Start-upy, uwaga na naciągaczy!

opublikowano: 20-11-2016, 22:00

Polak z USA obiecuje przedsiębiorcom pomoc w wejściu na amerykański rynek. Nad Wisłą ma do odsiadki wyrok za niepłacenie podatków

„American dream” to coś, co rozpala wyobraźnię prawie każdego założyciela start-upu. Wejście z produktami czy usługami na największy rynek świata, na którym Facebook czy Uber pozyskały od inwestorów po ponad 1 mld USD, musi kusić. I kusi. Trzeba jednak uważać, bo wiedzą o tym też różnej maści przestępcy, tacy jak Jakub Kostecki, Polak z amerykańskim paszportem, mieszkający w Boulder w stanie Colorado, mieście wielu firm branży high-tech, m.in. producenta statków kosmicznych Ball Aerospace, IBM-a czy Lockheed Martina.

RYS. PIOTR CHATKOWSKI

— Straciłem kilka tysięcy dolarów i już się z tym pogodziłem. Chcę jednak nagłośnić sprawę, żeby wszyscy start-upowcy uważali na to, z kim wchodzą w relacje biznesowe — mówi jeden z przedsiębiorców, do których dotarł „PB”.

Wiarygodność w sieci

Łącznie rozmawialiśmy z założycielami siedmiu różnych start-upów, którzy spotkali na swojej drodze Jakuba Kosteckiego. Większość jest przekonana, że została oszukana i nie odzyska pieniędzy (kwoty rzędu kilku tysięcy dolarów), część wciąż liczy, że Polonus wywiąże się z obiecanych prac, a jedna osoba cieszy się, że do współpracy jednak nie doszło. Wszystkim zależy na zachowaniu anonimowości i wszyscy potwierdzają schemat działania Jakuba Kosteckiego. Pierwszy etap to budowanie wiarygodności, głównie poprzez dużą aktywność w mediach społecznościowych.

— Komentował posty twórców polskiego internetu, osób mających poważanie w środowiskustart-upowców. Wchodził z nimi w dyskusję, dostawał zwrotne „lajki”, co nie dziwiło, bo miewał naprawdę interesujące wpisy. Prezentował się jako ekspert od rynku amerykańskiego — wyjaśnia jeden z rozmówców „PB”. Równocześnie na profilach zawodowych w różnych popularnych serwisach przedstawiał swoje bogate doświadczenie, m.in. na rynku start-upów, pisząc, że co prawda miewał porażki, ale też zbudował w rok biznes wart 10 mln USD.

Punkt zwrotny: zaliczka

W rezultacie tej internetowej aktywności z Jakubem Kosteckim kontaktowali się kolejni założyciele start-upów. I dostawali ofertę pośrednictwa czy wsparcia w sprzedaży usług w USA bądź pomocy w pozyskaniu tam inwestorów. Niezależnie od charakteru danego projektu, branży, w której działał, czy potencjalnych klientów.

— Na tym etapie wykazywał bardzo duże zaangażowanie i aktywność. Rozmawiał, wyjaśniał, co trzeba zrobić i jak, przedstawiał swoje pomysły. A na koniec zaproponował zaliczkę i rozsądne, wydawało się, warunki rozliczenia się z niej. Pieniądze wysłałem i czekałem na rezultaty — relacjonuje jeden ze start- -upowców. Po przelaniu zaliczek kontakt z Jakubem Kosteckim zaczyna jednak mocno kuleć…

— Odpowiada, ale często z opóźnieniem, tłumacząc się na różne sposoby — a to, że mejl nie doszedł, a to, że chorują mu dzieci. A co najważniejsze — nie przedstawia realnych efektów swojej pracy. Wreszcie człowiek dochodzi do ściany i zaczyna domagać się zwrotu pieniędzy. I wtedy zaczyna się jazda — mówi kolejny z przedsiębiorców. Jakub Kostecki, jak relacjonują nasi rozmówcy, zaczyna grozić — „przejęciem wytworzonej własności intelektualnej”, rejestracją znaku towarowego w USA na siebie, robieniem stron internetowych, stawiających w złym świetle start-up i jego założyciela lub zawiadamianiem kontrahentów o braku profesjonalizmu czy nieuczciwości danego start-upowca.

— Uznałem, że nie mam czasu na przepychanki, i pogodziłem się ze stratą tych pieniędzy. Teoretycznie można by ich dochodzić, ale ścieżka prawna w USA jest zbyt droga, a zawiadamianie prokuratury tu w Polsce — pozbawione sensu, bo Jakub Kostecki ma amerykańskie obywatelstwo i dla polskich organów ścigania jest raczej nieosiągalny — puentuje jeden z informatorów „PB”. Nie „raczej”, ale na pewno — mamy na to dowody.

Wyroki na karku

Z ustaleń „PB” wynika, że Jakub Kostecki jest w Polsce ścigany listem gończym za niewykonanie wyroku z grudnia 2014 r. Został wtedy skazany na pół roku więzienia i 92 tys. zł grzywny za to, że jako prezes spółki Coldstream Holdings nie zapłacił prawie 1,4 mln zł podatków: PCC, VAT i PIT. Grzywny nie uiścił, wyroku nie odsiedział i dlatego sąd wydał za nim list gończy.

