Strajku nie będzie

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2005-01-13 00:00

Związkowcy, zarząd PKP i przedstawiciele rządu spotkają się znowu 3 lutego. Pola do kompromisu już prawie nie ma. Ktoś musi polec.

Stanisław Kogut, przewodniczący kolejarskiej Solidarności i jeden z głównych organizatorów akcji strajkowej, zapewnia, że do 3 lutego nie będzie więcej protestów na kolei. Tego dnia kolejarze mają się po raz kolejny spotkać na rozmowach z zarządem PKP i rządem w Komisji Trójstronnej. Brak porozumienia może się skończyć strajkiem generalnym.

Wtorkowe negocjacje, choć obu stronom dawały możliwość wyjścia z konfliktu z twarzą, zakończyły się fiaskiem.

Klincz trwa

W ciągu 12 godzin rozmów uzgodniono 14 punktów dotyczących reformy w PKP. Porozumienie nie zostało jednak zawarte, bo związkowcy nie zaakceptowali propozycji dotyczącej regionalizacji przewozów pasażerskich. Najchętniej wstrzymaliby nawet działalność Kolei Mazowieckich, pierwszej spółki z udziałem PKP i samorządu województwa, która już wozi pasażerów.

— Zgodnie z propozycją, strony miały do czerwca monitorować działalność Kolei Mazowieckich w ramach prac zespołu Komisji Trójstronnej. Doświadczenia tej spółki miały zostać uwzględnione przy tworzeniu spółek samorządowych. Związkowcy domagali się jednak, by w tym czasie zarząd przewoźnika nie prowadził z zainteresowanymi samorządami żadnych rozmów i zaniechał wszystkich prac przygotowawczych. A na to zarząd nie mógł się zgodzić — mówi Jacek Prześluga, rzecznik PKP.

Jeśli zarząd i rząd nie ustąpią, kolejarze zastrajkują. Jeśli ustąpią, będzie to oznaczało kolejny postój w i tak ślimaczącej się reformie kolei. Wszyscy nie mogą być wygrani.

Nie zrezygnowali

Wczoraj kolejarze na kilka godzin zablokowali tory w wielu dużych miastach, m.in. w Krakowie, Lublinie, Gdyni, Szczecinie i w Tarnowskich Górach, na największym węźle kolejowym w Europie. Teraz zarząd PKP zapowiada walkę o rekompensatę finansową za straty spowodowane strajkiem. Każdy przewoźnik sam ma się o nią upomnieć.

— Do końca tygodnia przewoźnicy mają oszacować straty. Są zdeterminowani i zamierzają w sądzie dochodzić odszkodowań od organizatorów strajku — mówi Jacek Prześluga.

Liczenie strat

Spółka PKP Przewozy Regionalne (PKP PR) już wstępnie wyceniła straty po wtorkowej akcji ostrzegawczej na dworcu Warszawa Wschodnia.

— To nie są duże kwoty: 1200- -1300 zł. Największe straty jednak trudno oszacować, więc są dla sądu nieprzekonujące. Są to straty z tytułu niesprzedanych biletów: część pasażerów, obawiając się strajku, nie wybrała podróży pociągiem — mówi Janusz Dettlaff, prezes PKP PR.

— Gdyby strajk był w poniedziałek, piątek lub niedzielę, kiedy jeździ najwięcej podróżnych, stracilibyśmy znacznie więcej. Takie akcje odstraszają jednak od jeżdżenia koleją — uważa Anna Rosiek, rzecznik PKP Intercity.

Możesz zainteresować się również: