Stocznie czekają na morski wiatr

Europejska pandemia osłabia płynność grupy Crist, a tania ropa utrudnia zdobywanie zleceń. Problemy ma też Mostostal Pomorze. Na szczęście jest światełko w tunelu

Z artykułu dowiesz się:

  • jak pandemia wpłynęła na kondycję polskich stoczni 
  • czy kryzys to dla nich zagrożenie czy szansa
  • w czym szefowie stoczni widzą nadzieję na poprawę sytuacji 

Chińska i koreańska konkurencja przez lata odbierała rynek polskim stoczniom. Szukały więc nowych rynków zbytu, dywersyfikowały działalność, wypływając na nieznane wody. Ewa Kruchelska, wiceprzewodnicząca rady nadzorczej gdyńskiej stoczni Crist, prognozuje, że azjatyckie tygrysy nie będą tak groźne jak dotychczas dla bałtyckich firm.

— Zakładamy, że po wygaśnięciu epidemii klienci będą mniej skłonni do lokowania zamówień w Chinach i więcej kontraktów trafi do nas — mówi Ewa Kruchelska.

Zaliczki i płynność

Zanim to nastąpi, Crist podobnie jak inne firmy z branży musi jednak zmierzyć się z bieżącymi problemami. Ewa Kruchelska podkreśla, że na sytuację spółki wpływa głównie to, co dzieje się na rynku europejskim.

— Z dotychczasowego portfela zamówień straciliśmy jeden statek, ale mamy jeszcze umowy zapewniające pracę do połowy przyszłego roku. Niektórzy klienci proszą nas jednak o przesunięcie realizacji części kontraktów, co skutkuje tym, że później otrzymamy od nich zaliczki na poczet wykonania umowy — dodaje Ewa Kruchelska.

To osłabia płynność gdyńskiej spółki. Dlatego Crist złożył w bankach wniosek o odroczenie spłaty rat kredytowych. Instytucje finansowe z wyjątkiem jednej już wyraziły zgodę. Gdyńska spółka planujerównież skorzystać z tarczy antykryzysowej, przede wszystkim z oferowanych przez Polski Fundusz Rozwoju rozwiązań pozwalających poprawić płynność.

Platformy i wiatraki

Oprócz problemów wynikających z pandemii grupa Crist odczuwa załamanie w branży offshore, czyli morskiego górnictwa i energetyki. Tania ropa skutkuje zapaścią na rynku budowy platform wiertniczych i urządzeń służących do morskiego wydobycia paliw.

— Ich budową zajmuje się spółka zależna — Crist Offshore. Zakładaliśmy, że skoro nie ma obecnie na rynku kontraktów offshore, to Crist zleci jej wykonanie części zamówień ze swojego portfela. Opóźnienie realizacji umów, o które wnioskują klienci, powoduje jednak, że możemy mieć problem z zapewnieniem zleceń dla spółek z grupy oraz innych podwykonawców. Mamy nadzieję, że rząd i spółki skarbu państwa jak najszybciej uruchomią kontrakty na budowę farm wiatrowych, bo dzięki temu cała polska branża stoczniowa i offshore może pozyskać zamówienia niezbędne do stabilnej działalności — podkreśla Ewa Kruchelska.

Według wstępnych planów statki potrzebne do budowy polskich farm wiatrowych powinny być gotowe w 2025 r., co oznacza, że ich budowa w stoczniach musi ruszyć najpóźniej za dwa lata, a projektowanie już teraz. Mostostal Pomorze, należący do hiszpańskiej grupy Dragados, także liczy na rozwój rynku energetyki wiatrowej.

— Kończymy realizację dużych kontraktów dla partnerów norweskich, ale z powodu niskich cen ropy nasi klienci wstrzymują nowe zlecenia w tym segmencie — mówi Arkadiusz Aszyk, prezes Mostostalu Pomorze.

Na szczęście w Europie dobrze rozwija się tzw. wind offshore, czyli morska energetyka wiatrowa, która może przynajmniej częściowo wypełnić lukę po wygasających kontraktach z segmentu paliwowego.

