Miarą ucywilizowania państwa i funkcjonującego w nim społeczeństwa jest — między innymi — narzekanie na system podatkowy. We wszystkich tzw. normalnych państwach można usłyszeć podatników potępiających łupieżcze podatki, a w gazetach przeczytać felietony niezostawiające suchej nitki na urzędnikach fiskusa. Różnić się będzie — w zależności od wysokości podatków i sprawności organizacyjnej władz skarbowych — natężenie narzekania, ale samo jego występowanie jest nieuniknione.
Z tego punktu widzenia trzeba przyznać, że nasz kraj dobrze wpisuje się w stereotyp państwa cywilizowanego. Podobnie jak to się dzieje we Francji, Niemczech albo Szwajcarii, także mieszkańcy Polski są niezadowoleni z podatków, a księgowi i doradcy podatkowi wymieniają się mrożącymi krew w żyłach anegdotami o działaniach urzędników skarbowych. Na pozór więc wszystko w normie — Polacy są niezadowoleni z podatków, bo wszędzie ludzie są z nich niezadowoleni.
Czy można poprzestać na takiej konstatacji? Niestety, nie. Nie można nie dostrzegać, że w wielu sytuacjach powodem niezadowolenia z polskiego systemu podatkowego nie jest bynajmniej konieczność płacenia wysokich podatków, ale absurdalne założenia, na podstawie których są one nakładane. Jako przykład podać można opodatkowanie tzw. częściowo odpłatnych świadczeń otrzymanych przez przedsiębiorców. Zgodnie z ustawową definicją, częściowa odpłatność polega na kupieniu rzeczy albo prawa po cenie niższej niż rynkowa. Różnica pomiędzy zapłaconą ceną a wartością rynkową świadczenia jest dla podatnika przychodem, który powinien być wykazany w zeznaniu podatkowym.
Z punktu widzenia fiskusa fakt „zbyt taniego” kupowania towarów przez przedsiębiorcę (czyli robienia dobrego interesu, od którego i tak płaci się podatek przy sprzedaży towarów) jest karygodny i wymaga dodatkowego opodatkowania. Aż dziw bierze, że — kierując się postulatem spójności systemu podatkowego — resort finansów nie wprowadził np. dodatkowej stawki podatku od sprzedawania towarów po cenach uznanych przez urzędników za zbyt wysokie.
Takich kwiatków, odznaczających się różnym, ale zwykle (niestety) wysokim, poziomem absurdu, jest mnóstwo. Przepisy tego typu przyrównać można do strzałów do własnej bramki. Na boisku piłkarskim samobóje są rzadkością. Dlaczego w praktyce podatkowej stały się chlebem powszednim? Najwyższy czas oczyścić ustawy podatkowe z naleciałości, które podważają wiarę w sensowność systemu podatkowego, a przez to niszczą i tak mizerne zaufanie obywateli do państwa.
Niech ludzie narzekają na podatki (bo pewnie zawsze to będą robić), mając jednak świadomość, że tworzą one logiczny, maksymalnie prosty system, a nie zbiór wzajemnie się wykluczających norm, podlegających sprzecznym i zmiennym interpretacjom.
Paweł Mazurkiewicz, partner, doradca podatkowy MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy