Stróż finansów trafił do śmietnika

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 15-07-2013, 00:00

Wygląda na to, że prezydent Bronisław Komorowski porzucił swój pomysł powołania aktuariusza krajowego. Konsultacje trwają już od roku.

Mija niemal rok, odkąd prezydent Bronisław Komorowski przedstawił projekt ustawy powołującej instytucję aktuariusza krajowego, czyli „stróża” mającego dbać o zdrowie polskich finansów publicznych. W lipcu 2012 r. kancelaria prezydenta przekazała dokument do konsultacji społecznych i... zapomniała o sprawie. Konsultacje właściwie nigdy się nie skończyły i projekt ustawy nawet nie trafił do Sejmu.

— Prace nad dokumentem trwają. Kiedy nadejdzie właściwy moment, projekt ustawy zostanie przesłany do dalszych prac w parlamencie. To jednak od prezydenta zależy, czy i kiedy to się stanie — mówi Irena Wóycicka, minister w kancelarii prezydenta.

Pomysł powołania w Polsce aktuariusza ma już kilkanaście lat. Pierwotna koncepcja została opracowana razem z reformą emerytalną z 1999 r., jednak nie doczekała się wersji formalnej. Pierwszy projekt ustawy powstał w Sejmie w 2005 r., ale trafił do kosza wraz z końcem kadencji parlamentarnej. Rok temu do pomysłu wrócił prezydent Bronisław Komorowski, co było skutkiem zorganizowanej przez jego urząd debaty o systemie emerytalnym. Prezydent odkurzył projekt ustawy z 2005 r., nieco zmodyfikował i wysłał do konsultacji. Niestety, prezydencki zapał okazał się słomiany.

— Być może politycy związani z rządzącą partią doszli jednak do wniosku, że powołanie aktuariusza krajowego jest im nie na rękę — mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club (BCC).

Odwidziało się
Pomysł powołania w Polsce aktuariusza ma już kilkanaście lat. Pierwotna koncepcja została opracowana razem reformą emerytalną z 1999 r., jednak nie doczekała się wersji formalnej. Pierwszy projekt ustawy powstał w Sejmie w 2005 r., ale trafił do kosza wraz z końcem kadencji parlamentarnej. Rok temu do pomysłu wrócił prezydent Bronisław Komorowski, był to skutek zorganizowanej przez jego urząd debaty o systemie emerytalnym. Prezydent odkurzył projekt ustawy z 2005 r., nieco zmodyfikował i wysłał do konsultacji. Niestety, prezydencki zapał okazał się słomiany.

- Być może politycy związani z rządzącą partią doszli jednak do wniosku, że powołanie Aktuariusza Krajowego jest im nie na rękę – mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

Rolą aktuariusza miałoby bowiem być blokowanie inicjatyw politycznych, które mogą być groźne dla polskich finansów publicznych. Nowa instytucja miałaby wyliczać, jaki byłby dla państwa koszt wprowadzenia w życie ustaw powstających w rządzie i parlamencie. Gdyby okazało się, że pomysły polityków są populistyczne, aktuariusz powinien bić na alarm i przedstawiać merytoryczne argumenty przeciwko takim rozwiązaniom.

- Aktuariusz w swoim założeniu wymaga zgody rządu na pewną samokontrolę. To bardzo potrzebna społecznie instytucja, ale zwykle niechętnie przyjmowana przez polityków – mówi Marek Góra, profesor SGH, twórca reformy emerytalnej z 1999 r.

Tama dla manipulacji
Faktem jest, że projekt przedstawiony rok temu przez prezydenta nie spotkał się z uznaniem ekspertów. Zakładał, że aktuariusz będzie bardzo niewielką instytucją (miał zatrudniać 20 osób, w tym pracownicy techniczni) i politycznie bardzo słabą (nie miałby żadnej mocy blokowania złych ustaw, politycy nawet nie musieliby odnosić się do jego zarzutów).

- Tamte propozycje były zbyt łagodne, a w dodatku nierealistyczne – zakładały bardzo szeroki obszar zadań, a tylko garstkę osób do ich realizacji – mówi Stanisław Gomułka.

Jednak mimo to eksperci mają żal do prezydenta, że porzucił swoje plany powołania aktuariusza. Chcieliby, aby Bronisław Komorowski posłuchał ich rad sprzed roku i wprowadził zmiany do swojego projektu, a następnie przekazał go do Sejmu.

- Instytucja aktuariusza jest nam bardzo potrzebna, mam nadzieję, że kiedyś w końcu uda się ją powołać. Ciągle brakuje polityka, który odważyłby się doprowadzić tę sprawę do końca – mówi Marek Góra.

Jak twierdzi Stanisław Gomułka, aktuariusz przydałby się nam szczególnie dziś, kiedy rząd forsuje ograniczenie OFE.

- Obecny rząd bardzo często dopuszcza się manipulacji, np. przedstawiając mało wiarygodne analizy w sprawie systemu emerytalnego, zamieniając dług jawny na ukryty czy wyrzucając część długu publicznego do specjalnych funduszy, by nie objęła go oficjalna krajowa statystyka. Gdybyśmy mieli silną i rzeczywiście niezależną instytucję aktuariusza krajowego, mogłaby ona powstrzymywać rząd przed tego typu praktykami – uważa Stanisław Gomułka.

Czy taka niezależność jest możliwa?

- To nie utopia, mamy przecież dość odporną na wpływy polityczne Radę Polityki Pieniężnej czy Trybunał Konstytucyjny – mówi ekonomista BCC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu