Światowej gospodarce nie zagraża recesja
Była szefowa NBP wierzy, że mimo szoku wywołanego atakiem terrorystycznym na Stany Zjednoczone światowa gospodarka dość szybko wróci do równowagi. Polskim politykom radzi przygotowanie odchudzonego budżetu i przestrzega ich przed podnoszeniem obciążeń fiskalnych.
„Puls Biznesu”: Mimo czarnych scenariuszy kreślonych przez analityków, rynki finansowe, w tym polskie, pokazały siłę w obliczu tragedii w USA. Czy więc wszystkie prognozy, które mówią o pogłębieniu tendencji recesyjnych w gospodarce oraz o zapaści rynków finansowych, były przesadzone?
HGW: Europa rzeczywiście pokazała pewną stabilność. Okazało się, że choć w długim okresie cyklu koniunkturalnego Europa jest zależna od Stanów Zjednoczonych, to jednak potrafi być na tyle samodzielna, by pokazać odporność na to, co się wydarzyło. Myślę że to pozytywny sygnał. Na pewno pozostają zagrożenia, związane z tym, że tragedia wydarzyła się w momencie, kiedy — zdaniem ekonomistów — gospodarka amerykańska miała zacząć się odbijać. Trudno więc jeszcze przewidzieć skutki dla globalnej gospodarki.
A zatem istotne jest, by gospodarka USA wróciła na swoje tory...
— Amerykańskie instytucje są w znacznym stopniu przygotowane na nieoczekiwane zdarzenia. To jednak mniejszy problem — najgorsza jest strata ludzi. Część z nich zajmowała kluczowe stanowiska w dużych firmach. Ich śmierć będzie odczuwalna przez długie miesiące. Ważny jest także element psychologiczny — cała ta tragedia spowodowała spadek zaufania do rynków. To zaufanie trzeba będzie odbudować.
To jednak problem długofalowy. Na razie wygląda na to, że cały świat skupia się na tym, by nie pozwolić rynkom na załamanie.
— To dobrze, że takie dramaty powodują mobilizację i światową solidarność. Widać to choćby w działaniach banków centralnych. Banki z Europy i Japonii, które mają swoje problemy, były gotowe szybko zmienić politykę, by ratować dolara. Arabowie, którzy zarobiliby na rosnącym kursie ropy, ogłosili, że zwiększą wydobycie, by stabilizować cenę.
Sądzę więc, że w długim okresie nie będzie to miało większego znaczenia dla gospodarki. Powoli zacznie się handel na amerykańskich giełdach i za dwa-trzy tygodnie wszystko wróci do normy.
Czy te wydarzenia będą miały jakikolwiek wpływ na przebieg i wynik wyborów w Polsce?
— Myślę, że w Polsce większość społeczeństwa koncentruje się na własnych problemach, i takie wydarzenia na świecie, w których Polska nie bierze bezpośredniego udziału, nie wpływają na preferencje polityczne...
...czyli niedługo wrócimy do pytań nie o to, kto będzie rządził, bo to wydaje się niemal przesądzone, ale jaka będzie to polityka gospodarcza i kto ją będzie realizować. Kto Pani zdaniem byłby najlepszym ministrem finansów?
— Ważne, żeby była to osoba wiarygodna i odpowiedzialna. Pracowałam z Markiem Belką, gdy był ministrem finansów, a ja szefem NBP. Była to co prawda współpraca krótka, jednak wspominam ją jako bardzo skuteczną. Kiedy na przykład przed wyborami w 1997 r. podnieśliśmy stopy procentowe, nie powiedział ani jednego złego słowa. Myślę więc, że byłaby to jak najbardziej właściwa osoba. Co prawda profesor Belka stawia twarde warunki, ale są one słuszne. Po dymisji ministra Bauca widać, że szef resortu finansów powinien być także wicepremierem, bo wtedy ma większą możliwość kierowania polityką gospodarczą.
W tym roku budżet był już nowelizowany, choć i tak pewnie zabraknie w nim kilku miliardów złotych. W przyszłym roku dziura ma być znacznie większa. Pomysły na jej łatanie są dwa: albo zwiększać obciążenia podatkowe, albo ciąć wydatki. Którą drogą powinien pójść przyszły minister finansów?
— Przede wszystkim powinno się jednak redukować wydatki. Myślę, że budżet centralny ma wiele kosztów, które można obciąć. Przestrzegałabym przed wszystkimi pochopnymi decyzjami zwiększającymi wpływy budżetu. Weźmy podatek importowy: na pewnym etapie takiej protezy już nie można wstawiać. Gdyby istniał taki instrument, to można byłoby myśleć, czy go nie podwyższyć. Ale jeśli go nie ma, to wprowadzenie może bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Zdecydowanie wolałabym więc, żeby to były cięcia wydatków niż szukanie dodatkowych wpływów. Nadmierny fiskalizm nie jest dobry, gdyż to zaprowadzi Polskę na ścieżkę niskiego wzrostu.
Pozostaje kwestia roli banku centralnego. Do tej pory reagował on nie tylko na wskaźniki makroekonomiczne. Zacieśnianie polityki monetarnej argumentowane było większą swobodą w sferze fiskalnej. Czy obecnie NBP mógłby wspomóc wysiłki zmierzające do równoważenia budżetu czy przynajmniej łatania dziury?
— Po raz pierwszy od wielu lat NBP stoi w obliczu bardzo istotnego spadku dynamiki PKB. Wcześniej nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji, a na pewno ja jej nie doświadczyłam. Jest zasada, że inaczej się prowadzi politykę pieniężną w okresie szybkiego wzrostu, a inaczej przy spadku dynamiki PKB. W okresie szybkiego wzrostu gospodarczego bank centralny odpowiada za utrzymywanie inflacji w ryzach. Przy lekkim rozluźnieniu polityki można wtedy doprowadzić do niepożądanego wzrostu cen. Natomiast w okresie wolniejszego wzrostu bank może poluzować politykę, gdyż zagrożenie szybkim wzrostem inflacji jest mniejsze. To oczywiście tylko ogólne zasady, niczego nie chcę sugerować RPP. Rada musi jednak pamiętać, że polityka pieniężna jest także pochodną cyklu koniunkturalnego. Tak działają najbardziej skuteczne banki świata — amerykański Fed i Bank Anglii. Polska to jednak młody organizm. Trzeba więc pamiętać, że inne lekarstwa daje się dzieciom, inne — dorosłym, jeszcze inne — osobom starszym.
Dotąd jednak RPP obwiniała rząd, a ten zrzucał winę na radę. Czy — zakładając, że ministrem finansów będzie Marek Balka — możliwe będzie porozumienie między nim a szefem NBP Leszkiem Balcerowiczem?
— Na szczęście obaj panowie nie są z krwi i kości politykami. Możemy tu natomiast mieć do czynienia ze zderzeniem nie tyle opcji politycznych, ile charakterów i poglądów na gospodarkę. Myślę, że Leszek Balcerowicz pamięta Markowi Belce, że prezydent, którego jest on doradcą, zawetował nowelizację prawa podatkowego, przygotowaną przez dzisiejszego szefa NBP.
Wierzę jednak, że panowie potrafią być ponad tym i porozumieją się. To bardzo ważne, gdyż Polska znalazła się w nieciekawym położeniu. Z jednej strony bliskie wejście do UE, a później pewnie i Unii Monetarnej, a z drugiej — taka nie zapowiedziana trudna sytuacja gospodarcza na świecie, wywołana atakiem na USA. Trzeba się dogadać, co kto robi, a potem każdy musi dotrzymać słowa.