Strzelił w okno

Marek Łukasiak
opublikowano: 2006-07-25 00:00

Czy pomysł na dobry biznes może powstać w jedną noc?

Przykład Tadeusza Pudły, prezesa i założyciela rodzinnej spółki Pumar, pokazuje, że tak.

W latach osiemdziesiątych Tadeusz Pudło pracował na budowach wielkich elektrowni, co wiązało się z długą rozłąką z rodziną. Po zawieszeniu budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu postanowił wrócić w rodzinne strony, do Ryk.

— Tu był mój dom i rodzina — mówi o swojej decyzji.

Miał wtedy w głowie pomysł na swój pierwszy biznes. W 1987 roku w niewielkim wynajętym lokalu otworzył sklep z artykułami instalacyjno-sanitarnymi. Nie miał wielkich oszczędności, ale wystarczyły na pierwsze zaopatrzenie. Najtrudniej zdobywało się towar. Trzeba się było mocno starać, żeby zapełnić półki.

— Plastikowe rury kupowało się od producenta na kilogramy, w sklepie sprzedawałem je na metry. Takiej zmiany nikt nie rozumiał, szczególnie urzędnicy skarbowi. Ludzie pukali się w czoła, patrząc na nowe produkty, jakie wprowadzałem na rynek — opowiada Tadeusz Pudło.

Po czterech latach do prezesa dołączyła jego żona — Maria. Rok później kupili pawilon handlowy w Dęblinie i poszerzyli asortyment sklepu o glazurę, terakotę i artykuły wyposażenia wnętrz. Rynek był tam bardzo atrakcyjny, dużo kupowała kolej, wojsko, sporo pieniędzy na inwestycje przeznaczały też samorządy.

Pomysł dojrzewał jedną noc.

W połowie 1996 roku Pumar kupił fundamenty budynku, który miał się stać główną siedzibą firmy handlowej.

— Jego plany zakładały dużo przeszklonej powierzchni. Koszty zakupu okien były bardzo wysokie. Przez całą noc myślałem i liczyłem — mówi Tadeusz Pudło. Efektem nieprzespanej nocy była decyzja o zakupie maszyn, aby samodzielnie zrobić potrzebne okna. Urządzenia miały w przyszłości zostać wykorzystane do produkcji okien pod własną marką.

W dwa tygodnie sprowadzili maszyny z Niemiec. Pracownicy uczyli się ich obsługi na własnych błędach, choć tych nie było wiele.

— Doświadczenie zdobyte na wielu budowach pozwoliło mi na dosyć łatwe wejście w produkcję — wspomina prezes firmy.

Pierwsze zamówienia przyszły po kilku miesiącach. Sprowadzona technologia pozwoliła osiągnąć bardzo dobrą jakość wyrobów, co szybko docenili klienci.

Wypoczynek z pracą

Pumar zaczął produkować również okna aluminiowe i plastikowo-aluminiowe oraz różnego rodzaju drzwi. Duże zapotrzebowanie na lokalnym rynku i dopasowana do niego oferta przyniosła efekt w postaci dużych zysków. Umożliwiły one Tadeuszowi Pudle wycieczkę do Stanów Zjednoczonych. Co tam zobaczył? Przede wszystkim interesująco skonstruowane okno, które od razu kupił, aby dokładnie obejrzeć i zastosować we własnych wyrobach.

— Uświadomiłem sobie wtedy, że aby być na rynku, muszę śledzić nowości w branży na całym świecie. Gdy będę miał wyroby najwyższej klasy, to mogę je sprzedawać wszędzie — mówi założyciel Pumaru.

Firma zaczęła zwracać coraz większą uwagę na rynki zagraniczne. Obecnie 35 proc. produkcji eksportuje do krajów Unii Europejskiej oraz na Ukrainę i Białoruś.

— Gdyby nie wysokie koszty transportu, produkcja trafiałaby nawet do Australii, gdzie są zainteresowani — twierdzi Tadeusz Pudło.

Trzeba słuchać rynku

— Ciągle szukamy nowych rozwiązań, ciągle eksperymentujemy, słuchamy pomysłów naszych pracowników na nowe wyroby, bo to oni są najbliżej klienta — mówi Tadeusz Pudło.

Receptą właściciela Pumaru na zdobywanie rynku jest sprawdzanie jego oczekiwań, a następnie wytwarzanie produktu o najwyższej jakości. Umożliwiają to nowoczesne maszyny i bardzo dobra kadra pracownicza, dzięki czemu Pumar może wykonywać trudne zlecenia, których nie podejmują się inne firmy. Szczególny pod tym względem jest rynek fiński, gdzie niemal każde zamówienie jest nietypowe. Wytworzenie drzwi o wymiarach trzy na sześć metrów dla klienta z Hiszpanii było możliwe tylko w Pumarze.

— W kształcie i wielkości produktu ogranicza nas chyba tylko wyobraźnia, wszystko jest możliwe — zapewnia Marcin Pudło, syn założyciela firmy, a od niedawna wspólnik.

Ważny jest transport

— Postawiliśmy na własne samochody, bo dzięki nim szybko wysyłamy towar prosto do klienta — mówi prezes Pumaru.

To doskonały sposób na zwiększenie sprzedaży. Ludzie lubią dostawać zamówienie z dostawą do domu bezpośrednio od producenta.

Sporo zmartwień przynosi Tadeuszowi Pudle brak lotniska na Lubelszczyźnie.

— Wielu moich zagranicznych kontrahentów przylatuje do Warszawy. Po męczącej podróży ze stolicy do Ryk pytają o lotnisko gdzieś bliżej — mówi prezes.

Właściciel Pumaru marzy o porcie lotniczym po wschodniej stronie Wisły lub choćby o otwarciu na lotnisku w Dęblinie jednego pasa dla lotnictwa cywilnego. Widzi w tym szansę rozwoju nie tylko swojej firmy, ale także całego regionu.