gieŁda Po świątecznym rajdzie już prawie nie ma śladu. WIG20 w pięć dni stracił aż 8 proc. Część analityków obawia się, że to nie koniec
Nie wszystko stracone. Są optymiści, którzy twierdzą, że dobry początek roku wyznaczył już kierunek.
Piąta z rzędu sesja spadkowa sprawiła, że w tydzień indeks WIG 20 stracił ponad 140 pkt. i spadł do 1766 pkt. Strata byłaby większa, gdyby nie wczorajsze wyhamowanie spadków. Na dwie godziny przed końcem sesji trzyprocentowa strata na WIG20 zaczęła topnieć. Ostatecznie indeks blue chipów zakończył dzień "tylko" 1,4 proc. pod kreską.
Déj`a vu
Sytuacja na parkiecie powoli zaczyna upodabniać się do tej sprzed roku. Wtedy styczeń zakończył się spadkiem indeksu blue chipów o blisko 15 proc., co sprawiło, że był to jeden z najgorszych miesięcy w historii GPW.
— Teraz może być podobnie — straszy Marek Rogalski, główny analityk FIT DM.
Pesymistom amunicji znów dostarczają Amerykanie, którzy wysyłają na rynek niepokojące sygnały o stanie swojej gospodarki. Za chwilę spółki zaczną ujawniać wyniki finansowe z IV kwartału, w którym obserwowaliśmy pełnię kryzysu finansowego.
— Przed nami czas najgorszych danych makroekonomicznych z USA. Również informacje o stanie polskiej gospodarki będą słabe — ostrzega Przemysław Kwiecień, główny analityk XTB.
Niewykluczone, że po drodze mogą zdarzać się miłe niespodzianki, jak ta wczorajsza mówiąca o dużo mniejszym, niż się spodziewano deficycie w amerykańskim handlu.
Zmasowana ucieczka
W ostatnich dniach na GPW nie było widać kupujących.
Krajowe instytucje odpoczywają. Zagranica się wycofuje. Sugeruje to złoty, który osłabia się wobec głównych walut.
— Mamy wyprzedaż walut z rynków wschodzących i ucieczkę inwestorów z rynków surowcowych. Świadczy to, że na rynek powrócił strach i awersja do ryzyka. Musimy się przygotować na dalszą przecenę — przewiduje Przemysław Kwiecień.
W podobnym tonie wypowiada się Marek Rogalski.
— Krajowi gracze nie garną się do kupowania akcji. Zagranica też nie kupuje, tylko raczej ucieka — zaznacza Rogalski.
Techniczne dołki
Z technicznego punktu widzenia sytuacja na warszawskim parkiecie również nie wygląda dobrze.
— Wczoraj nastąpiło przełamanie ważnego wsparcia na poziomie 1790 pkt. To może nie być koniec spadków. Boję się, że WIG20 przetestuje październikowe i listopadowe minima i spadnie nawet poniżej 1470 pkt. Najbliższe pół roku nie będzie właściwym czasem do kupowania akcji — uważa Rogalski, który awansował ostatnio na jednego z większych pesymistów nad Wisłą.
Wtóruje mu Przemysław Kwiecień.
— W pierwszym kwartale testowanie ubiegłorocznych minimów jest jak najbardziej realne — ocenia Kwiecień.
Czekanie na optymizm
Na szczęście można też znaleźć optymistów.
— Siła złych informacji płynących z USA spowodowała, że wcześniejszy optymizm się cofnął. Teraz obserwujemy realizację zysków ostatniej korekty wzrostowej. Nie sądzę, by siła spadków była duża. Jeśli tylko z USA zaczną napływać lepsze informacje, to optymizm na nasz rynek powinien wrócić — uważa Jacek Socha, wiceprezes PriceWaterhouseCoopers.
Koniec spadków sygnalizuje chociażby wtorkowa sesja.
— We wtorek po południu doszło do typowego wyhamowania spadków, co może już w środę zaowocować korekcyjnym odbiciem indeksów — ocenia Mirosław Saj, analityk DnB Nord.
Maciej
Zbiejcik