Sukces: Krynicki deptak jest dziekanem korpusu
Tegoroczne XXVI Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju potwierdziło wyjątkową pozycję tej inicjatywy Zygmunta Berdychowskiego, byłego sądeckiego posła Akcji Wyborczej Solidarność, w panoramie polskiej gospodarki. Organizowane przez fundację Instytut Studiów Wschodnich, obecnie z wielkim wkładem samorządu Małopolski, forum pomyślane zostało od początku jako spotkanie głównie światów biznesu i polityki, ale wraz z jego rozwojem dochodziły panele naukowe, kulturalne i regionalne. Wrześniowa zbiórka u wód nie jest największym tego typu wydarzeniem w kraju — liczbowo zdecydowanie przoduje Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach — jednak niepodważalna pozostaje jej pozycja dziekana korpusu. XXVI forum miało oblicze różniące je od wielu poprzednich — na deptaku zaprezentowały się całkiem nowe garnitury, zarówno po stronie władzy, jak i spółek skarbu państwa, którymi Krynica od początku stoi. Poza tym merytorycznie spotkali się premierzy Grupy Wyszehradzkiej (V4). Bytności głów państw i szefów rządów są krynickim standardem, ale zwykle to wizyty kurtuazyjne, ograniczające się do udziału w głównych panelach. Tym razem premierzy V4 na roboczym spotkaniu finalizowali stanowisko przed unijnym szczytem w Bratysławie. I jeszcze jeden wątek, potwierdzający znaczenie Krynicy — to właśnie nieformalne rozmowy i obserwacje poczynione wokół deptaka przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego i jego świtę z wierchuszki PiS przyspieszyły przesilenie rządowe. © Ⓟ
Porażka: Legislacyjne nieudacznictwo rządu PiS
W sprawie podatku handlowego najłatwiejsze było rzucanie przez PiS w kampanii wyborczej chwytliwego hasła „wprowadzimy podatek od supermarketów”. Gdy przyszło do ustawowej realizacji, to zbyt trudne zadanie potwierdziło legislacyjne nieudacznictwo obecnej ekipy rządzącej. Wszczęcie przez Komisję Europejską (KE) procedury o naruszenie przez Polskę unijnego prawa było oczywistością. Ostrzegali przed nim rząd nie tylko handlowcy i ich prawnicy, lecz całkiem oficjalnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Poza tym znany był przypadek Węgier, które musiały wycofać się z podobnego rozwiązania. Dlatego Paweł Szałamacha, minister finansów, wcale nie ukrywał, że ruch Brukseli był wręcz… oczekiwany. Negatywnej oceny ustawy PiS obawiało się od początku, ale liczyło, że może jakoś się uda. Na wszelki wypadek rząd nie posłał jej do KE w celu obowiązkowej notyfikacji, ale został wyręczony przez organizacje handlowców, przypominające traktatowy zakaz dyskryminacji podmiotów gospodarczych. A przecież to najwyższy suweren, czyli naród, w 2003 r. zdecydował referendalnie o akcesji Polski do Unii Europejskiej, czyli również o implementacji traktatów. Dlatego za naturalną decyzją o zawieszeniu poboru zakwestionowanego podatku powinno pójść nie zrzucanie winy na wraże brukselskie siły, lecz honorowe przyznanie się — nie umiemy, a się bierzemy. © Ⓟ
