Strajk kolejowy konserwuje obecny układ

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-11-10 00:00

Strajk na kolei, dla samego przedsiębiorstwa, oznacza doraźne, dodatkowe pogorszenie sytuacji finansowej. Straty oczywiście można szacować różnie, ale można zaryzykować stwierdzenie, że utracone przychody nie będą niższe niż 20 mln zł dziennie. Część można odrobić, szczególnie w sytuacji kiedy nie wszystkie przecież przewozy są terminowe, ale pamiętać należy o dodatkowych kosztach, chociażby karach umownych.

Dla całej gospodarki jest to rzecz bardzo niebezpieczna. Gdyby strajk trwał dłużej niż 2-3 tygodnie, może się okazać, że zapasy na składowiskach hut czy elektrowni ulegną wyczerpaniu. Co prawda, organizatorzy strajku deklarują, że przewozy rudy dla hut będą realizowane na bieżąco. Nie wspominają o elektrowniach, ale wydaje się, iż można zaryzykować stwierdzenie, że nad nimi również będzie rozwinięty ten parasol. Tak więc największe niebezpieczeństwo, zatrzymanie pracy elektrowni i hut, raczej nam nie grozi.

Ten strajk chce zakonserwować obecny układ, który jest absolutnie niewydolny. Z drugiej — sankcjonuje określony układ polityczny, do czego nie ma absolutnie uprawnień, a nawet system finansowania. Strajk ten wywołał większe zainteresowanie rządu stanem kolei. 20 lat temu, gdy w Japonii przeprowadzano ogromną restrukturyzację kolei, osobą odpowiedzialną za jej realizację był premier rządu. Podobnie jest w Niemczech czy we Francji.

Tymczasem u nas minister Pol powierzył nadzór na koleją wiceministrowi Muszyńskiemu. W efekcie dwa lata zostały zmarnowane, nie zrobiono dokładnie nic.

H. Klimkiewicz zespół doradców gospodarczych TOR