej tereny wraz z zabytkową siedzibą Dyrekcji Naczelnej Zakładów Południowych za niecałe 5,5 mln zł, z czego ten budynek był najdroższy — kosztował 5 mln zł.
— Około 50 firm działających na ogrodzonych terenach dawnej huty musiało płacić spółce za wjazd na jej teren. Dotyczyło to zarówno pracowników, jak i gości odwiedzających przedsiębiorstwa. W obecnych czasach trudno tolerować taką sytuację, dlatego chcieliśmy otworzyć te tereny dla firm i odciążyć je z tych opłat. Zwłaszcza że tylko część spółek działających na tym terenie wpłaca rocznie do budżetu gminy 17 mln zł z tytułu podatku od nieruchomości — wyjaśnia Lucjusz Nadbereżny.
Innym argumentem za przejęciem i otwarciem pohutniczego terenu było zainteresowanie nim potencjalnych inwestorów. Prezydent podkreśla, że dzięki otwarciu bram właściciela znalazł chociażby Zakład Mechaniczny M2, zadaszona hala o powierzchni 25 tys. mkw., która od dawna stała pusta. Lucjusz Nadbereżny liczy, że pomoże to także znaleźć chętnych na zakłady, którymi teraz zarządza syndyk lub są w stanie upadłości. W internecie można jednak znaleźć opinie przeciwników wykupienia przez miasto terenów huty. Często podnosi się argument, że utrzymanie terenu obciąży miejską kasę.
— Na razie wydaliśmy około 30 tys. zł na poprawę jakości dróg na tym obszarze. Chodziło głównie o załatanie dziur. Nie sądzę jednak, aby około 3,5 km ulic, które znajdują się na terenie starej huty, były dużym obciążeniem dla budżetu miasta — odpiera zarzut Lucjusz Nadbereżny. Podkreśla, że budynek dyrekcji również nie wymaga dużych nakładów — trzeba w nim jedynie odpowiednio przygotować wnętrza.
Pobudzanie przedsiębiorczości
Z prawie wszystkich bram zniknął już napis „Huta Stalowa Wola”. Pojawił się nowy: „Stalowowolska Strefa Gospodarcza”.
Teren ten ma być bowiem wpisany w plan rozwoju gospodarczego miasta. Wokół znajdują się zresztą działki podstrefy Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Euro-Park Wisłosan. Na razie samorząd planuje, że na poprzemysłowym terenie powstaną oświetlona droga, ścieżki rowerowe i chodniki. Koszty oszacowano na 13 mln zł. Miasto chce uzyskać na te inwestycje 10 mln zł unijnego dofinansowania i złożyło już wniosek do podkarpackiego urzędu marszałkowskiego. W sumie jednak Stalowa Wola planuje wydać 50 mln zł na skomunikowanie terenów strefy ekonomicznej i pohutniczych. Lucjusz Nadbereżny zaprezentuje dzisiaj swój program rozwoju gospodarczego Stalowej Woli. Jednym z jego elementów jest pobudzenie przedsiębiorczości w mieście. Stalowowolski Inkubator Technologiczny już współpracuje przy wsparciu start-upów z Kieleckim Parkiem Technologicznym w ramach platformy TechnoparkBiznesHub. Prezydent chce m.in. wprowadzić ulgi dla nowych firm, a nawet zwolnienia, np. z podatku od nieruchomości, dla spółek opracowujących innowacyjne rozwiązania. W przejętym budynku dyrekcji mają powstać biura dla rozpoczynających działalność przedsiębiorstw. Innowacyjne start-upy będą mogły być też zwolnione z opłat za wynajęcie biur. — Liczymy na to, że dzięki tym działaniom i zachętom uda się zwiększyć nie tylko miejskie dochody z tytułu podatków od nieruchomości i PIT — zaznacza prezydent Stalowej Woli.