Sto pociech ze swobodnym przepływem towarów

Joanna Barańska
opublikowano: 2006-06-01 00:00

Swobodny przepływ towarówto jedna z czterech fundamentalnych zasad Unii Europejskiej. Mimo biurokracji, prostowania bananów czy przepuszczania jajek przez mierniki rozmiaru — Unia wymyśliła kilka sposobów prawnych, żeby przedsiębiorcom było łatwiej tę zasadę wprowadzać w życie. Należą do nich instytucje składu podatkowego i zarejestrowanego handlowca.

Ich podstawowa ideasprowadza się do uznania, że przedsiębiorca staje się uprawniony do nabywania w krajach Unii towarów obłożonych akcyzą (tzw. towarów zharmonizowanych) z odroczeniem jej płatności. Uiszcza akcyzę dopiero wtedy, gdy towar znajdzie się w miejscu prowadzenia działalności. Tu, z grubsza, podobieństwa się kończą i zaczynają różnice. Prowadzący skład podatkowy może robić z towarem różne sztuczki: rozdzielać go, przetwarzać, a przede wszystkim składować. Zarejestrowany handlowiec tylko dostaje towar i zaraz posyła go dalej, bez magazynowania.

Wszystko byłoby dobrze,gdyby nie polscy urzędnicy, którym się nie chce przejrzeć ustawy o podatku akcyzowym. Pojęcia składu podatkowego i zarejestrowanego handlowca wprowadzono do niej wraz z naszym przystąpieniem do Unii. Shell Polska wystąpił o przyznanie statusu zarejestrowanego handlowca w celu importu paliw w kilku miejscach prowadzenia działalności w naszym kraju i dostał go na przykład w Kołbaskowie. Ale pod Warszawą już nie.

Nie macie urządzeń pomiarowych,nie dostaniecie statusu — orzekli urzędnicy celni, bo najpierw występuje się o status do naczelnika właściwego urzędu celnego. Po co nam? Nie chcemy być składem podatkowym, nie magazynujemy towaru. Przyjeżdża z Niemiec w zaplombowanych cysternach, jego ilość mierzą tamtejsze służby celne. My tylko posyłamy go dalej — zdziwił się Shell. Nie ma mierników, nie będzie statusu — stwierdził dyrektor Izby Celnej w Warszawie, bo do niego, jako do drugiej instancji, trafiła sprawa. A wiecie, jakie to koszty, pobudować zbiorniki, żeby móc to paliwo pomierzyć? — ripostował Shell, ale nikt go nie słuchał.

Oddał zatem sprawę do sądu,a ten myśli, bo okazało się, że istnieją dwie wersje tłumaczenia stosownej dyrektywy unijnej i w wersji leżącej przed sądem handlowiec winien zgodzić się na „monitorowanie i inwentaryzację” towaru przez służby celne, w wersji Shella — na „monitorowanie i kontrolę magazynową”. Ale instytucja zarejestrowanego handlowca polega przecież na braku magazynowania. Może i taką wersję mają warszawscy celnicy, w odróżnieniu od tych z Kołbaskowa? Wyrok za tydzień.

Sygnatura sprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie: VI SA/Wa 486/06