W każdym ustroju logika polityków zderza się z jej definicją klasyczną, której opoką jest poprawne rozumowanie i uzasadnianie twierdzeń. Prezydent w rozporządzeniu o stanie wyjątkowym podał taką ogólnikową argumentację: „W związku ze szczególnym zagrożeniem bezpieczeństwa obywateli oraz porządku publicznego, związanym z obecną sytuacją na granicy państwowej Rzeczypospolitej Polskiej z Republiką Białorusi”. Rozbiór logiczny – ale klasyczny, nieskażony politycznie – obu rozporządzeń z 2 września (po prezydenckim swoje doprecyzowujące wydała Rada Ministrów) potwierdza dokonanie przez władców nadużycia. Ani jedno zdanie obu rozporządzeń nie zwiększyło skuteczności zwykłych przepisów, czyli ustaw z 1990 r. o ochronie granicy państwowej oraz o Straży Granicznej (SG), ustaw wojskowych, przepisów wykonawczych etc.
Wszystko, co dla ochrony państwa od zewnątrz ma sens, już dawno zostało uregulowane. Na przykład stawianie ogólnie akceptowalnego społecznie 2,5-metrowego płotu to ustawowa „budowa urządzeń służących ochronie”, którą zresztą SG może „zlecać innym podmiotom”, czyli m.in. wojsku. Również tak nagłaśniane przez rządową propagandę udaremnianie przez SG nielegalnego przekraczania granicy w weekend już po wprowadzeniu stanu wyjątkowego nie ma jakiegokolwiek związku z jego restrykcjami, opiera się na przepisach stałych. Tak naprawdę jedyną rzeczywistą zmianą sytuacji prawnej w przygranicznym pasku stało się wprowadzenie przez MSWiA, w ślad za rozporządzeniem prezydenckim, zakazu noszenia tamże legalnie posiadanej broni osobistej, myśliwskiej, sportowej czy sygnałowej.

Konstytucja RP w art. 228 zezwala na wprowadzanie stanów nadzwyczajnych „w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające”. Ustawa o stanie wyjątkowym z 2002 r. doprecyzowuje tę normę w taki sposób, że chodzi o zagrożenie „które nie może być usunięte poprzez użycie zwykłych środków konstytucyjnych”. Zestawienie owych ustrojowych przepisów z faktami na granicy polsko-białoruskiej prowadzi do wniosku, że autorzy wyjątkowego stanu wyjątkowego poszli ostro po bandzie. Gdy oba rozporządzenia wyciśnie się z wody, a także uwzględni zapisane w nich liczne ulgi, to tak naprawdę głównym wrogiem państwa tzw. dobrej zmiany, w którego przepisy uderzają, są… media. Oczywiście te niesterowalne.
Osobnym wątkiem jest uderzenie przepisów w podmioty gospodarcze, w tym tak ciężko doświadczoną branżę turystyczną. Hotele mające pecha znajdowania się w napiętnowanym pasku przygranicznym musiały gości wyrzucić już 2 września, profilaktycznie, aby o północy z 2 na 3 września nie spełniła się wizja poety „…i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą…”. Teraz nie wiedzą, na czym stoją, ponieważ np. zaplanowane wesela mogą organizować, ale już zarezerwowane noclegi dla pary młodej czy gości odpadają – no chyba że właściwy komendant SG w swojej łaskawości wyda zgodę. Pokrzywdzone stanem wyjątkowym podmioty ustawowo mają dostać odszkodowania, ale kiedy i jakie – nikt nie wie. Państwo bogate, skoro poza oficjalnym budżetem dodrukowuje grube miliardy i rozkręca nieokiełznaną inflację, to łyknie także wielomilionowe zaledwie koszty niekonstytucyjnego eventu granicznego.