— Według informacji przekazanych nam przez policję, poszukiwania skazanego nadal trwają, a miejsce jego pobytu nie jest znane — mówi Ewa Leszczyńska-Furtak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie. Najwyraźniej policja nie zajrzała do internetu i nie wie, że Jakub Kostecki żyje sobie spokojnie w USA. Wyjechał tam w 2014 r., na kilka miesięcy przed wyrokiem z grudnia, a mając już na koncie kilka innych. Okazuje się bowiem, że jego kartoteka karna jest bogata. Był prawomocnie skazany za przywłaszczenie mienia o wartości 28 tys. zł (m.in. notebooków marki Compaq) na szkodę jednej z poznańskich spółek (grzywna 4 tys. zł), oszukanie innej osoby na 220 zł przy sprzedaży telefonu komórkowego Samsung (6 miesięcy ograniczenia wolności w postaci 20 godzin prac społecznych), wreszcie — przywłaszczenie sprzętu telefonicznego wartego 2,7 tys. zł i kradzież notebooka za 5,1 tys. zł. W ostatniej sprawie kara roku ograniczenia wolności została zamieniona na 6 dni pozbawienia wolności. Jakub Kostecki nie trafił jednak do więzienia, ale jedynie przez niecały tydzień objęty był systemem dozoru elektronicznego i chodził ze specjalną opaską.

Puls Innowacji
Najważniejsze informacje o rozwoju i finansowaniu nowych technologii. Ciekawostki ze świata gigantów, start-upów i funduszy VC
ZAPISZ MNIE
×
Puls Innowacji
autor: Anna Bełcik
Wysyłany raz w tygodniu
Anna Bełcik
Najważniejsze informacje o rozwoju i finansowaniu nowych technologii. Ciekawostki ze świata gigantów, start-upów i funduszy VC
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Długi, długi, długi

To nie wszystkie informacje obciążające amerykańskiego „eksperta” od rynku start-upów, do których dotarliśmy. Jego historia biznesowa w Polsce znaczona jest spektakularnymi klapami i niespłaconymi długami. Zaczynał w 2000 r. od prowadzenia biura tłumaczeń Translatornia. Już trzy lata później spółka przestała składać zeznania i deklaracje podatkowe, a udziały Jakuba Kosteckiego zaczęli zajmować komornicy na rzecz kolejnych wierzycieli: urzędu skarbowego (znów niepłacone podatki), Banku Pekao (niespłacony kredyt na prawie 80 tys. zł), spółek windykacyjnych, osób fizycznych i sądu. Egzekucje każdorazowo okazywały się bezskuteczne, a Translatornia na dziś nie ma nic. Nawet adresu. Kolejnym biznesem Jakuba Kosteckiego było założone w 2006 r. biuro pośrednictwa nieruchomości Habitats Real Estate. Spółka należała do jego żony, Martyny, a on sam był prezesem. Na jaką skalę działało biuro? Nie wiadomo. Nigdy nie złożyło sprawozdania w Krajowym Rejestrze Sądowym, choć miało taki obowiązek. Ostatni ślad w aktach rejestrowych spółki pochodzi z 2007 r.

Cztery lata później Jakub Kostecki pojawił się w kolejnej firmie: jako prezes i właściciel Coldstream Holdings (CH), działającej w raczkującej wtedy, ale popularnej branży gazu łupkowego. CH współpracowała z amerykańskimi spółkami Global Geophysical Services i Marathon Oil przy poszukiwaniach gazu łupkowego w północnej i centralnej Polsce. Z jakim skutkiem? Już we wrześniu 2012 r. pisaliśmy w „PB”, że szykuje się pierwsza łupkowa afera, bowiem CH od kilku miesięcy nie płaci kontrahentom. Z naszego śledztwa wynika, że CH nie płacił też należnych danin fiskusowi, a także ZUS-owi, który złożył nawet wniosek o upadłość CH (został oddalony, bo spółki nie było stać na postępowanie). We wrześniu 2016 r. sąd rejestrowy wszczął działania zmierzające do rozwiązania CH.

TRZY PYTANIA DO... JAKUBA KOSTECKIEGO

Wina alkoholu i choroby psychicznej

Kilku różnych założycieli start-upów zarzuca panu, że oferując rzekomą pomoc w wejściu na rynek w USA, de facto wyłudził pan od nich pieniądze. A gdy domagali się zwrotu, zaczął pan im grozić. Co pan na to?

Rzeczywiście mam kilka konfliktów i przyznaję, że być może w niektórych przypadkach źle, zbyt agresywnie się komunikowałem. Chętnie porozmawiam o tym wszystkim z moimi kontrahentami i myślę, że możemy dojść do porozumienia.

Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że zamiast zwrotu pieniędzy proponuje im pan kolejne wpłaty: „za wytworzoną własność intelektualną", rejestracje domen, znaków towarowych itp.

Moi kontrahenci powinni zrozumieć, że jako osoba zaangażowana w poszczególne projekty wykonałem określone prace niematerialne i prawne, za które należy mi się zapłata. Tak jak już powiedziałem, możemy jednak się dogadać.

Trudno uwierzyć w pana zapewnienia, zważywszy, że był pan kilkakrotnie skazany za przywłaszczenie mienia, kradzież i oszustwo, a dodatkowo — ścigany za niewykonanie wyroku więzienia za niepłacenie podatków.

O tym wyroku dowiedziałem się niedawno i wciąż zastanawiam się, co w tej sytuacji zrobić. A co do pozostałych spraw, to przyznaję, że przez blisko 20 lat byłem alkoholikiem i osobą chorą psychicznie i popełniłem bardzo dużo błędów. Od jakiegoś czasu jednak nie piję i jestem innym człowiekiem. O żadnej ciągłości oszukiwania nie może być mowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane