Studencki bolid napędzany słońcem

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-06-12 00:00

Auto z panelami fotowoltaicznymi na dachu, które ma wystartować w wyścigu w Australii, jest prawie gotowe. Potrzebny jest sponsor transportu

Wielu ielu studentów przywozi z Erasmusa miłość, ale można przywieźć pomysł na przygodę. I to naukową. — Nasz kolega był na stypendium zagranicznym w Holandii. Wtedy właśnie holenderska ekipa wygrała World Solar Challenge, czyli australijski rajd dla samochodów elektrycznych. Kolega wrócił i nas zainspirował — opowiada Beata Mordzak, studentka informatyki Politechniki Łódzkiej.

Z ŁODZI DO AUSTRALII:
Z ŁODZI DO AUSTRALII:
Lodz Solar Team jest prawie gotowy do rajdu World Solar Challenge 2015 w Australii. Bolid z panelami fotowoltaicznymi na dachu prezentowali wczoraj w Łodzi (od lewej): Patryk Wagner, koordynator działu elektrycznego, Beata Mordzak, kierownik projektu, Paweł Wilk, koordynator działu mechanicznego, i Szymon Bukowicz, koordynator działu promocji.
KRZYSZTOF JARCZEWSKI

Z holenderskiej inspiracji powstał Lodz Solar Team, a Beata Mordzak została kierownikiem studenckiego projektu. Celem jest zbudowanie bolidu napędzanego słońcem i start w październiku — jako pierwsza w historii ekipa z Polski — w BridgestoneWorld Solar Challenge w Australii. Dotychczas nie było w nim nawet żadnej drużyny z Europy Środkowej i Wschodniej, ale w tym roku pojadą także Węgrzy.

„W tym wszystkim chodzi o zarządzanie energią!” — przekonują na stronie internetowej organizatorzy wyścigu. Uczestnicy będą musieli przejechać 3000 km, z północy na południe Australii, w samochodach elektrycznych wyposażonych w panele fotowoltaiczne. Panele, obowiązkowo o powierzchni 6 mkw., będą zasilać silnik samochodu, który poza tym może być wyposażony w akumulator, ładowany np. nadwyżką energii pochodzącej z paneli lub energią kinetyczną (czyli z ruchu pojazdu). Przy gorszej pogodzie akumulator może się przydać. Łódzki bolid ma panele rozmieszczone na dachu i nie ma tylnej szyby. Jest też stosunkowo wygodny.

— Startujemy w klasie, którą można nazwać miej- ską. To oznacza, że dostaniemy punkty nie tylko za krótki czas przejazdu, ale także za liczbę przewiezionych osób. Holendrzy, którzy są naszą inspiracją, jechali w cztery osoby i wcale nie byli pierwsi. Wygrali za to na punkty. My jedziemy w dwie osoby, a kierowca będzie się zmieniał. Jednym z kierowców będę ja — cieszy się Beata Mordzak.

Organizatorzy World Solar Challenge nazywają swój wyścig „przygodą życia dla uczestników”. Może tak być — chodzi w końcu o sześć-osiem dni jazdy przez australijskie miasta i pustynie. „Przygoda życia” ma swój wymiar finansowy. Niebagatelny, ale łódzcy studenci nieźle sobie z nim radzą.

— Impulsem do rozpoczęcia prac był grant z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a potem pozyskaliśmy sponsorów [m.in. koncerny Bridgestone i 3M — red.]. Dziś potrzebujemy jeszcze finansowania na transport bolidu do Australii. Zależy nam na tym, żeby poleciał samolotem, co kosztuje około 150 tys. zł. Jeśli popłynie, będzie to tylko 50 tys. zł, ale wtedy będziemy mieć o wiele mniej czasu na testy — przyznaje Beata Mordzak.

Wartość całego projektu, w zależności od sposobu transportu, waha się zatem od około 450 tys. zł do ponad 500 tys. zł. Studenci są już jednak przygotowani na scenariusz „morski”.

— Bolid jest już prawie gotowy, wymaga tylko drobnych prac mechanicznych i malowania. Będziemy gotowi, by w połowie lipca wysłać go już w morze, ale lepszy byłby samolot — mówi Beata Mordzak.