W środę akcje PKO BP należały do najlepszych inwestycji w indeksie WIG20. Największy polski bank opublikował strategię na najbliższe trzy lata. Ma być kierunkowskazem dla spółki, który w przyszłym roku znajdzie się w nowej rzeczywistości — ze ściganego przez peleton lidera branży zmieni się w bank goniący połączone Pekao i BPH. Kierunkowskaz nie podaje wielu konkretów, a te, które zaprezentowano (trzy cele na 2008 r.), trudno uznać za ambitne. Pozytywna reakcja rynku wydaje się więc nieco przesadzona.
Zgodnie z przewidywaniami, PKO BP chce utrzymać pozycję lidera na rynku bankowości detalicznej i finansowania nieruchomości, które z pewnością zaatakuje połączone Pekao—BPH. Jak konkurenci, chce mocniej zainteresować się segmentem małych i średnich przedsiębiorstw i uczestniczyć w konsolidacji rynku. Chce być postrzegany jako bank nowoczesny, musi więc rozwijać zaniedbaną bankowość elektroniczną. Liczy też na ekspansję „na najatrakcyjniejszych rynkach Europy Środkowej i Wschodniej”.
Te elementy strategii śmiało mogłyby się znaleźć w zamierzeniach każdego z liczących się banków na naszym rynku. Dla inwestorów najważniejsza jest poprawa efektywności molocha, w którym na jednego pracownika przypada 2,7 mln zł aktywów, ponaddwukrotnie mniej niż w Banku BPH i ING BSK. Z zarysu strategii wynika jednak, że wielkich oszczędności (czytaj: cięć zatrudnienia) nie będzie. Można się było tego spodziewać, skoro za wydatki ma odpowiadać Sławomir Skrzypek, nowa twarz w zarządzie związana z prosocjalnym PiS. Grupę nadal ma więc opuszczać po 1,5 tys. pracowników rocznie. W 2008 r. relacja kosztów do dochodów ma spaść do 57 proc., z 61,8 proc. po wrześniu. Przez trzy lata wskaźnik zmniejszy się więc o 5 pkt proc., a tylko przez ostatni rok spadł o 3,3 pkt. Zmiana mało imponująca, tym bardziej że już dziś konkurenci są bardziej efektywni.
PKO BP chce też, by w 2008 r. wynik prowizji stanowił 56 proc. kosztów administracyjnych. Pójdzie w górę o dwie trzecie, ale w dużym stopniu dzięki wzrostowi wyników z prowizji (ostatnie podwyżki mają sprawić, że już w przyszłym roku wzrosną one o 250-300 mln zł). Opłaty podniosą też jednak główni rywale PKO BP, a już teraz wynik prowizyjny w ponad 70 proc. pokrywa ich wydatki.
Rentowność kapitałów (ROE) za trzy lata ma wynosić tyle, ile obecnie. O ile jednak teraz 20-procentowy ROE sytuuje bank na pozycji lidera, za trzy lata sytuacja może się zmienić. Brak zmian we wskaźniku ROE może sugerować, że wypłaty dla akcjonariuszy nie będą wysokie, ale skoro bank chce rozwijać się w kraju i za granicą, nie może być inaczej. Stopa dywidendy pozostanie więc kolejnym elementem, który sprawi, że konkurenci PKO BP będą mocniej przemawiać do wyobraźni inwestorów niż ciągle największy polski detalista.