Stalowe cła nie ograniczą importu

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2002-08-26 00:00

Tymczasowe środki ochrony stalowego rynku wprowadzone przez resort gospodarki nie zablokują przywozu produktów z zagranicy. Wprost przeciwnie — na rynku może pojawić się więcej zagranicznej stali.

Po wprowadzeniu przez Ministerstwo Gospodarki (MG) środków ochrony rynku stalowego odbiorcy produktów branży podnieśli larum, twierdząc, że cła i kontyngenty spowodują wzrost cen i doprowadzą ich do bankructwa.

— Wprowadzenie tymczasowych środków ochrony rynku to nieporozumienie. Nie pomoże producentom, spowoduje natomiast wzrost cen i może negatywnie wpłynąć na odbiorców importowanych wyrobów — mówi Jan Halaś, członek zarządu Polaru.

Ma jednak nadzieję, że przyznane kontyngenty i poczynione przez importerów zapasy pomogą przetrwać okres tymczasowej ochrony hutnictwa.

Przedstawiciele szwedzkiej firmy Lindab (producent pokryć dachowych i orynnowania stalowego z blach importowanych) nie ukrywają, że po wprowadzeniu środków ochrony rynku dalsze funkcjonowanie firmy stoi pod znakiem zapytania.

Podobne obawy ma Wojciech Rybka, dyrektor Drozapol-Profil z Bydgoszczy (zajmuje się handlem i przerobem produktów hutniczych). Firma ma około 90 odbiorców i wspólnie z nimi zatrudnia około 10 tys. osób, a wraz z kooperantami nawet 17 tys.

— Jeśli wziąć pod uwagę, że firm podobnych lub większych jest w Polsce przynajmniej kilkanaście, mamy kilkusettysięczny rynek pracy zagrożony likwidacją firm, a zatem i miejsc pracy — twierdzi dyrektor Rybka.

Resort gospodarki odpiera zarzuty.

— Spodziewamy się wzrostu cen. Nie można jednak mówić, że zablokujemy import wyrobów stalowych. Wprowadziliśmy bardzo wysoki kontyngent, liczony jako średnia importu z trzech ostatnich lat plus 10-30 proc. To oznacza, że wielkość importu będzie zbliżona do poziomu z 2001 r. — mówi Wiesław Karsz, dyrektor Departamentu Postępowań Ochronnych w Ministerstwie Gospodarki.

Gros importerów, spodziewając się wprowadzenia ceł i kontyngentów, zwiększyła zapasy. Jeśli importerzy rzucą na rynek wyroby z magazynów oraz produkty sprowadzone w ramach kontyngentu, może nawet okazać się, że podaż importowanej stali nie tylko nie spadnie, lecz wzrośnie.

Podobne cła i kontyngenty wprowadziła wiosną Unia Europejska i żaden z krajowych eksporterów nie został wyeliminowany z rynku „piętnastki”. Jarosław Zwoliński, rzecznik prasowy Huty Katowice, informuje, że wprowadzenie środków ochrony rynku unijnego nie spowodowało ograniczenia eksportu spółki do UE. Andrzej Dreksler, dyrektor handlowy Huty Częstochowa, również twierdzi, że na zagraniczną sprzedaż firmy nie mają wpływu działania ochronne UE.

Po co w takim razie zostały wprowadzone środki ochrony stalowego rynku — skoro nie ograniczą importu i nie pozwolą na odzyskanie lokalnego rynku producentom.

— Huty prowadzą proces restrukturyzacji. Można także przypuszczać, że na polskim rynku mamy do czynienia z nadmiernym importem czy też groźbą wystąpienia tego zjawiska. Wprowadziliśmy środki ochrony, które będą obowiązywały przez 200 dni. Przez ten czas resort gospodarki będzie analizował scenariusze wprowadzenia ostatecznego środka ochrony rynku — dodaje Wiesław Karsz.

Import stanowi około 50 proc. krajowej konsumpcji hutniczych produktów. Jeśli resort uzna, że huty cierpią z powodu nadmiernego importu, za pół roku nie będzie już tak wysokich kontyngentów, a importerzy będą musieli przez cztery lata płacić wysokie cła. Wiesław Karsz zapewnia, że wyroby nie produkowane w Polsce zostaną zwolnione z opłat. Resort ma jednak twardy orzech do zgryzienia — musi podjąć decyzję, czy czteroletnimi cłami objąć wyroby produkowane co prawda w Polsce, ale o znacznie niższej jakości niż importowane.

— Będziemy starali się chronić producentów, ale mam nadzieję, że nie kosztem odbiorców, na przykład z branż motoryzacyjnej czy AGD — mówi dyrektor Karsz.

Jeśli za pół roku resort nie znajdzie złotego środka i wprowadzi cła na blachy do produkcji pralek czy lodówek, może zaszkodzić Amice czy Polarowi, jeśli nie wprowadzi — ochroną rynku nie będzie objęta Huta Sendzimira.

— Nie wyobrażam sobie w przededniu wejścia do UE wprowadzenia ceł zaporowych na cztery lata. Zaopatrujemy się za granicą, ponieważ wyroby produkowane w Polsce są słabsze jakościowo. Właśnie pracujemy nad planem finansowym. Wprowadzenie ostatecznych środków ochrony spowoduje konieczność uwzględnienia wzrostu kosztów. Chroniąc niereformowalny przemysł zniszczymy spółki, produkujące wysokoprzetworzone wyroby — twierdzi Jan Halaś.

Okiem eksperta

Hojne kontyngenty

Wielu importerów ma zapasy na 100 dni. Dopiero po tym okresie producenci mają szansę zacząć odzyskiwać rynek. Przyznane kontyngenty są jednak bardzo hojne — znacznie większe niż proponowała we wniosku Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa. Odbiorcy nie powinni więc obawiać się, że sprowadzanie produktów stalowych z zagranicy zostanie zablokowane.

Romuald Talarek prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej