Stopy procentowe nadal będą kształtować popyt

Marek Knitter
opublikowano: 2002-02-18 00:00

Ministerstwo Finansów uważa, że pomimo dużej podaży papierów skarbowych, planowanej w 2002 r., nie zmaleje zainteresowanie inwestorów lokowaniem pieniędzy w obligacjach.

— Jest kilka czynników, które składają się na popyt na papiery wartościowe. Przede wszystkim, oczekiwania dotyczące kształtowania się stóp procentowych. Realne stopy procentowe są zbyt wysokie. Zakładając utrzymanie się niskiej inflacji należy oczekiwać dalszych redukcji stóp przez Radę Polityki Pieniężnej — twierdzi Andrzej Raczko, wiceminister finansów.

Oczekiwanie na kolejne redukcje stóp pozytywnie wpływa na popyt na papiery skarbowe. Ekonomiści zgodnie twierdzą jednak, że o ile stopy w tym roku raczej spadną, o tyle nie będą to już tak spektakularne i częste redukcje jak w 2001 r. Ministerstwo Finansów wierzy jednak, że znajdą się chętni na obligacje.

— Biorąc pod uwagę wysoki stopień ryzyka kredytowego, faktycznie można przyjmować, że skłonność do inwestowania w papiery skarbowe będzie w dalszym ciągu wysoka — uważa Andrzej Raczko.

Resort finansów przygotowując harmonogram tegorocznych emisji starał się w miarę równomiernie dozować rynkowi nowe papiery.

— Harmonogram wynika z kilku elementów. Podstawowy to terminy zapadania starych papierów wartościowych, które trzeba rolować. Z drugiej strony, mamy harmonogram prywatyzacji oraz wpływów podatkowych — tłumaczy wiceminister finansów.

Wiceminister finansów dodaje, że należy w tym miejscu oddzielić dług publiczny krajowy od zagranicznego. Dług krajowy jest ściśle związany z rolowaniem papierów oraz potrzebą pożyczkową budżetu państwa.

— Aby dostosować odpowiedni profil związany z płynnością skarbu państwa, poszerzamy ofertę o pewne instrumenty. Od kilku miesięcy prowadzimy operacje zamiany obligacji tak, by nie następowało spiętrzenie podaży pewnych papierów wartościowych — mówi wiceminister.

Inaczej funkcjonuje zadłużenie zagraniczne. Na te rynki skarb państwa emituje papiery dość rzadko, ale za to w dużych ilościach. Obecnie trwa realizacja emisji w Europie za 750 mln EUR.

— Te pieniądze, wraz z zebranymi wcześniej na rachunku walutowym skarbu państwa, pozwalają na spokojne realizowanie wypłat z tytułu zagranicznego długu publicznego. Zakładam, że środki z prywatyzacji także zostaną wpłacone na rachunek walutowy. Zamierzamy uniknąć ich przewalutowania, gdyż może to spowodować impuls aprecjacyjny na rynku walutowym, co nie jest obecnie pożądane — stwierdza wiceminister.

Po emisji wszystkich transz euroobligacji, działania Ministerstwa Finansów w odniesieniu do długu zagranicznego będą rozpatrywane zarówno w krótkim okresie, czyli do końca bieżącego roku (najważniejszy jest tu harmonogram i wysokość wpływów z prywatyzacji), jak i w dłuższej perspektywie budowania szerszej strategii zarządzania polskim długiem zagranicznym.

Ekonomiści zwracają uwagę na obecnie stosunkowo niską aktywność Ministerstwa Finansów na rynkach zagranicznych.

— Kwota zapadającego zadłużenia zagranicznego będzie wzrastać. Dlatego już teraz powinniśmy rozejrzeć się za nową bazą inwestorską, zadając jednocześnie pytanie, kto jeszcze jest chętny do kupowania polskich obligacji. Będziemy się zastanawiać, czy pozostać na rynku europejskim, czy też wejść na rynek amerykański lub wyjść jeszcze dalej, np. na rynek dalekowschodni — mówi Andrzej Raczko.

Według nieoficjalnych informacji, banki inwestycyjne, z którymi MF ma kontakt, zachęcają do przeprowadzenia przez Polskę emisji na rynku dalekowschodnim. Po pierwsze argumentują to tym, że oprocentowanie na tych rynkach jest bardzo niskie, i po drugie, że jest to rynek bardzo specyficzny.

— Na rynkach dalekowschodnich nie można sobie pozwolić na wejście od razu z dużą emisją papierów wartościowych. Musi to być znacznie mniejsza kwota, którą systematycznie będzie można zwiększać wraz z kolejnymi emisjami — zauważa wiceminister.

Resort będzie rozważał przeprowadzenie na rynku japońskim pilotażowej emisji tzw. samurai bond, o wartości odpowiadającej 100-200 mln euro. Ostrożność jest wkazana, bo przy takich operacjach ryzyko kursowe jest dość duże.

Każdą emisję można co prawda zabezpieczyć w całości, ale wtedy może okazać się, że koszt obsługi jest taki sam jak na rynku europejskim. Istnieje także możliwość zabezpieczenia takich obligacji w ograniczonym zakresie.

— Większość inwestorów zagranicznych twierdzi, że jest to już odpowiedni moment, by Polska rozpoczęła emisje na rynki dalekowschodnie — dodaje Andrzej Raczko.