Struktura sprzedaży warunkuje wycenę

Jarosław Kostrzewa
opublikowano: 2001-11-26 00:00

W rozważaniach na temat fundamentalnego podejścia do inwestowania na rynkach akcji warto poruszyć temat związany ze sprzedażą produktów lub usług przez firmy. Czasami możemy bowiem natknąć się na spółki, których sprzedaż dla jednego odbiorcy stanowi 25-50 proc. całkowitej sprzedaży. Każdy, kto nosi się z zamiarem zainwestowania swoich środków w akcje takiej firmy, musi mieć świadomość tego, że inwestycja taka obarczona jest sporym ryzykiem, pomimo tego, że wyniki finansowe są za ostatnie okresy poprawne i zyski rosną z kwartału na kwartał. Pamiętać trzeba jednak o tym, że firma taka może w każdej chwili paść ofiarą nieoczekiwanej zmiany strategii swojego głównego odbiorcy. A co taki odbiorca może zrobić? Wbrew pozorom, naprawdę dużo.

Po pierwsze, może zmienić dostawcę komponentów do swoich produktów, ponieważ ktoś inny oferuje o wiele korzystniejsze warunki handlowe oraz wyższą jakość i niezawodność. Po drugie, taki odbiorca może wpaść na pomysł, że zacznie sam produkować owe komponenty uruchamiając nową linię produkcyjną lub dokona przejęcia spółki, w Polsce lub za granicą, będącej producentem tychże komponentów i zarazem konkurentem analizowanej przez nas firmy. Po trzecie, postęp technologiczny może doprowadzić do tego, że dane komponenty mogą być już niepotrzebne do produkcji jakiegoś urządzenia.

Utrata takiego klienta może być katastrofą, ponieważ odbija się to natychmiast na wynikach finansowych — i co zrozumiałe — na kursie jej akcji (inwestorzy mogą zareagować na takie doniesienia bardzo gwałtownie, wyprzedając akcje za wszelką cenę).

W polskich warunkach mamy do czynienia z jeszcze jednym zjawiskiem, które w ostatnich latach dosyć mocno się nasila. Otóż należy uważnie śledzić, czy główny odbiorca spółki, którą się interesujemy, nie pozyskał w ostatnim czasie inwestora strategicznego, a zawłaszcza zagranicznego. Nie jest tajemnicą, że inwestorzy zagraniczni zamieniają bez skrupułów dostawców polskich na pochodzących z ich macierzystego kraju lub z UE.

Ostatnio słyszałem o jednej spółce z Dolnego Śląska notowanej na giełdzie posiadającej inwestora zagranicznego, która zmieniła dostawcę komponentów dla swoich produktów z firmy polskiej na zagraniczną. Polski dostawca nie jest notowany na giełdzie, ale należy do jednego z NFI. Spółce tej nie powodzi się ostatnio najlepiej. Ale w takiej sytuacji to chyba zrozumiałe. Z pewnością przed zarządem stoi poważne wyzwanie.

Opisane powyżej sytuacje są bez wątpienia warte głębszej analizy. Są bowiem bardzo ryzykowne dla posiadaczy akcji. Właściwa dywersyfikacja sprzedaży jest tak samo ważna jak dywersyfikacja portfela akcji. Należy na to zwracać uwagę przy lekturze raportów spółek.

Innym zagrożeniem dla spó- łek jest koncentracja sprzedaży na niewielu rynkach. Takim przykładem niech będzie sytuacja w branży słodyczy i meblarskiej po kryzysie rosyjskim. Załamanie tamtego rynku zaskoczyło wszystkich i doprowadziło wiele firm ze wspomnianych branż do bardzo trudnej sytuacji finansowej.

By nie być gołosłownym, chciałbym przedstawić kilka przykładów firm giełdowych, które padły ofiarą słabej dywersyfikacji sprzedaży i takich, które są wystawione na takie ryzyko.

W pierwszej kolejności należy wymienić ZPO Bytom, którego 80 proc. sprzedaży pochodziło z tzw. produkcji przerobowej dla niemieckiego odbiorcy. Ważne jest przy tym to, że taka działalność cechuje się niskimi marżami. Kiedy niemiecki kontrahent zrezygnował z usług spółki, Bytom automatycznie popadł w poważne kłopoty finansowe.

Innym dobrym przykładem jest Softbank. Wszyscy interesujący się giełdą pamiętają doskonale, że działalność tej spółki była dwa- -trzy lata temu bardzo silnie uzależniona od jednego banku – PKO BP. Kiedy skończyły się zlecenia od tego klienta, nie pomogły nawet zapowiedzi, że następnym wielkim klientem będzie inny duży bank — Pekao SA. Zyski spółki spadały, a wraz z nimi cena akcji przedsiębiorstwa. Obecnie w takiej sytuacji znajduje się Talex sprzedający swoje usługi na rzecz BZ WBK. Tylko patrzeć jak podzieli los Softbanku.

Ciekawe, czy inwestorzy zdają sobie sprawę z tego, że w trudnej sytuacji może znaleźć się tak znamienita spółka jak Agora. Wszak wyniki tej spółki uzależnione są w dużym stopniu od jednego tytułu — „Gazety Wyborczej”. Zastanawiające jest to, co może się wydarzyć, jeśli jakiś zagraniczny potentat prasowy stworzy podobny dziennik. Może wydawać się to obecnie mało prawdopodobne. Warto jednak przypomnieć sobie, jaką dwa lata temu miały względnie komfortową sytuację dwa tygodniki, mianowicie „Wprost” i „Polityka”. A dzisiaj? Mamy trzeci podobny tygodnik —„Newsweek”, i w dodatku tańszy.