— W obszarze wind offshore podpisaliśmy niedawno duży kontrakt, którego szczegółów nie możemy jeszcze ujawnić. Jego realizację zakończymy w I kwartale 2021 r. W tym roku mamy niemal zapełniony portfel zamówień. Mogą natomiast wystąpić trudności z pozyskiwaniem nowych umów na przyszły rok — zaznacza Arkadiusz Aszyk.

Twierdzi, że obecne problemy rynkowe mogą być widoczne w Mostostalu Pomorze dopiero w przyszłym roku. Wówczas może pojawić się luka kontraktowa. Arkadiusz Aszyk ma nadzieję, że w Polsce szybko ruszą kontrakty na budowę morskich farm wiatrowych, ale efekty bałtyckiej ekspansji krajowych firm Mostostal Pomorze odczuje z dużym opóźnieniem.

— Jesteśmy liderem w budowie trafostacji, które eksportujemy. Mamy nadzieję, że pozyskamy kontrakt na ich dostawę do polskich farm na morzu. Jednak nawet jeśli ich budowa ruszy szybko, trafostacje będą potrzebne dopiero za kilka lat. Zakładamy, że tego typu kontrakty możemy realizować najwcześniej w 2023 r. — mówi Arkadiusz Aszyk.

Ludzie i granice

Szef Mostostalu Pomorze zapewnia, że mimo trudnego rynku obecnie nie planuje redukcji załogi liczącej ponad 130 osób. Przypomina też, że jeszcze kilka miesięcy temu firma, podobnie jak inne podmioty z branży, miała problemy z pozyskaniem pracowników. Obecnie natomiast wielu Polaków wróciło z zagranicy, m.in. dlatego, że norweski Aker Solutions zrezygnował z 3 tys. osób, wśród których byli także polscy fachowcy.

Wracają do kraju, dzięki czemu rodzime podmioty już nie mają takich problemów z dostępem do wykwalifikowanej kadry. Trudności z pozyskaniem nowych zamówień mogą skutkować tym, że nie dla wszystkich reemigrantów uda się znaleźć pracę, choć prawdopodobnie nie będą musieli rywalizować o nią z Ukraińcami.

— Nasza załoga, licząca dotychczas około 1,6 tys. osób, zmniejszyła się o około 200, ponieważ nie wrócili do Polski pracownicy z Ukrainy. Pozytywnym czynnikiem jest natomiast pozostanie w kraju sporej grupy wykwalifikowanych spawaczy i monterów, dzięki czemu nie mamy problemów kadrowych — podkreśla Ewa Kruchelska.

OKIEM EKSPERTA

Międzynarodowy łańcuch się zerwał

IRENEUSZ KARAŚKIEWICZ, Forum Okrętowe

Stocznie francuskie, włoskie i hiszpańskie z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa przerwały obecnie działalność, niemieckie mocno ją ograniczyły, a holenderskie i skandynawskie działają podobnie jak polskie. Krajowe firmy produkują m.in. kompletne jednostki oraz elementy statków i konstrukcji dla klientów z Europy Zachodniej. Z powodu zaprzestania lub ograniczenia przez nich działalności opóźnia się proces produkcji i wpłata zaliczek. Stabilną działalność utrudniają także problemy z transportem wyrobów i podzespołów, które polskie stocznie zamawiały w Chinach. Równocześnie obserwujemy zainteresowanie europejskich firm, które dotychczas kooperowały z Chinami, lokowaniem zamówień w Polsce, w firmach, które są członkami forum. Problemy mają nie tylko stocznie produkcyjne, ale także remontujące statki. Dotyczą konieczności wysyłania na kwarantannę specjalistów, którzy muszą przyjechać z zagranicy do serwisowania albo obioru urządzeń lub elementów statków. Będziemy rozmawiać z przedstawicielami polskiego rządu, by zwolnić ich z tego obowiązku, jak np. kierowców. Mamy także nadzieję, że wraz z odmrożeniem gospodarki wzrośnie cena ropy i nastąpi ożywienie w segmencie offshore. Inwestycje na tym rynku są opłacalne przy cenie ropy na poziomie co najmniej 70 USD za baryłkę, a obecnie baryłka kosztuje 25 USD, więc w branży jest zapaść.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane