— Strzelba wisi i w końcu strzelba wystrzeli — tak o potencjalnej karze dla PGNiG za niewypełnienie obligo giełdowego mówił wczoraj Maciej Bando, p.o. prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Mówił tak w trakcie zorganizowanej przez PAP debaty „Rozwój rynku gazu w Polsce”. Jej uczestnicy zgodnie wskazywali na obligo, czyli obowiązek sprzedawania określonej części gazu poprzez giełdę, jako kluczowy warunek liberalizacji tego rynku.
PGNiG, które kontroluje ponad 95 proc. rynku sprzedaży gazu w Polsce, w 2013 r. z tego obowiązku się nie wywiązała, za co URE może na nie nałożyć karę w wysokości nawet 15 proc. rocznych przychodów (dla grupy wyniosły w zeszłym roku 32 mld zł). W tym roku obligo jest jeszcze wyższe — wynosi 40 proc. całej sprzedaży, wobec zeszłorocznego poziomu 40 proc.
— PGNiG trudno będzie je wykonać — ocenia, już na początku roku, Maciej Bando. PGNiG argumentowało wcześniej, że w wykonaniu obligo przeszkodą jest brak popytu. A tego nie ma, bo ceny nie zachęcają. Podobnie ocenia to Ireneusz Łazor, prezes Towarowej Giełdy Energii.
— Do 18 marca przez giełdę gazu przeszły 53 mln m sześc. gazu, czyli tylko 8 proc. wolumenu, na który opiewały łącznie zlecenia. To pokazuje, jak rozbieżne są oczekiwania cenowe — zauważa Ireneusz Łazor. PGNiG zamierza sobie z obligo poradzić, wydzielając podmiot, który będzie kupować na giełdzie gaz od spółki matki, a następnie sprzedawać dalej. Branża od dawna mówi, że to rozwiązanie sztuczne i nic nie zmieni.
— W powietrzu wisi zarzut, że PGNiG może chcieć stosować mechanizmy zmowy cenowej, ale to zbyt daleko idące założenie. Przecież nie wszystko musi trafiać do tej spółki. Kto da lepszą cenę, ten kupi — broni tego rozwiązania Ireneusz Łazor.